📻 Lidia Piechota: Pochwała instynktu

Dziecięcy automatyczny mózg działa na oślep. Dorosły zresztą też

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito.



Natura jest genialna. Ma instynkt samozachowawczy. My też. Jesteśmy jej częścią, choć tak konsekwentnie z nią walczymy.
Instynkty są dobrymi drogowskazami, choć bywają zgubne. Są w podświadomości, więc robią, co chcą. Dlatego idealnie jest zdać sobie sprawę z ich istnienia. Jak wiadomo, zbyt szybko nie da się tego zrobić. Idealnym przykładem tego, jak działa instynkt samozachowawczy, jest dziecko. A dokładnie jego podświadome reakcje na to, co mu się przytrafia.

Dzieci wiedzą, jak przetrwać. Tak naprawdę wie to ich podświadomość. Ta ma instynkt. Dziecko samo z siebie się nie zagłodzi, nie zostanie samo, nie będzie tracić energii na coś, co jest z góry skazane na porażkę. Trudne dla nas (czyli niezrozumiałe lub wymagające zmiany obranego toru działania) zachowania dzieci wynikają z tego, że widocznie na horyzoncie pojawia się szansa, że dana sytuacja, reakcja przyniesie zamierzony efekt.

A kiedy rodzicom jest z dzieckiem najtrudniej? Ja twierdzę, że wtedy, kiedy dziecko choruje. Wtedy z jednej strony mamy ochotę zgodzić się na wszystko, a z drugiej nie możemy przegiąć, bo potem, po powrocie malucha do zdrowia, się nie pozbieramy. A dlaczego dzieci chorują? Bo chcą nas ochronić. Ich instynkt decyduje o tym, że wolą same się rozłożyć, niż pozwolić na to opiekunowi.

Dziecko wie, że aby przetrwać, potrzebuje rodzica. Szybko uczy się reakcji warunkowych, wie, kiedy i jak coś zrobić, żeby rodzic zwrócił uwagę, zwolnił, zmienił tor działania. Nie mylcie tego z nabytym wyrachowaniem czy złośliwością. Genialne w swoich zwierzęcych instynktach dziecko wie (podświadomie), że jeśli zdejmie z rodzica zmartwienia, odchoruje jego stres, to rodzic będzie miał siłę, zdobędzie pożywienie, da ciepło i poczucie bezpieczeństwa. Tak działa tzw. mózg automatyczny.

Dziecięcy automatyczny mózg działa na oślep (dorosły zresztą też). Nie myśli, nie rozmyśla, nie zastanawia się. Reaguje. Jest oczywiście nastawiony tylko na pozytywne efekty, choć często zdarza się, że kody dobrze byłoby zmienić. No bo, paradoksalnie, chore dziecko to największe zmartwienie rodzica. Gdy smyk niedomaga, rodzic nie wie w co ręce włożyć i zwykle na początku się szarpie z mnogością zadań w asyście choróbska. Po chwili orientuje się, że to jest ten moment, kiedy nie ma wyjścia i zwyczajnie trzeba skupić się na tej jednej słusznej sprawie. Na faktycznym priorytecie. Inaczej nic innego się nie uda.

Nie znoszę, gdy Zachariasz choruje. Jednocześnie nie mam wtedy wyjścia – zajmuję się tylko (aż) nim. Dlatego szybko wychodzi z infekcji. Dlatego nie ma wątpliwości, że mama skumała i teraz może spojrzy z dystansem na trudne aktualne sprawy. Choroba dziecka pochłania czas, energię, ale jednocześnie oczyszcza głowę (i serce) rodzica. To chwila na ponowne poukładanie sobie kolejności zdarzeń. Gdy Zachariasz choruje, mamy czas tylko dla siebie wzajemnie. To, przewrotnie, bardzo wyjątkowe chwile, które zostawiają w nas ogrom bliskości – na zawsze. Na kolejne trudne wyzwania.

Właśnie po to i dlatego te nasze sprytne dzieciaki wkręcają nas w infekcje, a nawet choroby przewlekłe. Domyślam się, że otwieracie teraz szeroko oczy, a nawet stukacie się w czoło. Jednak tak jest w istocie. Ludzki mózg, emocje, uczucia są niezbadane i jeśli jesteśmy w stanie dostać biegunki ze stresu, to wszystko może się z przykładowego stresu lub traumatycznych przeżyć wydarzyć. Sytuacje, z którymi notorycznie walczymy, te wszystkie toksyczne klimaty, które sobie codziennie serwujemy, powinny zostać w pewien sposób zagłuszone przez naprawdę istotne uczucia. Nie ma niczego ważniejszego niż zdrowie. Tym bardziej własnego dziecka.

Co zatem się liczy w tym codziennym pędzie do perfekcji? Spokój. Bo spokój, zgoda ze sobą, jasne wyrażanie swoich przekonań i otwarcie na to, co się zdarza, bez dramatyzowania, są sposobem na zdrowie. A zdrowie pozwala działać. Zdrowie daje siłę i skupienie. Dzięki temu, że mamy zdrowe dzieci (bo sami jesteśmy zdrowi), możemy pomagać, naprawiać, reagować na czas.

Przy okazji widzicie zatem, że rezygnując ze skomplikowanych algorytmów na rzecz prostych, wręcz pierwotnych instynktów, osiągamy więcej. Satysfakcji, szczęścia, harmonii. A o to przecież nam koniec końców chodzi.

 

Lidia Piechota
Znak firmowy EXTREMAMA. Kobieta, która rodzicielstwo traktuje z należytą starannością i uważnością. Blogerka. Zwierze społecznościowe. Spotkasz ją na Instagramie i na FB. A jak spotkasz, będziesz czytać regularnie i niecierpliwie czekać na kolejny wpis.