Lidia Piechota: Nadczłowiek, czyli matka wszechmogąca

Poczucie bezpieczeństwa rośnie, gdy spadek formy nie jest dramatem.

  • Relacja jest silniejsza, gdy odkrywa się prawdę.
  • Poczucie bezpieczeństwa rośnie, gdy spadek formy nie jest dramatem.
  • Inwencja nie kuleje, gdy niemoc twórcza jest jedynie pauzą i nie niweczy poprzednich wysiłków.


Nie znoszę frazesów.

Nie lubię kwitowania ciekawych wywodów zdaniami zaczynającymi się od bo każdy... W domyśle jest inny, ma jakieś problemy.

Jednocześnie wiem, że tak jak w każdym żarcie jest chociaż odrobina prawdy, tak każdy frazes wziął się z jakiejś konkretnej sytuacji. A nawet z wielu konkretnych sytuacji, które potwierdzają jego słuszność.

Odkąd zrozumiałam, że mój syn nie potrzebuje rodzica, który jest nieomylny, popełniam mniej błędów.

Traktuję więc te powszechnie przyjęte prawdy z umiarem i nie poświęcam im ekstremalnie dużo uwagi, skupiając się na własnych, autentycznych odczuciach. Nie na oczekiwaniach kogokolwiek. Jakichkolwiek. Nie na czyichś zasadach. I nie na tym, co powszechnie uważa się za w stu procentach dobre.

Polemizuję ze wszystkim, co jest zwykłe, oczywiste, odkryte.

Bo mniemam, że stwarzamy sobie iluzję świata, w którym żyjemy. Ważne, by iluzja była wyważona, bo każdy zbyt wysoki skok lub zeskok zbyt nisko to duży wysiłek i naciąganie cienkiej powłoki barwnej wyimaginowanej bańki.

I tu nasuwa się oczywiste: bo każdy ma swoją bańkę. Super. Prawda. Tak jak: nikt nie jest idealny. Też niestety prawda. Jednak nawet ten frazes obalam. Bo co to znaczy idealny?

Najczęściej staram się tłumaczyć swoją nieidealność w kontekście macierzyństwa.

Jak to możliwe, że moje dziecko nie ma idealnej matki? To jaką ma? Jaką powinno mieć? Lepszą? Inna nie będzie jego matką. Bo tylko ja nią jestem. Czyli, jeśli nie jestem idealna, to oznacza, że robię coś źle? Źle wychowuję? Popełniam błędy? To ostatnie tak. Wcześniejsze nie. I co więcej – jestem idealna. Jestem jego matką. Jedyną. Najlepszą. Zakochaną we własnym dziecku. I to jest OK.

Umiejętność przyznania się do niemocy, daje moc.

Nie jestem nadczłowiekiem.

Nie jestem matką wszechmogącą. I to chcę pokazać mojemu dziecku. Że choć jesteśmy dla siebie stworzeni, to popełniamy błędy, mamy słabe chwile, bywamy bezradni. I że choć dbam o niego najlepiej jak się da, to czasem, przez ułamek sekundy, nie wiem, co zrobić.

Jednocześnie odkrywam wspaniałą moc. Moc zgody na bycie tylko człowiekiem. Odkąd zrozumiałam, że mój syn nie potrzebuje rodzica, który jest nieomylny, paradoksalnie, popełniam mniej błędów.

To trochę tak jak w przypadku meczu lub biegu, w którym startujemy i wiemy, że nadmierne spięcie i stres nie pomogą nam uzyskać dobrego wyniku. Mimo to, wizualizujemy powodzenie, spokój, sukces. Wtedy wychodzi najlepiej.

Tak samo jest w rodzicielstwie. Choć tu nie liczy się wytrenowana forma fizyczna, bo znaczenie ma relacja, czyli sprawność psychiczna. Umiejętność przyznania się do niemocy, daje moc. Uwielbiam takie pozornie nielogiczne sytuacje.

Jest jeszcze jeden powód tego, że choć mogłabym ogarniać wszystko, pokazuję Zachariaszowi, że nie robię tego. Mianowicie, model wszechmogącej kobiety nie przysłuży mu się w przyszłości. Wiecie, co mam na myśli?

Poczucie bezpieczeństwa rośnie, gdy spadek formy nie jest dramatem.

Każda spotkana, zwyczajnie kobieca kobieta, bez ambicji na Miss Strong Woman będzie dla niego za mało dobra, jeśli ja teraz pokażę mu, że matka-kobieta radzi sobie ze wszystkim i nie miewa dość.

