📻 List z… Bratysławy od Katarzyny Pilarskiej

Słowacja? Zawsze się zdziwisz

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Bożena Sitek.

 



To kompletnie nie jest miasto dla rowerzystów! Europejska stolica, phi. Znajdź mi tu stojak! – burczał na mnie jesienią kolega, który odwiedził Bratysławę z rowerem. Trudno mi było się do tego odnieść – ja poruszam się tam głównie pieszo. Kiedy jednak w maju znów odwiedziłam słowacką stolicę, postanowiłam spojrzeć na miasto właśnie w taki sposób – pod kątem rowerzystów, pieszych, i… REO. Bratysława zdała ten test zaskakująco dobrze, zadziwiając nawet mnie, miłośniczkę Słowacji.

Co wiesz o Słowacji?
Powiedzmy sobie szczerze – pewnie nic. To kraj bliski nam tak bardzo, że aż go nie zauważamy. Jest w końcu mały i nieciekawy. Wróć. Jest mały, ale z nieciekawy absolutnie się nie zgadzam. Wiemy więc o nim, że ma góry, ludzie tam mówią śmiesznie, ale prawie po polsku i, tak jak w Czechach, pije się w nim piwo. Pozwólcie, że zweryfikuję. Góry owszem ma, wszędzie chodzi się tam albo pod górę, albo z górki, po równym występuje rzadko. Z tym śmiesznie-mówieniem to wiecie – my według Słowaków też mówimy śmiesznie. Ale polski to to nie jest – nie wmawiajcie im tego, proszę. Mogą odpowiedzieć, że ich rozczulacie, i wierzcie mi, nie oznacza to nic dobrego[->]. A piwo? Owszem, pije się. Jednak Słowacja słynie z wina! Wspaniałego, delikatnego, niedrogiego! A w niektórych rejonach nawet porzeczkowego. Do tego Słowacja jest oczywiście zróżnicowana, jak każdy inny kraj.

Tym przydługim może wstępem chciałam wam opowiedzieć o tym, że nie znamy i nie doceniamy naszego południowego sąsiada, a szkoda. Tymczasem – do meritum. Jak to tam jest z tym środowiskiem, rowerami i OZE? Trochę jak u nas – jednym zależy, innym nie. Sporo się robi, ale raczej lokalnie niż globalnie, w dodatku to wciąż nie tyle, żeby powiedzieć: Możemy się już nie starać.

Rowery i ścieżki
Wycieczkę po Bratysławie zaczęłam tym razem od szukania stojaków. Oczywiście nie była to misja odnotowania każdego z nich, ale jako człowiek bez roweru postanowiłam zauważać ich obecność. I mam poczucie, że stojaki są. Jest ich dużo, i piękne, i całkiem zwyczajne, ale są.

Bratysława rowerem
fot. Katarzyna Pilarska

To zdjęcie zrobiłam nocą – pora była bardzo imprezowa, stare miasto dudniło. Ludzie siedzą, piją, tańczą i krzyczą, a stojaki stoją niewzruszone, rowery również. To dokładnie w tym miejscu kolega wołał: Znajdź mi tu stojak! Może usłyszeli.

Jednak stojaki to tylko fragment rzeczywistości – ważne są też przecież ścieżki. I ich również nie brakuje. Gdziekolwiek szłam lub jechałam, widziałam na ulicy namalowane znaki roweru. To, co natomiast zachwyciło mnie wyjątkowo, to mosty. Swoją drogą to temat na osobny tekst – wzbudzają wiele emocji, a ich nazwy mogą nie wydawać się logiczne. Most, który widzicie na poniższym zdjęciu, nazywają starym, choć w efekcie gruntownego remontu jest w sumie najnowszy. W każdym razie to – uwaga! – most pieszo-rowerowy. Wyraźnie rozdzielony po obu stronach, z pasami dla pieszych i dla rowerów, z trasą tramwajową pośrodku. Wyłącznie tramwajową!

Droga ta łączy centrum miasta z drugą stroną rzeki (to jasne), po której znajduje się największe osiedle mieszkalne w mieście – Petržalka. Przy moście od strony osiedla trafiamy na wielki parking. Najpierw pomyślałam: Co za brzydki, niewykorzystany teren! Ale po chwili zrozumiałam, że tak ma być – zostaw auto, wsiądź w tramwaj lub na rower, nie stój w korku. Oczywiście nie znam porannych realiów docierania do pracy, ale spacerując po moście w czwartkowe popołudnie miałam wrażenie, że rozwiązanie cieszy się przynajmniej częściową popularnością.

