Ludzie Trumpa nie palą się do walki z OZE


Donald Trump rozpoczął urzędowanie od efektownej pokazówki– zdjęcia ze strony Białego Domu treści o zmianach klimatycznych. Ale ludziedesygnowani na najważniejsze stanowiska w administracji w kwestiach ewentualnejzmiany polityki energetycznej i nastawienia do OZE okazują się bardzo ostrożni.

Najważniejsze jak zwykle są pieniądze, których u Trumpa mapilnować jako sekretarz skarbu Steven Mnuchin – były bankier ze słynnegoGoldman Sachs. W czasie przesłuchania przed senacka komisją Mnuchin, pytany ofederalne ulgi podatkowe dla wytwórców energii wiatrowej oświadczył wprost, żejest za utrzymaniem obecnego stanu. Zgodnie z obowiązującym harmonogramem ulgapodatkowa PTC, naliczana od ilości wyprodukowanej energii z wiatru, zniknie zkońcem 2019 r. Mnuchin stwierdził, że opowiada się za likwidacją ulgi zgodnie zplanem jako elementu szykowanej większej reformy podatków. Analitycy finansowinie mieli wątpliwości, że natychmiastowej likwidacji wsparcia, co sugerował wcześniejTrump, prawie na pewno nie będzie.

PTC miało olbrzymie znaczenie w rozwoju amerykańskiejenergetyki wiatrowej. Ulga kilkakrotnie już znikała i była potem przywracana,ale przy każdym takim zamieszaniu tempo budowy wiatraków gwałtownie spadało.

Co dalej z fotowoltaiką?

W czasie przesłuchania Mnuchin nie wspomniał natomiast onajważniejszej zachęcie w sektorze fotowoltaiki – uldze inwestycyjnej ITC.Jednak większość analityków stwierdziła, że stanowisko kandydata wobec wiatrurozciąga się także na energię ze słońca. Co oznacza, że ITC – zgodnie zobowiązującymi przepisami – będzie stopniowo zmniejszana, by od 2022 r.osiągnąć 10 proc. obecnej wielkości. Generalnie z przesłuchania Mnuchina wynikawięc, że federalne wydatki na wsparcie dla wiatru i słońca nie ulegną zmianom.

Równie ciekawie wypadł przed senatorami nominowany nasekretarza energii Rick Perry. Przede wszystkim posypał głowę popiołem. Pięćlat temu zasłynął bowiem propozycją całkowitej likwidacji Departamentu Energii(DoE). W tej samej wypowiedzi zapomniał zresztą, jak nazywa się instytucja, októrą mu chodzi. „To nie odpowiada temu, co obecnie myślę. Przez ten czaswielokrotnie uświadomiono mi żywotne zadania, które pełni Departament” -stwierdził Perry, dodając, że całej propozycji zlikwidowania DoE po prostu „żałuje”.Dalej stwierdził, że uważa, iż ludzie w jakiejś części przyczyniają się dozmian klimatu i zapewniał, że będzie kontynuował całościowe podejście dosektora energii, zakładające również rozwój OZE.

Nauka i ekonomia będą brane pod uwagę

Krótko przed przesłuchaniem w amerykańskim interneciepojawił się przeciek o tym, że współpracownicy Trumpa, pracujący nad budżetem,planują m.in. zlikwidować w DoE biura energii elektrycznej, efektywności i OZEoraz energii kopalnej, które pracują głównie nad ograniczeniem emisji CO2. Co wpraktyce uniemożliwiałoby jakiekolwiek całościowe podejście do energii.

Pytany o to Perry sprawiał wrażenie, że o niczym nie wie,stwierdził m.in.: „nie wszystko, co jest w internecie, jest prawdą”. Po czymdługo zapewniał, że on sam będzie się kierował przesłankami naukowymi iekonomicznymi, i że ma długie doświadczenie z Teksasu w obronie budżetówróżnych instytucji przed różnymi zakusami. Generalnie ze słów Perry’egowynikało, że nie kwestionuje dotychczasowego podejścia i będzie broniłDepartamentu przed Trumpem i cięciami. Czym zresztą zyskał uznanie niektórychsenatorów.

Można więc stwierdzić, że przyszłość sektora energii w USAdalej nie jest zbyt jasna. Niby miały go czekać radykalne zmiany, ale Mnuchin iPerry na razie nie wyglądają jak ludzie, szykujący się do kontrrewolucji.

 

 

Wojciech Krzyczkowski

Fot. Pixabay

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here