LISTY DO REDAKCJI: Czemu dopłacać do wiatru?

Henryk Majchrzak odpowiada Władysławowi z Częstochowy.

 Szanowna Redakcjo REO!

Piszę do Państwa, ponieważ mam pytanie. Dotyczy ono wysokości opłat – rachunków za prąd. Czy nie taniej byłoby, gdyby nie było jakiejś specjalnej opłaty OZE? Dlaczego energia ze źródeł dotychczas wykorzystywanych, którą tak „lubicie” w waszym ciekawym portalu, nie jest jakoś dodatkowo opłacana przez nas – czasem nieskłonnych, ze względów materialnych, wspierać eksperymenty użytkowników? Głównie dotyczy to się węgla, zarówno brunatnego, sprzedażą którego się zajmuję, jak i kamiennego. Szkoda, że i ja nie mogę dostać z podziału ekstra pieniędzy, jak to dzieje się z pracownikami sektora OZE.

Władysław R. z Częstochowy

Drogi Panie Władysławie,

ogromnie nam miło, że zwrócił się pan ze swoimi wątpliwościami właśnie do nas. Spieszymy zatem z odpowiedzią. Otóż, tak właśnie działa jednolity europejski rynek energii elektrycznej. Obowiązują na nim zasady konkurowania ceną za energię elektryczną wyprodukowaną z paliw konwencjonalnych, do których zalicza się w szczególności gaz, węgiel kamienny i węgiel brunatny.

Mechanizm ten, jak pokazują doświadczenia wielu krajów, jest najbardziej efektywnym narzędziem do racjonalizowania kosztów ponoszonych przez odbiorców. A pamiętajmy, że koszty energii elektrycznej mocno wpływają na konkurencyjność produktów i usług wykonywanych z ich udziałem.

Rzeczywiście, wyjątkiem od tej zasady jest model rynku energii elektrycznej pochodzącej ze źródeł odnawialnych (OZE). Elektrownie wiatrowe, fotowoltaiczne, a także wodne, które są wprawdzie wydajnymi źródłami energii elektrycznej, ale obiektywne koszty jej produkcji są w tym przypadku wyższe niż ze źródeł konwencjonalnych. Składa się na to kilka czynników, a w szczególności wyższy jednostkowy nakład inwestycyjny, niezbędny do powstania źródeł OZE, przy jednoczesnym niższym od elektrowni konwencjonalnych stopniu wykorzystania ich zdolności produkcyjnych, spowodowanym silną zależnością ich pracy od warunków atmosferycznych.

Biorąc jednak pod uwagę walory środowiskowe odnawialnych źródeł energii, a zwłaszcza to, że produkcja energii elektrycznej z ich wykorzystaniem jest przyjazna dla środowiska – nie towarzyszą jej emisje szkodliwych substancji – na całym świecie zdecydowano się na finansowe i organizacyjne wspieranie tych źródeł. Chodzi o to, aby mogły rozwijać się mimo przejściowo wyższych kosztów.

Istotą takiego podejścia jest nie tylko troska o środowisko, ale także o stworzenie warunków do rozwijania nowych, coraz wydajniejszych technologii wytwarzania energii z tych źródeł. Na efekty nie trzeba było długo czekać – już dzisiaj obserwujemy przykłady budowy nowoczesnych elektrowni OZE, które ulokowane w dobrych warunkach środowiskowych, mogą funkcjonować na rynku i rozwijać się przy coraz niższym wsparciu, a w szczególnych warunkach nawet bez niego.

Nie mam żadnych wątpliwości, że docelowo OZE staną się konkurencyjne wobec źródeł konwencjonalnych, przy jednoczesnym osiąganiu zbliżonych do nich parametrów eksploatacyjnych. Oczywiście w sukurs idą im nowe dostępne rozwiązania magazynowania energii elektrycznej i ciepła, które zostały zaprezentowane kilka dni temu, 13-15 marca, podczas targów International Renewable Energy Storage Conference (IRES) w Dusseldorfie jednego z największych tego typu wydarzeń w Europie. To wydarzenie odbywa się każdego roku i towarzyszy mu międzynarodowa wystawa Energy Storage Europe. Targi odwiedziło blisko pięć tysięcy uczestników z 55 krajów świata, którzy swoją obecnością jasno pokazali, że efektywna integracja OZE i magazynów energii, wspierana nowoczesnymi systemami sterowania i regulacji, łączącymi instalacje wytwórców z odbiorcami, jest dostępna oraz że działa niezawodnie i efektywnie.

Czy w takiej sytuacji opłata OZE, w wysokości zaledwie kilku złotych do każdej MWh na rachunku odbiorcy końcowego w Polsce, zużywającego statystycznie niecałe dwie MWh energii elektrycznej rocznie, jest przeszkodą uzasadniającą niewpisywanie się w ten uniwersalny nurt?

O ile warto rozmawiać o najlepszej formule, harmonogramach, tempie budowania krajowego sektora elektroenergetyki, wykorzystującego w dużo większym stopniu niewyczerpywalne, czyli odnawialne zasoby energii pierwotnej, o tyle dyskusja zabarwiona sceptycznie dla OZE, jest po prostu marnowaniem czasu.

Nie powinniśmy pozostawać w tyle. Nie wypada i nie możemy ze względów ekonomicznych pozwolić sobie, aby kraj o tak silnych tradycjach energetycznych, eksploatujący jeden z największych systemów elektroenergetycznych Europy, pozostał jedynie biorcą nowoczesnych rozwiązań oferowanych przez zagraniczne podmioty, których szybki rozwój wspierają przemyślane strategie innych państw, dedykowane odnawialnym źródłom energii.

Henryk Majchrzak
Z energetyką związany od 1986 roku. Praktyk, pasjonat, a z racji wykształcenia także i naukowiec. Jest autorem dwóch monografii dotyczących funkcjonowania elektroenergetyki. W latach 2010-15 odpowiadał za krajowy system przesyłowy jako prezes spółki Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A. Obecnie specjalizuje się w dziedzinie innowacyjnych technologii wytwarzania prądu i ciepła.