Lidia Piechota: Lubię sporty ekstremalne

Na przykład wakeboard i... segregację odpadów

Nie interesują nas sprawy proste, oczywiste i już rozwiązane. Kręcą nas zamęt, sensacja i niepewność.

Są takie tematy w macierzyństwie, które zawsze wywołują emocje, zawsze wzbudzają zainteresowanie i zaskoczenie. Są to m.in. karmienie piersią, szczepienia, jazda samochodem w foteliku, a także takie z dziedziny psychologii, jak dzielenie się (np. zabawkami w piaskownicy) czy wypłakiwanie się dziecka, podczas gdy w rzeczywistości ono nie potrzebuje płaczu, a przytulenia. Dużo by o tym pisać. Znam tę kontrowersyjną materię od tzw. podszewki.

Są takie tematy w codziennym życiu każdego z nas, które długo nie zostaną zapomniane, ponieważ wciąż kuleje nasze podejście i zgodność. Tak właśnie jest z plastikiem. Tyle się już o tym mówi, pisze, a nawet pokazuje, a temat wciąż jest aktualny, trudny i w sumie irytujący. Bo daleko nam jeszcze do momentu, w którym będziemy mogli o plastiku zapomnieć.

Marzy mi się zapomnienie. Sytuacja, w której plastik nie jest współczesnym demonem. Lemoniada przez słomkę, smoothie na wynos w plastikowej (lekkiej) butelce, przekąski w reklamówce albo pudełku, w kieszeni worek na kupę psa… Zaraz, zaraz … Właśnie przyszło oświecenie. Czy zbierając z trawnika odchody zwierząt, chowając je do woreczka i wrzucając do kosza na śmieci, nie pogarszamy sytuacji? Są za to jakieś kary? Za takie robienie naturze pod górkę? No tak, powinnam chodzić z łopatką, a to, co mój mikropies zostawi na dworze, zabierać do domu i spuszczać w muszli klozetowej. Jasne.

Plastik. Spędza mi sen z powiek, powoduje, że wybieram mniejsze zło i wciąż czuję się niewystarczająco dobra.

Wracając do plastiku… Spędza mi sen z powiek, powoduje, że wybieram mniejsze zło i wciąż czuję się niewystarczająco dobra. Mam wytłumaczenie. Brakuje mi czasu, mam na głowie dużo spraw, zajmuję się dzieckiem, bywa mi ciężko… Każdy miewa takie momenty. To nie są dobre wymówki. Dążymy do tego, żeby wymówek nie było wcale, a zużycie plastiku zmalało lub zniknęło. Kiedy, jak nie teraz, się tym zająć? Każdy dzień ma znaczenie. Każda butelka, każda słomka, każdy plastikowy widelec przybliża nas do katastrofy. Właśnie to chcę sobie wbić do głowy. Że każdy z nas odgrywa tu znaczącą rolę, że nikt nie pozostaje bez winy i nawet najmniejszy gest jest ważny.

Zdarza mi się myśleć: no dobra, mam dziś ciężki dzień, chcę się zająć dzieckiem z uwagą, potrzebuję się skupić, reszta nie ma znaczenia. I co? Czy takiego dnia mogę bezkarnie wypić zgrzewkę wody mineralnej, a potem zakręcone butelki wrzucić do kosza na odpady zmieszane? Otóż nie mogę. I tego się trzymam, choć bardzo nie mam ochoty o tym myśleć. Cel jest prosty – ja się teraz przemęczę, a Zachariasz nie będzie musiał, bo pewne sytuacje będą oczywiste. Napatrzy się i jego dylemat nie będzie istniał.

choć coraz częściej zwracają naszą uwagę zdjęcia zwierząt morskich lub oceanicznych krztuszących się plastikiem, to wciąż czujemy się słabi, bezsilni i wmawiamy sobie, że nas to nie dotyczy.

Dziś jest trudno. Wokół następuje bombardowanie – napoje w plastikach, kosze bez możliwości segregacji, śmieci wyrzucane ot tak, przez okno samochodu albo po prostu pod siebie (ohyda!)… I choć coraz częściej zwracają naszą uwagę zdjęcia zwierząt morskich lub oceanicznych krztuszących się plastikiem, to wciąż czujemy się słabi, bezsilni i wmawiamy sobie, że nas to nie dotyczy. I to jest właśnie ten moment.

Jeśli staniemy na wysokości zadania w trudnej chwili, jeśli uda się zrobić coś nie najgorzej, kiedy jest źle, to w lepszym czasie będzie cudownie. Porównuję to do treningu na wakeboardzie (to ta deska na wodzie, za kablem). Często bywam zmęczona i już schodząc na wodę, myślę, ile spraw mnie przygniata. Czasem nie mam zwyczajnie fizycznej siły, boli mnie głowa albo zbliża się okres. Wtedy tym bardziej idę popływać. Taki trening wymaga skupienia, zaangażowania większej partii mięśni, w tym mózgu. Nie robię wtedy kosmicznych wygibasów. Pływam zachowawczo, choć wakeboard klasyfikowany jest jako sport ekstremalny. Da się. Następnym razem zawsze jest lepiej. Bo sukces w trudnych warunkach cieszy bardziej. Bo wychodzenie ze strefy komfortu paradoksalnie nas w nią wprowadza. I to jest klucz.

uczucie satysfakcji. Lubię je czuć. Uzależniam się od zadowolenia z siebie.

Za każdym razem, kiedy nie chce mi się rozłożyć kartonu po mleku, przychodzi mi do głowy to uczucie satysfakcji. Lubię je czuć. Uzależniam się od zadowolenia z siebie. Polecam każdemu. I zawsze wtedy rozkładam ten karton wyjątkowo skrupulatnie.

Co robisz, mamuś? – pyta Zac.
Rozkładam karton – odpowiadam – żeby zajął mniej miejsca w śmietniku.
Tak, mamuś?
Tak, synku.
O mamma mia! Ja też chcę!

Ufff, znowu się opłaciło. Sporty ekstremalne nie przestają mnie zachwycać.