Ewelina Pogryź: Brak kultury odpadu

Żeby było czysto i był porządek, musi być czysto i być porządek.

Wydaje się, że niewielu ekspertów zajmujących się gospodarką odpadami bierze pod uwagę aspekty psychologiczne i socjologiczne związane z… wyrzucaniem śmieci. Szkoda, bo w zasięgu ręki są rozwiązania zwiększające efektywność walki z zasypującą nas falą odpadów. Trzeba tylko uzmysłowić sobie pewne proste fakty. Żeby było czysto i był porządek, musi być czysto i być porządek – takiej, dość dziwacznej, tezy jeszcze nie przyswoiły sobie nasze firmy sprzątające. Szkoda, bo w związku z tym w Polsce ciągle jest nieporządek i nie jest czysto.  

Śmieci w naszej kulturze są tabu, są fuj, są brudne, nieczyste. Zdajemy sobie z tego sprawę wtedy, gdy musimy włożyć rękę do domowego kubła na śmieci, bo wyrzuciliśmy do niego jakiś ważny paragon lub kartkę z potrzebnym adresem. A przecież ten paragon, który wyciągamy krzywiąc się i zatykając nos, wrzuciliśmy do kubła zaledwie minutę temu!

Śmieć wrzucony do śmieci natychmiast staje się nieczysty, dotknięty, zarażony – odrażający, fuj! Dla większości z nas domowy kosz na śmieci, zawierający przecież wiele nieczystych przedmiotów, jest po stokroć nieczysty! Ale to jeszcze nic w porównaniu do ulicznego kosza na śmieci. Taki kosz jest nieczysty do potęgi n-tej!

W Polsce uliczny kosz na śmieci jest zwykle krzywy, poobijany, zniszczony, wypalony przez wewnętrzne pożary, skorodowany, pokryty śladami gaszonych papierosów. Jest brzydki i brudny. Niestety wygląd kosza na śmieci nie ma znaczenia dla firm zajmujących się wywożeniem odpadów. Dla nich ważny jest jedynie fakt, żeby kosz stał, tam gdzie jest potrzebny i żeby był – zgodnie z harmonogramem – opróżniany. Estetyki i związanego z nią aspektu psychologicznego wyrzucania śmieci do śmieci nie bierze się pod uwagę…

Chcielibyśmy, żeby w Polsce było czysto i żeby był porządek. Ale nawet najbardziej porządny człowiek nie przełamie się i nie wyrzuci swojej chusteczki do nosa do brudnego, obrzydliwego, śmierdzącego i przepełnionego kosza. Pół biedy, gdy ten porządny człowiek schowa chusteczkę do kieszeni i wyrzuci ją do śmieci później. Zwykle jednak rzucamy papierek na ziemię obok kosza, butelkę po coli stawiamy na murku czy budce transformatorowej, opakowanie po zjedzonym batonie zwijamy w kulkę i… wystrzeliwujemy w krzaki.

Szczególnie silny wstręt do wyrzucania śmieci do obrzydliwych pojemników odczuwają, co zupełnie nie dziwi, osoby w eleganckich ciuchach, a także panie z zadbanymi paznokciami, niedawno pomalowanymi lakierem hybrydowym. Trudno się dziwić – boją się dotknąć nieczystego kosza ręką lub ubraniem. Pomyślmy jak często gimnastykujemy się i kombinujemy, żeby wyrzucając coś do kosza nie dotknąć pojemnika na śmieci i tkwiących w nim artefaktów

A wystarczyłoby przecież, żeby kosz był czysty, umyty i odmalowany! Niektóre gminy, jak np. Świnoujście potrafią sobie z tym poradzić. W parkach i na chodnikach widziałem tam nowoczesne, eleganckie, czarne pojemniki z napisem… odpady. Nie śmieci, ale odpady, które przecież nie mają tak negatywnego wydźwięku! Ktoś pomyślał? Z kolei Poznań np. od lat nie może znaleźć właściwego modelu kosza na śmieci. I ciągle inwestuje w małe, brzydkie, niestabilne pojemniki, z których śmieci często się wysypują, a płyny z butelek brudzą wszystko dookoła. A przecież, żeby było czysto i żeby był porządek, musi być czysto i być porządek…