O STRACHU: Mama się nie boi. Mama robi tricki na rolkach

Nie bój się.

Tylko tyle i aż tyle. To mówię. To myślę. Tak uważam i tak chcę czuć. Nie od dziś.

Boisz się? Czego? Dlaczego? Przestań.

Odkąd pamiętam, mówiłam, że strach generuje wypadki. Różne. Te straszne, okropne, mające daleko idące, niewesołe konsekwencje, jak i te małe, o skutkach których na szczęście da się szybko zapomnieć lub ich boleśnie nie odczuwać. Mówiłam tak szczególnie w odniesieniu do uprawiania sportu, do nowych ewolucji na wakeboardzie czy skoków na snowboardzie. I wcale nie przestawałam się bać… To znaczy przestawałam, ale dlatego, że czegoś nie robiłam. Wybierałam tę najłatwiejszą opcję, bo czułam, że tak jest lepiej albo że pozbycie się strachu w tej dziedzinie nie jest warte zachodu. Nie uczę się skakać z tzw. krawędzi na desce, czyli latać kilka metrów nad powierzchnią wody, bo niebezpieczeństwo urazu głowy (w moim mniemaniu) jest tak duże, że prawdopodobnie właśnie to by mi się przytrafiło. No i się nie boję. Bo nie robię głupot. Tak to działa. Jak się boisz, to odpuść. Aż strach minie.

jazda na rolkach
fot. Lidia Piechota extremama

Absolutnie nie zachęcam Cię do wycofywania się z marzeń, planów i zamierzeń. Nawet w kwestii tricków na desce, jeśli umiesz zapanować nad strachem, uda Ci się ewolucja. Tymczasem identycznie jest w codziennym życiu w przypadkach pozornie mniej karkołomnych wygibasów.

Boimy się, że nam się nie uda, to się nie udaje.

Obawiamy się, że ten nowy projekt w firmie nie spodoba się inwestorowi, więc ten kręci nosem. Czujemy niepokój i właśnie to czują od nas inni. Nie jest możliwe, żeby wyczuli cokolwiek innego. Jakże to cudownie logiczne, choć dotyczy nienamacalnej sfery emocji i podświadomości.

Dlatego przestań się bać. Jak przestaniesz się bać… strach zniknie (taka logika 😉 ). A jak zniknie, kolana przestaną być miękkie, głos nie będzie drżał, ręce nie będą się trzęsły. Pewnie, że nie piszę tu o rzeczy łatwej. Gdyby pozbycie się strachu było łatwe, żylibyśmy w idealnie harmonijnym świecie, a ewidentnie jeszcze trochę nam brakuje. Nie lubię demonizować i przyklepywać, pisząc czarno na białym, jak beznadziejna faktycznie jest sytuacja. Wolę się na nią nie godzić i strach wyganiać już choćby tym brakiem przyzwolenia. Pierwszy krok, nawet najmniejszy, jest niezwykle ważny. Oto mój. Skuteczny, bo pewny. I to ostatnie w walce ze strachem jest najważniejsze.

Pewność, że strach to iluzja, którą sobie stwarzamy.

Po co? Bo tak jest łatwiej? Pewnie tak. Jest też nudniej i nie nie po naszemu. Ale bez strachu. Bez satysfakcji.

fot. Lidia Piechota extremama

Paradoksalnie odpuszczenie z powodu strachu wcale nie daje spokoju. Zostaje niedosyt, niezadowolenie, poczucie niespełnienia. Czasem udaje się przewartościować sytuacje, w których strach wygrywa. Nie wykonuję skomplikowanych ewolucji na desce, ponieważ jestem odpowiedzialnym rodzicem. Nie chcę, żeby cokolwiek mi się stało. Mam ważniejsze, w moim mniemaniu, sprawy na głowie. Nie walczę ze strachem, wyganiam go, bo zamiast fikać i kombinować na wodzie, bawię się z dzieckiem w piasku. Nie czuję straty.

I jeszcze kwestia zwalczania strachu, żeby nie było, że nie podaję możliwej ścieżki do pozbycia się go. Nazewnictwo ma tu ogromne znaczenie. Zatem ja ze strachem nie walczę. Nie ma takiej potrzeby. Powtarzam sobie, że nie chcę się siłować ze słabszym. Jakby to wyglądało, gdyby wysoka, umięśniona, pewna siebie kobieta z szeroko otwartymi oczami w kolorze indygo zadała serię ciosów czemuś, co jest… wytworem wyobraźni?! Wizja rodem z komicznych niemych filmów. Daję więc mojemu strachowi subtelnego kuksańca. Niech się nie panoszy i wie, że nie ma nic do gadania. Jeśli nie słucha, wymierzam prawy sierpowy i zatrzymuję pięść, zanim grzmotnie stracha z hukiem. Szkoda mi prądu na coś, co nie daje mi nic w zamian. Nie mam nic z takiej walki. Nie mam nic z tej relacji. Nie chcę jej. Jest moja tylko na chwilę. Tylko wtedy, kiedy się pojawia. Na moment widzę błysk w oku strasznego chochlika, a za chwilę ten sam błysk jest już w moim, gdy strach znika, bo zwyczajnie nie ma tu dla niego miejsca.

Gdy się boisz, zatrzymaj się. Oddychaj.

Weź serię głębokich oddechów.

Poczuj, jak wszystkie wnętrzności są Ci za nie wdzięczne. Skup się na tym, a nie na strachu. Wstrzymaj powietrze, pozbieraj wszystkie skrawki niepokoju, a potem wypuść… zdecydowanie, ale ze spokojem. Widzisz? Czujesz? Ten strach nie ma odwrotu. Już sobie poszedł. Zdmuchnąłeś go jak piórko. Dlatego nie trzeba się z nim boksować. To tak jakbyś zabijał komara karabinem. Narobisz więcej szkód, a komar ugryzie Cię w nos. Widzisz analogię? To także bardzo logiczne.

Nie bój się. To nie boli. A daje dużo frajdy.



REO POLECA

TELEWIZOR: Okno na świat, który nie istnieje

Lidia Piechota
Znak firmowy EXTREMAMA. Kobieta, która rodzicielstwo traktuje z należytą starannością i uważnością. Blogerka. Zwierze społecznościowe. Spotkasz ją na Instagramie i na FB. A jak spotkasz, będziesz czytać regularnie i niecierpliwie czekać na kolejny wpis.