MACIEK NOWAK (EDER): Nowoczesność nie dla wszystkich dostępna

Wokalista zespołu Eder odpowiada na powracające pytanie REO z perspektywy mieszkańca 40-tys. miasta

Czy nowoczesność już była? Najprostszą odpowiedzią na to pytanie, a zarazem najbardziej dyplomatyczną i trafną, wydaje się być twierdzenie, że nowoczesność po prostu jest. Towarzyszy nam od zarania dziejów i będzie trwała, aż zgasną wszystkie słońca. Nowoczesność była, jest i będzie. Myślę, że nawet gdyby postawić to pytanie Sokratesowi, Kartezjuszowi czy innym legendarnym myślicielom znanego nam świata, ciężko byłoby uzyskać jednoznaczną odpowiedź.

Granica nowoczesności jest cienka i bardzo rozmyta. Mam to szczęście, lub nieszczęście, że jestem jednym z ostatnich roczników tzw. millenialsów. Jak przez mgłę pamiętam końcówkę XX wieku. Szara, popeerelowska rzeczywistość w niewielkim, czterdziestotysięcznym miasteczku była bardzo specyficzna. Tu zaczyna się mój punkt wyjścia do dywagacji o współczesności. Subiektywny i, mimo upływu stosunkowo niewielkiego ułamka czasu, wydający się już bardzo odległym miejscem. Dziś nie ma już szarych bloków, a w większości miejsc wysłużone płyty chodnikowe zastąpiła kostka brukowa. Brakuje miejsc parkingowych, a latarnie LED oświetlają drogę mieszkańcom powracającym wieczorami do swych domów.

Raz na jakiś czas każdy z nas mierzy się z potężnym uderzeniem nowoczesności. Od tego, jak zorientowani w technologii jesteśmy, zależy, czy będziemy mogli pójść z nią od razu naprzód, zdobywając kolejne szczyty rozwoju, czy też poddamy się i zostaniemy przez nowoczesność przeżuci i wypluci w odmęty… starzenia się? Tak, to chyba dobre określenie. Mam wrażenie, że istnieje jakaś niewidzialna nić identyfikująca podążanie za technologią i młodość. Pamiętam, jak odkrywałem nowinki wraz z każdym kolejnym telefonem komórkowym czy smartfonem. Dla osób w moim wieku, które w zasadzie dorastały z tym małym urządzeniem w dłoni, nie ma na razie żadnej nieprzekraczalnej granicy w korzystaniu z urządzeń mobilnych. Pamiętam jednak doskonale pierwszą styczność z komórką mojej babci, która opanowała (z trudem) jedynie dzwonienie, odbieranie i odczytywanie SMS-ów – czynności tak błahe, że dla mojego pokolenia wydające się  właściwie cechami wrodzonymi. Z internetu nie korzystała nigdy i wciąż fascynujące dla niej jest to, jakim cudem w ciągu ułamka sekundy mogę jej pokazać każdą twarz na świecie.

Jednak nowoczesność dotyka nas nie tylko indywidualnie, ale również zbiorowo. Jak dotknęła owe, wspomniane wcześniej, czterdziestotysięczne miasto? Bardzo delikatnie i powoli. Można wręcz odnieść wrażenie, że na przestrzeni lat tylko muskała je, co jakiś czas dając delikatne powiewy świeżości. Jak na te zmiany zareagowało społeczeństwo? Cóż… podejdę do tematu bardzo ogólnikowo, przy okazji generalizując obraz populacji. Sposób myślenia znacznej liczby mieszkańców mojego miasta zatrzymał się najprawdopodobniej gdzieś w okolicach 1989 roku. Ale czy jest w tym coś złego? W przypadku problemu starzejącego się społeczeństwa, jaki dotyka moje miasto, jest to prawdopodobnie jeden z ostatnich bastionów, w którym nowoczesność ten ogół społeczeństwa zostawiła. Czują się tam bezpiecznie i z trudem akceptują zmiany, jakie zachodzą w krajobrazie ich wyidealizowanej wizji miasta, które pamiętają z młodości. W ten oto sposób rewitalizacja centrum, a zwłaszcza rynku, spotkała się z ogromną falą krytyki, bo jego użytkowa forma, na której lokalni przedsiębiorcy z dziedziny gastronomii mogą wystawić swoje ogródki, jest zbyt betonowa i w ogóle kiedyś to było zielono i rosły kwiaty. Krytykujący zapomnieli jednak o tym, jak w istocie wyglądał ten rynek na początku tysiąclecia. Fontanna nie działała, po zielonych terenach snuli się menele, a po kwiatach nie było już od wielu lat śladu. Prawda jest taka, że centrum Chrzanowa, bo tu urodziłem się i mieszkam, po rewitalizacji znacząco odżyło i stało się nieodłącznym elementem wieczornego życia młodych ludzi w okresie wiosenno-letnim.

Nie we wszystkich dziedzinach możemy jednak doświadczać nowoczesności. Myślę, że znamienny jest tutaj przykład taboru komunikacji miejskiej, który dopiero w tym roku został zastąpiony nowoczesnymi autobusami napędzanymi paliwem CNG, z biletomatami, wi-fi i gniazdkami 240 V. Tytuły gazet? Nowoczesność już tu jest! albo Przyszłość dotarła do nas! Warto tylko wspomnieć, że oddalone o zaledwie kilkanaście kilometrów miasto dysponuje takim taborem już od blisko dekady, a czterdziestokilometrową kolejową podróż do centrum województwa wciąż pokonujemy wysłużonymi pociągami EN57, które tylko zmieniły barwy z żółto-niebieskich na ciemnoczerwone. Czas podróży przekracza 80 minut.

Wydaje się więc, że w naszym kraju nowoczesność, jakiej oczekiwałoby moje pokolenie, dostępna jest tylko w dużych ośrodkach miejskich. Myślę, że również to wpływa na fakt znacznej migracji osób młodych do stolic województw, które otwierają przed nimi drzwi do przyszłości w każdym aspekcie życia. Mam nadzieję, że z czasem owa nowoczesność z coraz większym impetem zacznie dominować również w tych mniejszych miasteczkach i zrobi to, zanim dotrę do swojej granicy jej poznawania.