Magda Gacyk: Biały nosorożec kontra robo pies

Ostatnie starcie.

fot. publicdomainpictures.net, Lynn Greyling

Ostatni samiec nosorożca białego odszedł na początku tygodnia. Był stary i schorowany. Jego opiekunowie z rezerwatu Ol Pejeta w Kenii podjęli decyzję o uśpieniu, widząc, że nie można już mu w żaden sposób pomóc. Sudan dożył 45 lat, a więc sędziwego wieku jak na drugiego co do wielkości ssaka na ziemi. Miał prawo zakończyć żywot. Jego śmierć wstrząsnęła jednak nie tylko lokalną, ale i międzynarodową społecznością, stała się bowiem symbolicznym końcem ceratotherium simum. Od ponad stulecia gatunek ten – największy ze wszystkich nosorożców – walczył o przetrwanie. Jeden po drugim białe nosorożce stawały się łupem homo sapiens. To człowiek sukcesywnie anektował im siedliska w miotanym konfliktami politycznymi rejonie Ugandy, Sudanu, Republice Środkowoafrykańskiej i Demokratycznej Republice Konga. To on zabijał kolejne osobniki, by pozyskać najcenniejszą część zwierzęcia, jego róg.

Rogi na czarnym rynku osiągają zawrotne ceny ponad 100 tysięcy dolarów za kilogram. Wierzy się, że stanowią cudowny lek na większość ludzkich chorób i przypadłości, od raka po kaca. Wola przeżycia nosorożców nie miała szans wobec ludzkiej chciwości.

W 2017 roku na Ziemi wymarło co najmniej siedem gatunków zwierząt.

Sudan zostawił po sobie córkę Najin, wnuczkę Fatu i zamrożoną spermę, którą wcześniej przezornie pobrano od niego, zdając sobie sprawę ze zbliżającego się kresu całego gatunku. Szanse na wznowienie populacji nosorożców białych – zwanych łagodnymi olbrzymami – są jednak mizerne, mimo optymistycznych prognoz niektórych naukowców.

Człowiek, swoją żądzą podboju i biblijnego uczynienia ziemi poddaną zmiótł z powierzchni planety kolejny gatunek. W poniedziałek, tego samego dnia, kiedy Sudan, ostatni męski przedstawiciel pewnego gatunku, został poddany eutanazji, na drugim krańcu globu, w Kalifornii, szerokiej publiczności zaprezentowany został SpotMini, przedstawiciel innego, zupełnie nowego gatunku.

Robo psa przedstawił Jeff Bezos, szef Amazona, najbogatszy człowieka na świecie i jeden z największych technokratów Doliny Krzemowej. Media społecznościowe błyskawicznie obiegła fotka zadowolonego właściciela psopodobnego robota, który z dumą napisał: Właśnie wyprowadzam na spacer swojego nowego psiaka.

SpotMini potrafi np. otwierać drzwi. Robi to bardzo sprawnie i niezwykle skutecznie.

SpotMini (co można przetłumaczyć swojsko jako Mini Burek) został wyprodukowany przez Boston Dynamics, firmę specjalizującą się w produkcji autonomicznych, czworonożnych robotów. Najbardziej efektowny z nich to BigDog, potężny, muskularny, robotyczny stwór, który został skonstruowany jako cyborgiczne zwierzę transportowe dla amerykańskiej armii.

Na swojej stronie internetowej producent chwali się, że BigDog biega do 10 kilometrów na godzinę, wspina się na strome zbocza o nachyleniu do 35 stopni, potrafi przedostać się przez gruzowiska i podróżować błotnistymi wykrotami a także wędrować przez śnieg i wodę, przenosząc na grzbiecie ładunki do 150 kilogramów.

Tego zautomatyzowanego muła pociągowego Boston Dynamics rekomendował amerykańskim Marines. Próba sprzedaży spaliła jednak na panewce, robot okazał się zbyt głośny i wojskowi obawiali się, że odgłosy, jakie wydaje, natychmiast zdradzą przeciwnikowi pozycję żołnierzy. Jako korekta wad przyciężkiego i napędzanego ropą BigDoga powstał Spot, jego lżejsza wersja, zasilana elektrycznością. Okazało się jednak, że młodszy brat zupełnie nie radzi sobie z większymi ciężarami. Wojsko uznało go za niewartego uwagi słabeusza.

Boston Dynamics od paru lat próbuje coraz bardziej urozmaicać i udoskonalać swoją stadninęSpotMini, z którym przechadzał się Jeff Bezos, potrafi np. otwierać drzwi. Robi to bardzo sprawnie i niezwykle skutecznie. Próby odciągnięcia go od wykonywanego zadania kończą się nieuchronnym fiaskiem. Sztuczna inteligencja nie daje się zastraszyć człowiekowi, tak jak dają się zastraszyć zwierzęta żyjące w naturze.

W 2017 roku na Ziemi wymarło co najmniej siedem gatunków zwierząt. Na trzęsawiskach Pakistanu, Indii, Indonezji i Sri Lanki nie zobaczy się już przyczajonego u brzegu rzeki kota cętkowanego, świetnego pływaka z błonami pławnymi między palcami, polującego na ryby. Nie będzie można zachwycać się wygrzewającymi się na słońcu kilkoma gatunkami różnokolorowych jaszczurek czy obserwować małego, puszystego nietoperza z Wyspy Bożego Narodzenia. Coraz więcej ekologów bije na alarm. Ich zdaniem trwa właśnie wielkie wymieranie gatunków, szóste w historii naszej planety, ale pierwsze, spowodowane przede wszystkim aktywnością człowieka.

Człowiek jest istotą pragmatyczną i nie są mu specjalnie potrzebne płazy, gady, ptaki czy ssaki.

Człowiek nie jest w stanie skutecznie uchronić przed wyginięciem większości zagrożonych zwierząt, bo – być może – nie przykłada się w wystarczającym stopniu do ich ochrony. Człowiek jest istotą pragmatyczną i nie są mu specjalnie potrzebne płazy, gady, ptaki czy ssaki o niewielkiej przydatności dla jego działalności.

Natomiast w laboratoriach jest w stanie stworzyć sztuczne zwierzaki, skrojone idealnie do swoich potrzeb. Cyborgizacja Arki Noego postępuje.

Poznajcie robo psa:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here