Lidia Piechota: W obronie hedonizmu

Jak bez zbędnych psychologicznych dylematów być szczęśliwie spójnym?

Jak bez zbędnych psychologicznych dylematów być szczęśliwie spójnym? Należy robić rzeczy przyjemne i do nich zmierzać. Dlatego, ucząc dzieci różnych rzeczy poprzez zabawę, nie przestawajmy tego robić względem siebie. Tego nauczyłam się od Zachariasza.

Jeden fajny chłopak zarzucił mi kiedyś, że jestem hedonistką. Mówił też dużo innych rzeczy, ale nie warto teraz do nich wracać. Ten hedonizm, jako coś rzekomo złego, utkwił mi w pamięci. Jestem wdzięczna tamtemu fajnemu chłopakowi, bo teraz wiem, że hedonizm to jeden z fundamentalnych drogowskazów na drodze do spełnienia i tego wymarzonego świętego spokoju.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam usłyszawszy zarzut, była konsultacja z Wujkiem Google. No bo, czy ja czegoś nie rozumiem? Czy ten hedonizm faktycznie jest zły? Brzmi nieźle, więc może to kwestia niezrozumienia pojęcia ze strony szanownego kolegi (ileż to razy słyszę trudne słowa w nieadekwatnym kontekście… 😉 ) ? A może rzecz w odpowiednim podejściu do pojęcia tudzież do zjawiska?

Komplet składników do pełni szczęścia: optymizm, pozytywne myślenie, reagowanie adekwatnie i z empatią.

Okazuje się, że hedonizm to nie egoizm. Co za ulga! Główna zasada i idea przyświecająca prawdziwemu hedoniście to po prostu dążenie do szczęścia. Brzmi znajomo? Oczywiście! Nawet jeśli do tej pory się do tego nie przyznawaliśmy, dziś już wiemy, że chodzi właśnie o to uczucie. Szczęście. A co w tym złego? Ano nic. Pod warunkiem, że… I tu następuje lista warunków, które z hedonisty nie robią potwora, a nowoczesnego, potulnego …hipisa.

Nowoczesny, rozsądny hedonista to hedonista etyczny, czyli taki, który osiąga satysfakcję, nie krzywdząc innych. Łatwo powiedzieć, ale – oczywiście – trudniej zrobić. Okazuje się jednak, że umiar i sztuka pozytywnego kompromisu idealnie dopełniają nieskazitelnego wizerunku hedonizmu.

Będę go bronić, bo uważam, że to wyjątkowo dobry doradca i słuszny kierunek. Jeśli zdołamy pojąć istotę spokoju, czyli kompleks składowych szczęścia, okaże się, że rozwiązanie tkwi po prostu w optymizmie, pozytywnym myśleniu, reagowaniu adekwatnie i z empatią. Wierzę, że wszelkie odstępstwa od takiej postawy nie są spowodowane złą do cna wolą, a jedynie (lub aż) słabościami, mnogością spraw czekających w kolejce, a przede wszystkim strachem. Jak odnaleźć właściwy hedonistyczny kierunek i bez zbędnych psychologicznych dylematów po prostu być szczęśliwie spójnym? Ja zaczynam od pracy u podstaw, robię czasem krok w tył i oczami wyobraźni widzę efekty.

Życie rodzica pełne jest zdarzeń. Z jednej strony należy dbać o szczęście własne, bo tylko spełniony i zadowolony rodzic może wychować spokojne, zadowolone dziecko. Szarpiący się z losem, zdenerwowany, zazdrosny, co gorsze egoistycznie podchodzący do życia rodziciel, właśnie taki model przekaże latorośli. I choćby tłumaczył, że można inaczej, jeśli nie pokaże, to teoria roboty nie zrobi. Dzieci są mądre i mają instynkt samozachowawczy, więc zawsze jest szansa, że w końcu trafią na dobrą drogę, a nieszczęśliwe dzieciństwo zamienią w pouczające trofeum. Jeśli droga do tego będzie kręta, końcowy efekt zostanie tym bardziej doceniony, a hedonizm będzie nie tylko etyczny, a także zaraźliwy i motywujący.

Idealnie byłoby żyć w prawy sposób bez wysiłku. Tak, żeby każde słuszne zachowanie wynikało z potrzeby serca, z naturalnego wzorca, z nawyku. Dlatego dbanie o wewnętrzne poczucie spełnienia i szczęścia są takie ważne od samego początku. Edukacja jest bardziej efektywna, gdy jest przyjemna. Jest tak w każdym wieku. Nie tylko dzieciom nie chce się chodzić do szkoły. Dorosłym jeszcze trudniej przychodzi odrabianie zadań z dodatkowych, ambitnie rozpoczętych kursów czy fakultetów. Kiedy udaje się pożyteczne zadania wykonać w sposób zabawny, angażujący mięśnie a nie tylko sam mózg albo razem w zgranej grupie, efekty są lepiej zapamiętywalne, a działania powtarzalne. Pozostają w głowie, dobrze się kojarzą i wchodzą w nawyk.

Jedynie samozadowolenie pozwala obdarzać świat wokół dobrem i emanować motywującym szczęściem.

W życiu należy robić rzeczy przyjemne i do nich zmierzać. Pamięć większości z nas bywa wybiórcza i nie skupiamy się na doświadczeniach przykrych lub demotywujących. Odrzucamy uczucie zakłopotania, wstydu i smutku. Dużo przyjemniej jest budować system wartości na zdarzeniach radosnych, do nich się odnosić, o nich opowiadać i powtarzać je. Dlatego, ucząc dzieci różnych rzeczy poprzez zabawę, nie przestawajmy tego robić względem siebie. Tego nauczyłam się od Zachariasza.

Dziecięca umiejętność znajdowania elementów radosnej zabawy w sytuacjach codziennych, kiedy nam, dorosłym do głowy przychodzi jedynie pragmatyzm, pokazała mi, że jedynie samozadowolenie pozwala obdarzać świat wokół dobrem i emanować motywującym szczęściem. Dlatego tak lubię uczyć moje dziecko prostych, pozornie nieinteresujących czynności. W każdej odnajduję nową radość i przydatną sztuczkę.

Tak, drogi fajny kolego, jestem hedonistką. I to niepoprawną.

Czas do następnego artykułu z tego cyklu

Dni
Godzin
Minut
Sekund