SPOKOJNIE! Jestem Chinką. Jestem cyborgiem

Pozory mylą

Historia wzlotu

Naomi Wu nie zna (chyba) na dziś polskiego, więc jeszcze nie wie czy być może nie jest cyborżką? Koledzy z Warszawy po którymś tam zdjęciu znaleźli wręcz słowo cyborgini. Gdy już pozna polski zrozumie to doskonale. Nie ma najmniejszych oporów, żeby otwarcie mówić o swoich atutach. To duże, sztuczne cycki i umiejętność kodowania. Jedno i drugie wymagało czasu i wyrzeczeń; pożądaną wielkość i kształt piersi 24-latka uzyskała po trzech bolesnych operacjach, a sprawnego kodowania uczyła się przez kilka lat.

Jedno i drugie budzi kontrowersje. Każdy filmik, który dziewczyna wrzuca na swój kanał YouTube, jest szeroko omawiany, każde zdjęcie komentowane na forach internetowych.

Jest o czym mówić. Dziewczyna najczęściej nosi bardzo obcisłe i uwypuklające kształty ubrania: kuse koszulki, krótkie T-shirty, odsłaniające nieprzyzwoicie płaski brzuch, zdobione gorsety w miejsce bluzek, mikrominispódniczki, pończochy samonośne i buty na niebotycznie wysokich koturnach. Wygląda jak uosobienie kobiecego ideału zasiedlającego seksistowskie kreskówki anime, ale robi to świadomie i bezwstydnie. Wykorzystuje tendencję do przedmiotowego traktowania kobiety, żeby pokazać, jak bardzo pozory mogą mylić.

fot. Twitter

W wywiadach powtarza, że doskonale zdaje sobie sprawę, że jak ją widzą, tak ją piszą. Wzrusza ramionami: Owszem, część internautów bierze mnie za prostytutkę. Nie przeszkadza mi to. Niech sobie myślą, co chcą. Ja im udowadniam, że potrafię programować, a mój strój nie ma tu nic do rzeczy.

Naomi, znana też jako Seksowny Cyborg, zaczęła zdobywać rozgłos w 2015 roku. Najpierw swoimi postami w mediach społecznościowych zwróciła uwagę w Chinach. Jej sława szybko wyszła poza granice rodzinnego kraju i Wu zaczęła zyskiwać oddanych fanów na Zachodzie.

Chinka prezentowała swoje pierwsze wynalazki i opowiadała o pomysłach na technologiczne innowacje. Pojawiała się w migających LED-owymi światełkami miniówkach i seksownych stanikach, w których można było ustawiać stopień przezroczystości materiału. Mrugała doklejanymi rzęsami, na końcach których świeciły się maleńkie diody. Paradowała w szpilkach, które miały wbudowane w obcasy niewielkie schowki, na tyle jednak przestronne, by mogły się w nich zmieścić narzędzia potrzebne do włamania się do czyjegoś komputera. Pokazywała też paletę do makijażu, w której za lusterkiem schowany był niewielki monitor, a pod zestawem cieni do oczu ukryte były przyrządy hakerskie, w tym bezprzewodowy router oraz zwykły wytrych do zamków. Mówiła o planach wszczepienia sobie niewielkich magnesów w uda i piersi, tak by móc nosić pończochy bez podwiązek, a biustonosze bez ramiączek.

Świat inżynierów-amatorów, technologicznych zapaleńców i współczesnych McGyverów zaczynał dostrzegać młodą programistkę. Po roku działalności Naomi Wu mogła powiedzieć, że spełniła swoje marzenie. Stała się ważną postacią ruchu makerów, technologicznej subkultury, której członkowie nade wszystko cenią podejście zrób to sam.



Wtręt pedagogiczny ku młodszych i starszych pouczeniu

Kultura makerów (maker movement) skupia pod swoim szyldem nie tylko niezależnych wynalazców, innowatorów i projektantów, ale też wszelkiej maści hobbystów i majsterkowiczów. Jest odpowiedzią na konsumpcyjny model życia, wszechwładzę korporacji i sieciówek, oderwanie człowieka od natury. Dlatego – chociaż makerzy kojarzą się głównie z nowoczesnymi technologiami – do ich grona zaliczają się rozmaici wytwórcy i rzemieślnicy. I dlatego też, na organizowanych na całym świecie pokazach, tzw. Maker Faire, swoje projekty wystawiają wszyscy, którzy uważają się za twórców innowacji. Obok minirobotów zobaczyć można prototyp ekologicznego kompostownika, Szturmowca z Gwiezdnych Wojen dosiadającego drona oraz zabawki-zwierzaczki, zrobione na szydełku, z nici pozyskanych z plastikowych odpadów.

Jeszcze bardziej zdumiewające gadżety można odkryć podczas japońskich edycji pokazów. Są to chindogu, wynalazki niemające sensownego przeznaczenia. Wśród nich mogą się znaleźć pałeczki do jedzenia z przytwierdzonymi niewielkimi wiatraczkami, których zadaniem jest chłodzenie zbyt gorącej potrawy, buty zakończone niewielkimi miotełkami, którymi można wymiatać drobne śmieci, albo opaska na głowę, do której można przytwierdzić rolkę papieru toaletowego w sytuacji, gdy męczy nas katar sienny i nieustannie potrzebujemy chusteczek do nosa.