Najsłynniejszy most – Most SNP, popularnie nazywany UFO – już wiele lat temu został stworzony tak, jak dzięki ostatniemu remontowi warszawski Most Łazienkowski: górą jadą samochody, a niżej poruszają się piesi i rowerzyści. Każdy, kto choć raz musiał przejść stołecznym mostem Poniatowskiego (który lubię, jeśli po nim nie chodzę), wie pewnie, o jakim komforcie lub jego braku mówimy.

Panele słoneczne

http://www.greenpeace.org/slovakia/sk/kampane/klimaticke-zmeny/Slovensko-a-klimaticke-zmeny/
fot. Katarzyna Pilarska

Tych to się w centrum miasta jakoś nie spodziewałam. Aż tu nagle, idę sobie, zadzieram głowę, rozglądam się, jak to turysta i… to chyba panel słoneczny? Patrzę bardziej – ławka. Dziwna. O, ładowarka. Ławka ładowarka ładowana słońcem! Później widziałam ich jeszcze kilka. Super, nie?

Drobiazgi
Bratysława to miasto zielone, w którym ptaki słychać dosłownie na każdym kroku. I te maki, wszędzie! A do tego karmniki, drzewa, pachnące krzewy. Sprawia wrażenia miasta bardzo przyjaznego, przynajmniej dla turysty. Tyle moich radosnych obserwacji. Trochę faktów? Nie jest aż tak pięknie. Tyle tylko, że jak u nas: polityka krajowa a samorządowa to nie te same polityki i nie ci sami ludzie. Może dlatego miasto wydaje się bardzo zwracać uwagę na opisane wyżej kwestie, a kraj nie.

Neexistuje žiadna domáca politika ani strategia
Na stronach Greenpeace czytamy, że Słowacja nie ma żadnej polityki ani strategii, które mogłyby wpłynąć na obniżenie emisji, a wszystkie dotychczasowe rządy nie uważały tego tematu za ważny. Okazuje się jednak, że tematem tym nie zajmuje się nie tylko rząd – Greenpeace też nie! Na mój mail z pytaniami, które zadaję sobie przy pisaniu tego tekstu, odpowiedź brzmiała: Bardzo mi przykro, ale nie zajmujemy się tym tematem – pytałam zarówno o OZE, jak i o smog czy rowery. Wychodzi więc na to, że ogólnie nie zajmują się tematem środowiska. Čo už (typowo słowackie wzruszenie ramion, czyli cóż). Napisałam też do dwóch innych organizacji – żadna nie odpisała. Trzeba by więc chyba faktycznie założyć, że problem ten ich nie zajmuje…

Kiedy jednak zaraz po przyjeździe wdrapałam się na górę zamkową – tradycyjnie od tego zaczynam swoje wizyty, bo po drodze zawsze trafiam na wiele nowych napisów na murach – pierwszy raz zwróciłam uwagę na widok inny niż most, rzeka i wielkie osiedle po jej drugiej stronie. W końcu dostrzegłam coś, co na pewno nie powstało w czasie tych kilku miesięcy od mojej ostatniej wizyty, ale czego nie zapamiętałam, choć widok ten uwielbiam. Wiatraki! Dużo wiatraków. I pomyślałam, że nie wiem, czy inni stojąc na tej górze, zwracają na nie uwagę, ale cieszę się, że są one częścią tego krajobrazu.

Muszę oczywiście zaznaczyć, że – jak to zawsze mówię – znam to miasto z picia kawy. Nie wiem, jak się w nim żyje dłużej niż tydzień, jak pracuje i mieszka. Jestem turystą – nawet jeśli czuję się tam u siebie – i mogę się mylić. Pewnie też zawsze mogłoby by być więcej, lepiej, inaczej.

Bratysława rowerem
fot. Katarzyna Pilarska

W innym artykule czytam bowiem: Konieczne jest stworzenie systemu, w którym nie będzie chodziło tylko o odejście od samochodów napędzanych paliwami. Najpierw trzeba wybudować nowe trasy rowerowe i zachęcić ludzi, żeby przesiedli się na rowery. Trzeba np. postawić na budowanie dróg promujących różne środki transportu, ze ścieżkami dla rowerów albo skuterów elektrycznych. Chodzi bowiem o zmianę na masową skalę, opartą na czystej, dobrej cenowo energii, która jest dostępna dla każdego. A to zadanie dla nas wszystkich: obywateli, polityków i firm.

Czy to nie brzmi jakoś tak znajomo? W kontekście (nie) dbania o środowisko również wiele nas łączy. Ale jednak nie pozwolę powiedzieć, że Słowacja nie jest fajna! I powiem wam, że to zdziwienie z tytułu warto przeżyć samemu, mówiąc: Łał, jak tu ładnie, zamiast wyrażać je w słowach: Jedziesz na Słowację? Po co?