📻 MAGDA GACYK: Sztuczna inteligencja daje nadzieję na poradzenie sobie z jedną z najstraszniejszych chorób świata!

Nadzieja na przełom w terapii

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Danuta Stachyra.

 



O technologiach piszę od lat. A jednak nie wiem, jak opowiedzieć tę historię. Mijają minuty, a ja siedzę i patrzę na pusty ekran. Wpatruję się w migającą rytmicznie czarną kreseczkę kursora. Zaczynam kilka razy i po chwili kasuję. Może więc zacznę tak…

Przecznicę ode mnie jest centrum medyczne. Mogę tam dojść w niecałe pięć minut. Z zewnątrz miejsce sprawia wrażenie schludnego i przytulnego; krzewy przed wejściem przystrzyżone są w równe kule, trawa – soczysta i zadbana. Być może to tylko efektowna fasada, bo opinie o tej placówce są bezlitosne: obojętny personel, przestarzały sprzęt, zepsuta aparatura, niekompetentni lekarze.

Dla Berniego Daltona od miesięcy to jedyny dom. Świat ograniczony do czterech ścian pokoju i do łóżka, z którego nie jest w stanie się ruszyć. 47-latek, który jeszcze niedawno śmigał na falach Pacyfiku podczas codziennych sesji surfingowych, nie potrafi zmusić mięśni do jakiejkolwiek aktywności. Jego organizm powoli się poddaje.

ALS, czyli stwardnienie zanikowe boczne, zwane też często chorobą Lou Gehriga (od nazwiska słynnego amerykańskiego bejsbolisty, który padł jej ofiarą), uważane jest przez wielu lekarzy za jedno z najbardziej podstępnych i okrutnych schorzeń. Wkrada się bez ostrzeżenia i cicho, konsekwentnie pozbawia organizm kolejnych funkcji. Sukcesywnie niszczone neurony przestają przewodzić, ciało staje się bezwładnym zbiorowiskiem komórek, które przestały się ze sobą komunikować.

Oprócz opieki paliatywnej medycyna nie potrafi zaproponować pacjentom cierpiącym na stwardnienie zanikowe boczne żadnego efektywnego leczenia. Leczenie jest objawowe i nie zatrzymuje postępów ALS. Co roku diagnozowanych jest na świecie ponad 140 tysięcy przypadków tej choroby neurodegeneracyjnej. Rokowania są złe; od roku do pięciu lat życia. I jest to życie, którego jakość pogarsza się nieubłaganie z dnia na dzień. Niewielu jest chorych, którym dane jest – jak zmarłemu niedawno słynnemu astrofizykowi Stephenowi Hawkingowi – funkcjonować jeszcze całe dekady po rozpoznaniu.

Nadzieja na przełom w terapii pojawiła się w ubiegłym roku temu za sprawą AI. Zaprzęgnięta do celów badawczych sztuczna inteligencja jest w stanie zanalizować ogromne bazy danych dotyczących chorych na ALS. Skomplikowane oprogramowanie, zainstalowane w komputerach o kolosalnej mocy obliczeniowej, przesiewa informacje, próbując wychwycić powtarzające się parametry. Znalezienie wspólnego mianownika może pomóc odkryć przyczynę schorzenia, a w rezultacie przynieść rozwiązanie zagadki ALS.

Wskazane przez sztuczną inteligencję leki mogą powstrzymać degradację zaatakowanych przez chorobę neuronów.

Takie podejście do problemu już daje efekty. Kilka miesięcy temu największa amerykańska jednostka badawcza zajmująca się chorobami neurodegeneracyjnymi, czyli Instytut Neurologiczny w Barrow, na przedmieściach arizońskiego Phoenix, zatrudniła superkomputer, stworzony przez IBM – Watsona – do mrówczej i niewdzięcznej roboty wyłapywania klastrów danych o analogicznych cechach. Po przeliczeniu komputer podał nazwy pięciu genów, które mogą brać aktywny udział w katalizowaniu choroby. Badacze przyznają wprawdzie, że osiągnęliby prawdopodobnie te same wyniki, ale dopiero po pięciu-sześciu latach żmudnego wgłębiania się w problem.

Z kolei start-up Benevolent AI, interpretując odczytane dane, zasugerował użycie dwóch nowych farmaceutyków, nieużywanych dotychczas przy leczeniu ALS. Oba wskazane przez sztuczną inteligencję leki mogą powstrzymać degradację zaatakowanych przez chorobę neuronów.

Lekarze traktują poważnie wyniki spływające z komputerów. Z pełną świadomością, że algorytmy są pozbawione emocji, nie mają przerostu ambicji ani głęboko zakodowanego wyobrażenia, co powinno wyniknąć z analizy takich danych. Do wyliczeń podchodzą bezstronnie, nie ekscytując się ostatecznym wynikiem.

Dla Berniego Daltona nawet przyspieszone przez AI wyliczenia mogą przyjść za późno. Amerykanin cierpi na najbardziej agresywną formę stwardnienia zanikowego bocznego. Nie wiadomo, ile czasu mu zostało, ale ALS dokonuje coraz większych spustoszeń w jego organizmie. Ten rozpaczliwie kurczący się czas Bernie wykorzystuje na spełnianie swojego największego marzenia…

Jeszcze dwa lata temu Kalifornijczyk czas wolny od pracy spędza na ulubionych przez surferów plażach Santa Cruz. Skrycie, od lat, marzy o byciu muzykiem i wydaniu płyty. W głowie kłębią mu się pomysły na teksty utworów, tłoczą się nuty i muzyczne frazy. I Bernie postanawia to marzenie zrealizować.

45-latek stawia się u znanej nauczycielki śpiewu, Essence Goldman, na pierwsze lekcje. Zaczyna szkolić się wokalnie i pisać piosenki. Tenor, który brzmi z sesji na sesję coraz lepiej, któregoś dnia zaczyna się łamać. Zanikać. Bernie Dalton bezpowrotnie traci głos. Zaczyna się diagnostyczna droga przez mękę: badania, testy, konsylia. Wreszcie wyrok: stwardnienie zanikowe boczne. W tym czasie to już nie wolny od trosk surfer, a pacjent przykuty do łóżka. Traci zdolności motoryczne. Z otoczeniem porozumiewa się za pomocą specjalnego programu komputerowego, który czyta mikroruchy jego źrenic i przetwarza w litery, a potem słowa. Tak też Bernie komponuje swoje pierwsze strofy muzyczne: poprzez specjalnie zaprogramowane AI, które pomaga mu w wyrażeniu kreatywności. Powstaje zwrotka za zwrotką, utwór za utworem. I album.

Chorego nie zostawia Essence, jego wokalna mentorka. Czyta wszystkie jego uwagi i zaczyna, wraz z grupką zaprzyjaźnionych muzyków, nagrywać. Na początku roku zespół kończy pracę nad Connection, płytą dedykowaną 16-letniej córce Daltona. Powstaje klip do Unusual Boy, na którym widać, ile wysiłku, emocji i żelaznej woli włożył Bernie w realizację swojego marzenia. To klip, przy którym trudno ukryć wzruszenie.

O technologiach piszę od lat. Pierwszy raz jednak, pisząc o technologiach, płakałam…

Poznajcie Berniego i jego muzyczną ekipę: