📻 REO ELEKTROCHODEM: Jak się jedzie Teslą Model X?

Magda Gacyk o auto-marzeniach na sprzedaż

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Magda Gacyk.

– Śmiało! Śmiało! Ręce swobodne, nogi nienapięte! Ciało luźne, oddychamy! – głos brzmi zachęcająco. Bardzo powoli prostuję dłonie, stopy wolno przysuwam bliżej, ale opuszki palców wciąż naprężone, kręgosłup wyprostowany. Inni przede mną mieli więcej luzu, byli w stanie zrelaksować się momentalnie, widać było, jak im z mięśni schodzi napięcie. Ja: jakbym połknęła kij od szczotki.

Inni patrzą teraz na mnie z tyłu, więc udaję, że nie ma sprawy. Też pełna swoboda. Też nie muszę wiecznie skanować otoczenia. Potrafię oddać kontrolę. Nie muszę wszystkiego sama. W środku jednak wiem: mam problem z zaufaniem. Nie ufam algorytmom.

A przecież nie dzieje się nic złego. Samochód porusza się po autostradzie bezszelestnie. W jego przestronnym, klimatyzowanym wnętrzu, ułożona wygodnie na ergonomicznym fotelu, patrzę na inne śmigające pojazdy. Zastosowałam się do rad: ręce po bokach, nogi luźne.

Jedziemy niemrawo za potężnym TIR-em. Przejeżdżamy obok fabryki w holenderskim Tilburgu, gdzie został złożony samochód, którym właśnie jadę. Auto w trybie autopilot nie potrafi wprawdzie zrobić zgrabnego myk! w bok i wyprzedzić, za to potrafi zahamować, gdy zarejestruje nieruchomą lub poruszającą się wolniej przeszkodę z przodu. Jest dobrze.

Tesla Model X obserwuje rzeczywistość za pomocą kamer, sensorów i radaru. Ten ostatni został dodany na stałe niespełna cztery lata temu, kiedy okazało się, że kamera nie zawsze potrafi właściwie zinterpretować sytuację. Głupiała, gdy pojawiały się refleksy świetlne odbijające się od obiektu. Efektem były stłuczki oraz wypadki i firma musiała szybko znaleźć rozwiązanie, jeśli chciała mieć funkcję autopilot w stałym wyposażeniu. A bardzo chciała.

Radar tylko połowicznie załatwił sprawę. Tesla, w trybie autopilot, wciąż nie ma czym się chwalić, jeśli chodzi o bezpieczeństwo na drodze. Na tym polu lepiej radzą sobie inne marki, chociażby Nissan z funkcją Pro Pilot czy Cadillac, promujący swojego Super Cruise. Tesla ma na swoim koncie czarną serię. Tylko w tym roku doszło do kilku poważnych wypadków. W styczniu w Kalifornii samochód tej marki taranuje wóz strażacki. Dwa miesiące później: ofiara śmiertelna, auto uderza w barierkę na jednej z kalifornijskich autostrad, ginie kierowca. W maju: wypadek analogiczny do styczniowego, pojazd na autopilocie roztrzaskuje się na zaparkowanym wozie strażackim w stanie Utah. Media podnoszą wrzawę, Tesla – bardziej niż zwykle – trafia pod dziennikarską lupę, akcje firmy zaczynają niebezpiecznie się wahać, organizacje konsumenckie, które już dawno ostrzyły sobie kły na Teslę, rzucają się jej do gardła, a Krajowa Administracja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wszczyna dochodzenie. Jest kłopot.

Tesla wydaje oficjalne oświadczenie, w którym przypomina, że funkcja autopilot daje możliwość jedynie semi-autonomicznego prowadzenia pojazdu. Jest coś o połączeniu zaawansowanego tempomatu i inteligentnego asystenta pasa ruchu. Nie ma mowy o pełnej autonomii. Potem jest coś o tym, że komputer chroni życie, bo użycie algorytmu zmniejszy statystycznie liczbę wypadków o 40%. A później wisienka na torcie w postaci tweeta samego Elona Muska, bo miliarder-wizjoner wprawdzie uwielbia być w centrum uwagi, ale tylko pozytywnej. Tę negatywną znosi z dużą trudnością. Krytyka dotyka go do żywego.

Jest megaporąbane, że jedna kraksa Tesli, której skutkiem była wyłącznie złamana kostka, trafia na pierwsze strony gazet, a pismaki prawie nie wspominają o około 40 tysiącach tych, którzy rokrocznie giną w USA w wypadkach samochodowych.

Internauci zostają też uraczeni statystykami, z których ma wynikać, że samochody-automatony to jedyna słuszna droga rozwoju motoryzacji. CEO spółki tłumaczy, że w przypadku Tesli zdarza się jeden wypadek śmiertelny na 320 milionów mil. W przypadku statystycznego auta taka tragedia zdarza się cztery razy częściej – raz na 86 milionów przejechanych mil. Nie dodaje już jednak, że do owego statystycznego wora wrzucił wszystkie wypadki na drogach; zarówno te z udziałem klasycznego dwuśladu, jak i motocykli, rowerów oraz pieszych. Jest manipulacja.

Tesla Model X
Fabryka Tesli w Tilburgu, fot. Magda Gacyk

O tym wszystkim trudno pamiętać, kiedy jedzie się Teslą. Jest cicho, szybko, sprawnie i komfortowo. Za szybami miga łagodny, holenderski krajobraz. Noga z gazu, ręce z kierownicy. Naciskam na hamulec i auto z powrotem wskakuje w tryb manualny. A było tak miło.

Wysiadam przed fabryką w Tilburgu, jedynym europejskim produkcyjnym przyczółku motoryzacyjnym Elona Muska. Wychodzę się z hipnotycznego stanu zachwytu, w jaki wprowadziła mnie jazda tym nowoczesnym, elektrycznym wehikułem. I dopiero wtedy przypominam sobie, że przecież Tesla nie podobała mi się wcześniej zupełnie.



REO POLECA

📻 Weronika Kostrzanowska: Nikola Tesla – posłaniec przyszłości