📻 Magda Gacyk: Jak Dolina Krzemowa zwariowała na punkcie polskiej kurki złotopiórki

Kura jest trendy

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Magda Gacyk.

 



To było jak oglądanie perwersyjnej strony pornograficznej. Niewątpliwie dziwacznej. Bez wątpienia wyuzdanej. Wiesz, że coś jest nie tak, ale nie potrafisz oderwać wzroku.
Eeeee… Tą falbanką w kwiatki zasłania się pupę?
Nie pupę. Kloakę. Fachowo to się nazywa kloaka.
Na ekranie smarfona feeria barw. Różne modele, tkaniny i krój. Można wybierać między elegancką szkocką kratą, wesołym deseniem w kropki, romantycznym wzorem w kwiatki czy kolorowym pop-artowym nadrukiem. Jako podpinka służy wodoszczelny nylon. I estetyczne, i praktyczne. Wytrzymałe. Można wielokrotnie prać w pralce, nie niszczy się. A nawet jak już się zniszczy, to przecież tylko 18 dolarów. Cena okazyjna. Najlepsze na rynku – zachwala producent.

Pieluchy dla kur.

Biznes przez pierwsze lata kulał. Julie Baker, założycielka Pampered Poultry, musiała tłumaczyć prześmiewcom, że nie ma nic niezwykłego w szyciu ubranek dla kur. Skoro można swoim psom i kotom fundować designerskie stroje, to dlaczego nie kurom. Wyglądają w nich tak samo szykownie i oryginalnie jak inne zwierzaki, a może nawet ciekawiej. Szczególnie jeśli ubierze się takiego ptaka w strojną baletową spódnicę z tiulu.

A pieluszki to nie tylko fanaberia, ale i mus – wyjaśniała właścicielka firmy. Każda wolno biegająca i swobodnie dziobiąca kura domowa wypuszcza odchody nawet kilka razy na godzinę. I nijak nie da jej się pod tym względem wytrenować. Gallus domesticus jest tylko wybiórczo udomowiony.

hodowlane rasy kur

Tak naprawdę interes rozkwitł dopiero, kiedy ozdobny drób odkryła Dolina Krzemowa. Do New Hampshire zaczęły spływać jedno po drugim kolejne zamówienia. Julie rozszerzyła asortyment i zaczęła instagramować kurze modnisie.

Po prawie dekadzie zastoju, trafiła na biznesową kurę składającą złote jajka.

Tymczasem w Silicon Valley, w porze świtania, z niewielkich przydomowych ogródków coraz częściej rozlegało się donośne pianie kogutów. Początkowo wyglądało to na niegroźnego bzika paru tęskniących za sielsko-anielską wsią komputerowych geeków. Taki hisptersko-inżynierski powrót do społeczeństwa agrarnego.

Szybko okazało się, że kura jest trendy.

A kiedy jeden z guru IT, stojący za projektem samochodu autonomicznego Waymo, pochwalił się stadkiem hodowlanych ptaków, wiadomo było, że ów trend został usankcjonowany oficjalnie.

W wywiadzie dla Washington Post Johan Land opowiadał, jak drób go relaksuje. Zamiast patrzeć na martwy ekran komputera, obserwuję prawdziwe życie – mówił, podkreślając, że posiadanie takiej odskoczni jest wyjątkowo ważne dla kogoś, kto kilkanaście godzin na dobę pochłonięty jest rozwijaniem futurystycznych idei.

Kura stała się lekiem na stres stechnicyzowanej cywilizacji.

I nie jest to byle jaka kura. Jest to kura na miarę Doliny Krzemowej: oryginalna, niesztampowa i rozwojowa.

W budowanych z drogiego drewna, zautomatyzowanych, klimatyzowanych e-kurnikach mieszkają najbardziej egzotyczne rasy kurowatych. Technokraci hodują wyniosłe kury czarnej rasy hiszpańskiej z olbrzymim krwiście czerwonym grzebieniem, przypominające dumnych tancerzy flamenco. Są też białoczuby holenderskie z łepkami jak dmuchawce. Są i odznaczające się szlachetnością wyglądu Włoszki lawendowe i wielobarwne Seramy i Chabo Okina, wyglądające jak białe żaglowce z wysoko uniesionymi ogonami. Są anaberskie lokowane i bojowce amerykańskie, i sułtany miniaturowe, i wąsacze watermalskie.

Są również – niezwykle lubiane – polskie złotopióre czubatki. Z rozwichrzonym czubem, efektownymi brodami i zadziornym usposobieniem budzą ogólną sympatię. Pisklaki tej wywodzącej się z Polski rasy są jednymi z najdroższych; cena jednego to, w zależności od odmiany, od 200 do 250 dolarów. Ceni się je za charakter.

Czubatki brodate to wciąż nie jest najwyższa grzęda. Tę zajmuje indonezyjska rasa Ayam Cemani określana jako Lamborghini drobiu. Za jednego ptaka trzeba zapłacić dwa i pół tysiąca dolarów.

Niedługo w Dolinie Krzemowej mają pojawić się również, pierwsze w USA, okazy Brown Sussex. Kolejka potencjalnych drobiarskich inwestorów jest coraz dłuższa.

Inżynierskie podejście

Dolina Krzemowa traktuje bowiem kury nie tylko jako rozrywkę, ale i inwestycję. Zapewnia się im optymalne warunki do życia, ale i oczekuje produktywności. Właściciele podchodzą często do swojego hobby w sposób na wskroś inżynierski: prowadzą arkusze kalkulacyjne Excela, żeby sprawdzić nieśność poszczególnych kur; instalują w kurnikach monitoring, żeby zaobserwować i zoptymalizować ich zwyczaje; karmią dojrzałymi melonami i drobno posiekanymi stekami, aby prawidłowo się rozwijały.

Kury odwdzięczają się krągłymi, organicznymi jajami, które przynosi się potem na imprezy i ofiarowuje pani domu zamiast tradycyjnego bukietu kwiatów lub butelki wina. Najmilej widziane są seledynowo-błękitne jaja araucany.

Analitycznym umysłom z Silicon Valley nie wystarcza zajęcie się wyłącznie strefą kurzej fizjologii. Studiują także kurzą psychologię.

W sukurs idą naukowcy, którzy – wyczuwając rosnące zainteresowanie Gallus domesticus – zaczęli badać inteligencję kur. Badania okazały się przełomowe.

Do lamusa odłożono stereotypy o głupocie tego domowego ptactwa.

Okazuje się, że kury są nie tylko inteligentne, ale też przebiegłe i sprytne, zdolne do małych międzykurzych oszustw i machlojek. W pracy naukowej sprzed roku pt. Myślące kury: przegląd zachowań poznawczych, emocji i zachowań jej autorka twierdzi, że kur niesłusznie się nie docenia, mimo że już kilkutygodniowe kurczaki potrafią – z grubsza – oceniać liczbę otaczających ich rzeczy, zapamiętywać położenie przedmiotów, a także na ponad dwadzieścia sposobów wyrażać swoje emocje. Lori Marino dowodzi, że kury potrafią być zarówno empatyczne, jak i makiaweliczne.

Trudno powiedzieć, czy zwykła kura stanie się kiedyś symbolem inteligencji. Wiadomo natomiast, że w Dolinie Krzemowej stała się symbolem statusu. Jak tesla.



REO POLECA

Bartłomiej Pograniczny: A to gady!