A przecież wychowuję Zachariasza dla innej kobiety.

Pewnie, że chcę, żeby otaczał się ludźmi silnymi, przyjaznymi, spełnionymi. Chcę, żeby jego przyszła dziewczyna była zarówno piękna, jak i mądra. Ale nie władcza, niepogodzona z własną ludzką naturą, desperacko dążąca po trupach do celu. Dlatego odpuszczam. Dlatego każdy mój słaby dzień, to cudowna lekcja człowieczeństwa, relacji, zwolnienia wtedy, kiedy to potrzebne.

Taki dzień nie jest czasem straconym. Wręcz przeciwnie. Daje duże pole do popisu, gdy siła wraca. Relacja jest silniejsza, gdy odkrywa się prawdę. Poczucie bezpieczeństwa rośnie, gdy spadek formy nie jest dramatem. Inwencja twórcza także nie kuleje, gdy twórcza niemoc jest jedynie pauzą, a nie niweczy poprzednich wysiłków.

Jak odkodowuję matkę-nadczłowieka? Oto kilka moich sposobów.

PŁACZĘ

Gdy mi smutno, nie powstrzymuję łez. Pewnie, że nie robię z siebie mazgaja z byle powodu. Opowiadam Zachariaszowi dlaczego zrobiło mi się smutno, za kim tęsknię i dlaczego. Upewniam się, że on rozumie i że za bardzo nie udziela mu się mój smutek. Tłumaczę mu, że jego dobry humor i uśmiech może mi pomóc odzyskać lepszy nastrój. Mówię, że jest OK i że czasem każdy ma prawo sobie popłakać. I za chwilę robi się lepiej. Gdy płaczę ze wzruszenia też o tym opowiadam. A że wzruszają mnie piosenki, filmy o dzieciach i psach oraz ładne występy taneczne, Zac miewa często okazję przekonać się, że wzruszenie, nawet do łez, to coś pięknego. I nic złego.

MÓWIĘ: NIE MAM SIŁY

Gdy faktycznie jej nie mam (fizycznie); gdy leżę, bo boli mnie brzuch albo mdli mnie, gdy wstaję; gdy za mało spałam lub po prostu jestem zmęczona. Przyznaję jednocześnie, że noszenie Zachariasza na rękach, niezmiennie, od 6-ciu lat dodaje mi sił. Niesamowite ile mocy ma w sobie taki mały człowiek. Czyli czasem, gdy nie mam siły, biorę go na ręce. Ciekawa sprzeczność, nieprawdaż?

PROSZĘ O POMOC

Wołam go, pytając: chodź, pomożesz mi? Jeśli mówi, że nie, bo na przykład chce pobiec do chłopaków na podwórku się pobawić, tłumaczę cierpliwie, bez wyrzutów, że może się bawić, ale ja potrzebuję, żeby np. wniósł na górę dwie lekkie siatki z zakupami. Pewnie, że poradziłabym sobie jakoś sama. Chodzi jednak o stwarzanie lub raczej wykorzystywanie prawdziwych sytuacji, gdy on może się wykazać.

PYTAM O ZDANIE

Nie tylko dlatego, że tak uczy się dzieci podejmowania decyzji. Także dlatego, że czasem naprawdę nie wiem, jak on by wolał. Jest indywidualistą. Jest innym człowiekiem niż ja. Jest małym mężczyzną. Pytam, bo jestem ciekawa, co myśli. Pytam także dlaczego. Cieszy mnie, że uczy się opowiadać i wybierać dobrze.

PRZEPRASZAM

Gdy jestem zirytowana z jakiegokolwiek powodu; gdy podniosę głos, nawet, jeśli miałam prawo się zdenerwować (lecz nie krzyczeć); gdy nie słucham lub nie słyszę; gdy przypadkiem sprawię przykrość, itp. 

I za każdym razem – gdy jestem zmuszona głośno przyznać, że faktycznie nie mam siły, że mi się nie chce, że nie usłyszałam, że niepotrzebnie warknęłam – znowu dzieje się ten cudowny paradoks. Siła pojawia się ze słabości. Obalam frazesy. Nieidealne staje się perfekcyjne.



REO POLECA

Lidia Piechota: Jak traktujesz zwierzęta?

Lidia Piechota
Znak firmowy EXTREMAMA. Kobieta, która rodzicielstwo traktuje z należytą starannością i uważnością. Blogerka. Zwierze społecznościowe. Spotkasz ją na Instagramie i na FB. A jak spotkasz, będziesz czytać regularnie i niecierpliwie czekać na kolejny wpis.