CO TU JEST NORMALNE? Ludzie śmiecą, a ja lubię porządek

„Nie damy rady? Taaak, mama?”

Wolę być sama. To znaczy z Zachariaszem. Ale sama. Ewentualnie mogę zaakceptować kilka bliskich osób, które nie robią zamętu. I nie śmiecą.

Właśnie zrozumiałam dlaczego wolę chodzić w miejsca opustoszałe, niż zaludnione. Dlaczego preferuję wycieczkę do lasu, a nie wypad na targi motoryzacyjne czy na bulwary. No i wreszcie skąd u mnie takie zamiłowanie do wyszukiwania nowych spotów, na przykład na piknik lub spacer z psem. Mianowicie – ludzie śmiecą. A ja lubię porządek.

Po jesiennej zimie przyszła letnia wiosna, więc sezon na bywanie w plenerze rozpoczął się z dnia na dzień. Wspaniale! Wszystkim do głowy uderzyły słoneczne endorfiny i zaczęło się kupowanie węgla, rozpałki, minizestawów do grillowania za dyszkę oraz wyjazdy za miasto, nad rzekę, na łąkę czy gdziekolwiek, gdzie można poczuć wakacje. Wakacyjny klimat to coś, za czym tęsknimy przez cały rok. Stąd pierwsza okazja, by go poczuć, spowodowała prawdziwy boom na wychodzenie z domu.

fot. Kaja Hrynek

Brawo! – chciałoby się powiedzieć. Ja – orędowniczka spędzania czasu na świeżym (to umowny termin) powietrzu, najlepiej aktywnie, pochwalam niemal każdy pretekst, który powoduje ruszenie się z miejsca. Zgromadzona podczas wycieczki witamina D przysłuży się każdemu. Szkoda tylko, że te nasze spontaniczne, radosne wypady wcale nie służą plenerom, w które ruszamy. A nawet zmieniają ich oblicze. Czasem nieodwracalnie.

Tak, czas ponarzekać. Na ludzi – jak zwykle. Za każdym razem, gdy zadaję sobie to tytułowe pytanie: Co zostawimy Zachariaszowi?, mam w głowie prostą, bezwzględną odpowiedź – syf – dosłownie i w przenośni. Wychodząc z domu, na przykład w poniedziałek, spacerując po wałach nad Odrą w Opolu, czyli w miejscu, gdzie w weekend odbyło się tłumne grillowanie i zażywanie słonecznych kąpieli, potykam się o śmieci. Dosłownie. Nie są to tylko malutkie papierki po krówkach. Bywa, że w miejscu zdarzenia zostają całe urządzenia do grillowania, torby po węglu, worki po kiełbasie, puszki po piwie, pieluchy (!!!), butelki… Ludzie! Opanujcie się!

fot. unsplash.com, rob bye

Nie mieści mi się to w głowie, bo przecież do ładnego miejsca miło się wraca – przywołuje wspomnienia, jest znane, a więc bezpieczne. Tymczasem zachowując się w ten inwazyjny sposób, sami siebie pozbawiamy możliwości. Przecież nie przyjedziemy znowu w miejsce, w którym tworzy się miniwysypisko. Nie wyobrażam sobie rozłożenia koca i gry w piłkę z dzieckiem obok sterty śmieci po kimś innym. Nie wybieramy brudnych i brzydkich miejsc na spędzanie czasu. Zatem co weekend, a latem zapewne codziennie, wykreślam kolejne fajne miejscówki z listy fajnych, czyli czystych i schludnych.

Coraz częściej w tropieniu tych nieodkrytych przez syfiarzy plenerów liczy się duże samozaparcie i silna motywacja. Kiedy nie chcę lub nie mogę jechać daleko, szukam spokoju w granicach miasta. Tym sposobem zdarza się trafić tam, gdzie ktoś już był i mocno zaznaczył swoją obecność. Co wtedy zrobić? Zwykle mam dylemat moralny. Udawać, że nie widzę? Nie potrafię. Posprzątać? Zgłosić to gdzieś? Gdzie? Nie ma tu dobrego rozwiązania.

Oliwy do ognia dolewa Zachariasz, który wychowany przy matce, co to przecież nawet wyżutej gumy na ulicę nie wyrzuci, widząc taki krajobraz po bitwie, wyraża się jasno i dobitnie: Fuuuuuu, mama! Ile śmieci! Rozbraja mnie jego bezwarunkowy odruch sprzątania. Podchodzi i zbiera. Po kimś. Po prostu. Brzydzi się, bo chwyta w końcówki paluszków, albo mówi: Mama, Ty, jeśli jakiś śmieć, tudzież reszta, sprawia, że zbiera mu się na wymioty. No i co ja – matka, mam w takiej chwili zrobić? Nie posprzątam z synem całego świata.

Kwituję zdarzenie zdaniem: Tak, Kochanie, tu jest brudno, chodź, pojedziemy gdzieś indziej albo dobitnym: No co za debile! Tak, Kochanie, nieładnie się ktoś zachował, bardzo źle, ale nie damy rady wszystkiego posprzątać.
Zac pyta: Nie damy rady? Taaak, mama?
No nie, niestety. Dlatego tak ważne jest, żeby nie śmiecić wokół siebie.
Nieładnie, nieładnie – kiwa głową z dezaprobatą Zachariasz.

Dumna jestem i smutna jednocześnie, bo odchodzimy stamtąd, zostawiając ten bałagan. Gdybyśmy zaczęli sprzątać, możliwe, że zamiast pikniku, gry w piłkę czy zabawy z psem, codziennie zaliczalibyśmy nasze prywatne Sprzątanie Ziemi. Staram się być konsekwentna w wychowaniu dziecka, ale na tym polu na razie pozostaje nam sporo pracy. No bo jak wytłumaczyć Zachariaszowi, że po sobie sprzątamy, nie śmiecimy, ale te czyjeś śmieci, resztki jedzenia, worki czy jakieś metalowe części zostawimy, bo po pierwsze, to brud i bakterie, a po drugie, przerasta to nasze porządkowe możliwości. Macierzyństwo to pasmo właśnie takich wyborów, poznania umiaru i umiejętnego przekazywania wiedzy oraz wzorców.

Czy w tym wiosennym grillowaniu nie biorą udziału dzieci? Co mówią im rodzice, którzy zostawiają po sobie w miejscu pikniku obrzydliwy bałagan? Na te pytania nie ma w mojej głowie odpowiedzi. Chcę wierzyć, że nowe pokolenie wyedukuje się ekologicznie i kulturalnie, a nawet będzie poprawiać seniorów w niedbalstwie i obojętności. Tymczasem poszukam kolejnej samotni i wybiorę się na piknik w środku tygodnia.

PS Ciekawa jestem, co Wy robicie, gdy zastajecie gdzieś po kimś stertę śmieci. Szukam inspiracji 😉


REO POLECA

📻 GDZIE WYRZUCIĆ byłą czy byłego? Czyli porozmawiaj ze sztuczną inteligencją o… recyklingu!

Lidia Piechota
Znak firmowy EXTREMAMA. Kobieta, która rodzicielstwo traktuje z należytą starannością i uważnością. Blogerka. Zwierze społecznościowe. Spotkasz ją na Instagramie i na FB. A jak spotkasz, będziesz czytać regularnie i niecierpliwie czekać na kolejny wpis.