 

Naomi Wu ze swoimi futurystycznymi projektami modowymi i entuzjastycznym podejściem do nowych technologii wydawała się idealnie wpisywać w środowisko makerów. Jej filmiki były coraz popularniejsze, na crowdfoundingowej platformie pojawiali się nowi sponsorzy, chętni ją wesprzeć, w Shenzhen, swoim mieście, była traktowana jak gwiazda. Sukces gonił sukces.

Historia upadku

Co mogło pójść nie tak? Dwa lata później, pod koniec ubiegłego roku, chińska programistka była w poważnych tarapatach. Znalazła się – bez swojego udziału – w centrum wyjątkowo żywotnej teorii spiskowej.

Zaczęło się niewinnie, od pytania na jednym z forów internetowych. Czy Wu jest w związku? Ktoś pospieszył z odpowiedzią, że tak, że ma narzeczonego. Ktoś inny dopowiedział, że chłopak – tak jak Naomi – też nie jest w ciemię bity, jeśli chodzi o technologie. Jest inżynierem, potrafi nieźle kodować i jest aktywny w mediach społecznościowych. Ktoś wówczas stwierdził, że to interesujące i że warto zastanowić się, jaki jest wkład owego tajemniczego partnera w pracę makerki.

Po kilku tygodniach głosy ktosiów brzmiały już unisono i na łączach internetowych zapanował konsensus co do fenomenomu Naomi Wu.

Otóż: młoda, atrakcyjna dziewczyna, świetnie posługująca się angielskim i epatująca seksapilem jest jedynie przykrywką dla działalności jednego lub nawet kilku młodych, zdolnych mężczyzn o dużym potencjale innowacyjnym.

Przecież niemożliwe, żeby ktoś, kto ma tak imponujący biust, miał jednocześnie imponujący mózg. Czyż nie jest oczywiste, że to mężczyźni wymyślili Seksownego Cyborga? W końcu nawet biblijna Ewa była stworzona z Adamowego żebra, a historia lubi się powtarzać.

Użytkownicy platformy dyskusyjnej Reddit pisali, że z zachowania młodej Chinki można łatwo wywnioskować, że jest tylko pustą lalą, która wygina się w bikini, żebrząc o pieniądze sponsorów. Pojawiły się głosy, że dobrze, że udało się zdemaskować tę żenującą ustawkę, podczas której epatowano erogennymi strefami jakiejś ekshibicjonistycznej dwudziestoparolatki, a nie porządną nauką.

Do chóru głosów wieszczących koniec Wu – jak w greckiej tragedii – dołączył jeszcze jeden. Redaktora naczelnego magazynu Make, najbardziej prestiżowego i opiniotwórczego pisma kultury makerów. Dale Dougherty nie miał żadnych wątpliwości, że cała akcja została inteligentnie zaplanowana przez mężczyznę, prawdopodobnie chłopaka Chinki, dla którego ta była jedynie maskotką, ale dzięki której mógł upychać technologiczne nowinki w seksowne opakowanie.

Z mroków wychynął jeden z potworów Doliny Krzemowej. Mizoginizm. Seksistowskie monstrum o głowach hydry. Gdy wydało się już, że taką głowę całkowicie ucięto po jakimś głośnym skandalu (czy to dotyczącym nierównego traktowania kobiet, czy dysproporcji w płacach między płciami, czy lekceważącego podejścia do umiejętności specjalistek z dziedzin nauk ścisłych), wyrastała nowa. Silicon Valley od kilku lat otwarcie, choć nie do końca skutecznie, zmagała się z tym problemem. Próba zdyskredytowania Wu pokazała, że w światowym centrum nowych technologii wciąż świetnie się ma kultura kolesiów.

Historia rehabilitacji

Naomi odparowywała wszystkie ataki, nie przebierając w słowach. Jej zdaniem ruch makerów, z hasłami tolerancji i różnorodności, tę różnorodność tolerował tylko w wydaniu białych programistów, pochodzących z uprzywilejowanych warstw społecznych. W sukurs Wu przyszli jej znajomi i fani, przedstawiając niezbite dowody, że Seksowny Cyborg, a inteligentny koder, to jedna i ta sama osoba. I że nie występuje tu żaden dysonans poznawczy.

Szef Make musiał w końcu zrejterować. Zamieścił oficjalne przeprosiny, przyznając się do seksistowskiej perspektywy. Zaprosił Wu na najsłynniejszy Maker Faire, odbywający się nad Zatoką San Francisco i obiecał okładkę jednego z numerów. Naomi ukazała się w poprzednio styczniowym wydaniu pisma. W skąpym wdzianku, uśmiechnięta od ucha do ucha, zdawała się mówić, że dla różnego rodzaju seksownych cyborgów, nadszedł czas hossy.

Seksowny Cyborg drukuje bikini:



REO POLECA

DEBIUT W REO: Wykrywacze kłamstw z XX w. rodem? Wyrzućcie na (elektro)śmieci!