📻 MALCOLM LIGHT, NAUKOWIEC. Wie więcej o Apokalipsie, czy…?

Spłoniemy w ciągu kilku lat - snuje wizję katastrofista

AUDIO REO. Posłuchaj nagrania tekstu artykułu. Czyta Danuta Stachyra (12’14”)
No niestety, czeka nas zagłada. Znamy datę, podał ją jeden z naukowców zajmujących się problemem globalnego ocieplenia. Ile mamy czasu? Bardzo mało. Tylko czy nie jest to kolejna szarlatańska wizja, tym razem w naukowym wydaniu?


Malcom Light prognozuje koniec świata

Są dwie grupy naukowców zajmujących się problematyką globalnego ocieplenia. Większość klimatologów i meteorologów to osoby, które mniej lub bardziej ostrożnie, łagodnie podchodzą do sprawy. Mówią, że się będzie ocieplać, ale jeśli człowiek poważnie zredukuje emisje CO2, to nie grozi nam apokalipsa.

Zdecydowaną mniejszość stanowią naukowcy, niebędący zazwyczaj dyplomowanymi klimatologami, którzy mówią, że nie ma już szans, i że czeka nas koniec świata. Jakby tego było mało, już wkrótce, a nie za 100 czy 200 lat.

Jedną z takich osób jest Malcolm Light. Light, który jest z wykształcenia geologiem i oceanografem, zapowiedział niedawno, że już za parę lat czeka nas po prostu koniec. Według niego apokalipsa ma rozpocząć się 15 lipca 2020 roku. Jej przyczyną ma być zanik lodu morskiego w Arktyce, w wyniku czego błyskawicznie zaczną ulatniać się z dna oceanu ogromne ilości metanu – silnego gazu cieplarnianego. W wyniku tego, bardzo szybko dojdzie do zmniejszenia ciśnienia gazu w złożach metanowych, co zaowocuje jeszcze większą emisją tego gazu w ramach destabilizacji tak zwanych hydratów (klatratów) metanu. Hydraty, to krótko mówiąc zalegające pod dnem Oceanu Arktycznego pokłady metanu, który przez miliony lat gromadził się jako produkt rozkładu materii organicznej z oceanicznej fauny.

Koncentracja metanu na świecie
To już lada dzień

Początek wielkiej, gwałtownej emisji metanu według Malcolma Light’a ma się rozpocząć 4 września 2021 roku. W wyniku tych emisji globalna temperatura szybko wzrośnie o 10 stopni. Dosłownie rok później ludzkość zacznie wymierać w konsekwencji tego wzrostu, czyli potwornych upałów, wielkich huraganów, głodu, wszystkich atrakcji związanych ze wzrostem temperatur na Ziemi.

Czyżby Light miał rację, i co za tym idzie w następnej dekadzie czeka nas koniec?

Nie, nie czeka nas koniec. A przynajmniej nie tak szybko… Owszem, wzmożone emisje metanu będą prowadzić do wzrostu temperatury, w tym temperatury dna morskiego w Arktyce, co ma już miejsce i potwierdzają to badania. Owszem, prawdopodobnie Arktyka uwolni się od lodu, bo ilość CO2 w atmosferze pozwoli na odpowiedni ku temu wzrost temperatury powietrza i wody. Tak, może czekać nas koniec świata, kiedy dojdzie do destabilizacji hydratów, w wyniku czego globalna temperatura wzrośnie o kilka stopni. Tak było kiedyś, na przykład w czasie permskiego wymierania. Wymieranie to miało miejsce 250 milionów lat temu i na nim wzoruje jest Light. Podobna sytuacja miała miejsce w czasie PETM, czyli paleo-eoceńskiego maksimum termicznego, kiedy to w ciągu 10 tysięcy lat globalna temperatura wzrosła o 5-9 stopni Celsjusza.

Biorąc pod uwagę wydarzenia z przeszłości, to owszem ten naukowiec ma racje. Cały problem polega z przedziałem czasowym i kompletnie bezsensownym podawaniem dat, szczególnie dni i miesięcy, co jest efektem jego obliczeń. Najwyraźniej błędnych i oderwanych od rzeczywistości. Warunkiem dla apokalipsy Malcolma Light’a jest uwolnienie się Oceanu Arktycznego od lodu i już samo to podaje w wątpliwość podawane przez niego daty.

Ocean Arktyczny. Jeszcze z lodem.

 

1
2
Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.