Magazynowanie energii: to USA wskażą zwycięzcę pierwszej rundy


Nie pierwszy raz w historii to amerykański rynek wskażezwycięzcę wyścigu technologii. Tym razem w dziedzinie domowego magazynowaniaenergii elektrycznej. Jeszcze kilka lat temu był to temat z pograniczafantazji, dziś do sprzedaży w USA szykuje się co najmniej kilkanaście różnychmodeli – od produktów światowych potentatów po urządzenia stworzone przezhobbystów za pieniądze z crowfundingu.

 

Od lat wiadomo, że słabą stroną instalacji OZEkorzystających z takich zasobów jak wiatr czy słońce jest nieciągła praca, a rozwiązaniemtego problemu jest powszechne magazynowanie energii elektrycznej. Na największąskalę zapewniają to elektrownie wodne, ale ich liczba jest ograniczona, choćbyukształtowaniem terenu. Na instalacje średniej skali w zasadzie nie ma dziśjakiegoś wiodącego pomysłu. Ale na samym dole systemu energetycznego odbiorcykońcowi i – coraz częściej – prosumenci wysyłają czytelne dla biznesusygnały, że chcą rozwiązań już teraz.

Ceny będą spadać

Akumulatory są technologią dostępną od ręki, a morderczakonkurencja, która się zapowiada, powinna pozwolić przełamać barierę ceny.

Pierwsza wyzwanie rzuciła Tesla ze swoim Powerwallem.Podstawowy model 7 kWh został wykupiony na pniu, mimo że na szerszą skalębędzie dostępny dopiero w przyszłym roku. Przy okazji, rynek zweryfikował jużpomysł modelu 10 kWh do nieco innych celów – Tesla po cichu wycofała go zoferty. Co prawda „goły” Powerwall ma kosztować ok. 3 tys. dol., jednak wraz zkonieczną elektroniką i montażem może być dwa razy droższy. Tesla przewidujejednak, ze masowa produkcja i postęp technologiczny znacznie zbiją w końcu cenębaterii.

Nie tylko USA

W odróżnieniu od Tesli niemiecki Sonnen ma już dostępny odręki zestaw paneli PV wraz z 2 kWh baterią za nieco ponad 10,5 tys. dol. albosamą baterię za 4 tys. dol. Co charakterystyczne, mimo że teoretycznie popyt natakie urządzenia w samych Niemczech powinien być wysoki, to firma najpierw chcesprawdzić się na rynku amerykańskim.

 

Za oceanem bowiem za chwilę wybór będzie olbrzymi. Swojeprodukty szykują firmy nie tylko z USA czy Europy (oprócz Sonnen szwajcarskiLeclanche czy francuski Schneider), ale również koreańskie giganty LG i Samsungi cały szereg producentów z innych krajów. Ceny za najmniejszy domowy i gotowydo użytku system mają się zaczynać od 2 tys. dol., ale rozpiętość cen w zależnościod modelu, technologii i producenta jest ogromna. Górnej granicy praktycznienie ma, bo do niemal wszystkich systemów można dokupić kolejne elementy,zwiększając pojemność.

Większość wytwórców twierdzi, że za kilka lat ceny za 1 kWhpojemności do dyspozycji spadną do 500 dol., czyli co najmniej czterokrotnie.

Czytaj także: Walka o europejski sukces baterii Tesli rozegra się w Niemczech

 

Widać też postępy w samej technologii akumulatora. Częśćjest ciągle oparta na klasycznym już dziś ogniwie litowo-jonowym, ale większośćprzygotowywanych do sprzedaży produktów zawiera ogniwa litowo-żelazowo-fosforanowe,proporcjonalnie większe i cięższe, ale o lepszej charakterystyce. Można teżznaleźć ogniwa przepływowe, na razie bardzo drogie i dziś raczej przewidywanedo znacznie większych, przemysłowych systemów magazynowania.

 

W połowie przyszłego roku większość z zapowiadanych urządzeńma już być na rynku. Biorąc pod uwagę zaangażowanie w cały ten sektor,odpowiedź na pytanie, jakie rozwiązanie okaże się najkorzystniejsze, to jużtylko kwestia czasu. Bo nikt już chyba nie ma wątpliwości, że domowy magazynenergii będzie takim samym elementem domowej instalacji elektrycznej jakniegdyś żarówka, lodówka czy telewizor.

Wojciech Krzyczkowski

fot. Pixabay

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here