REO EKO: Kreatywne dziecko? Daj mu pobawić się „niczym”

Ekologia równa się śmieci. W wielu głowach. Tymczasem ekologia równa się świadoma głowa. I faktycznie ze śmieciami ma to sporo wspólnego.


Jako mama 6-latka, który pyta o wszystko i to nie tylko mnie, widzę, że naukę proekologicznej postawy można śmiało rozpocząć właśnie od śmieci. Ba! Okazuje się, że nawet nie rozszerzając tej edukacji jakoś ekstremalnie, można wykonać wspaniałą pracę. Okazuje się też, że temat śmieci jest wciąż niezwykle trudny. W praktyce. Teoria działa wyśmienicie.

Nie chodzi tylko o kolory kubłów i ograniczenie, a najlepiej wyeliminowanie z użycia plastikowych opakowań. Nie wierzę, że jest ktokolwiek, kto nie natknął się w telewizji, internecie czy na billboardach różnego rodzaju na informacje o poziomie zanieczyszczenia Ziemi jedynie przez plastik. Na alarm biją już nie tylko ekolodzy, ale i celebryci, nauczyciele w szkołach, a wreszcie same dzieci, które do pewnego momentu uważają za święte to, co usłyszą w przedszkolu czy innej placówce edukacyjnej. Tymczasem śmieci to nie tylko plastik. I to z tymi innymi odpadami często nie wiadomo co począć.

Nie ma koloru pojemnika, do którego należy wrzucać na przykład … próbki oklein na głośniki, tudzież meble (o tym za chwilę). Nie ma osobnego pojemnika na niechciane zabawki. Na ciekawe, ale przeczytane magazyny też nie ma miejsca. Wszystko razem ląduje w śmietniku. Fajnie, jeśli worek z niepotrzebnymi zabawkami położony jest z boku, w czystym miejscu. Ktoś, kto chętnie przygarnie jego zawartość, może go na spokojnie przejrzeć.

kreatywne dziecko zabawy
fot. Lidia Piechota

Daję zabawkom drugie życie.

Swoją drogą, grzebanie w śmieciach nie jest zajęciem chlubnym, więc osoba sprawdzająca, co się jej może faktycznie przydać, potrzebuje działać ekspresowo. Nie ma czasu na szukanie zagubionego ludzika z łodzi podwodnej ani na sprawdzenie, czy autobus ma wszystkie drzwi. Bierze się to, co wpadnie w ręce i co od razu wygląda dobrze. Przynajmniej ja tak robię. Nie zabieram do domu śmieci, czyli zepsutych zabawek lub czegoś, co za chwilę sama wyrzucę. Tak, zdarza mi się zabierać śmieci-nie-śmieci do domu. Co więcej, nie widzę w tym niczego złego. Daję, w tym przypadku zabawkom, drugie życie. I szczerze przyznaję, że nie szczędzę krytyki pod adresem kogoś, kto pozbywa się z domu w taki sposób przydatnych sprzętów.

Coś, co dla mnie jest bezużyteczne, dla kogoś innego będzie na wagę złota.

Sama mam właśnie w domu dwa kartony ubrań i zabawek, których nie potrzebuję, nie sprzedam, ale chętnie komuś przekażę do ponownego używania. Nie mam sumienia tego wyrzucić. Nie trzeba chyba nikomu przypominać, że wokół jest mnóstwo potrzebujących. A poza tym każdy z nas jest inny, więc każdy potrzebuje czego innego. Coś, co dla mnie jest bezużyteczne, dla kogoś innego będzie na wagę złota.

No więc tak, mam w domu kilka odratowanych skarbów. Ba! Z tego, co pamiętam, to nie od dziś. Mój brat przywiózł mi kiedyś z Holandii pluszowego niebieskiego potwora o imieniu Sully z bajki Potwory i Spółka. Znalazł go tam na śmietniku i też chyba po prostu nie mógł go tam tak zostawić. Bez dwóch zdań, to rodzinne 😉 Mam tę zabawkę do tej pory. Teraz to pluszak mojego syna. Generalnie nie mam w genach wyrzucania rzeczy, które mogą się do czegoś przydać. Tak, wiem, że takich ludzi nazywa się chomikami i że łatwo w takim zbieractwie przesadzić. Cóż, staram się nie przesadzać.

kreatywne dziecko zabawy
fot. Lidia Piechota

I tak, kilka dni temu, wyjęłam z kubła kilka kartonów ze wspomnianymi już powyżej próbkami oklein na głośniki. Moja ocena sytuacji była natychmiastowa: Ale cudowne klocki dla Zachariasza! Zgarnęłam je zatem, rozpakowaliśmy je razem i przyznaję nieskromnie, że to było genialne posunięcie. Te kawałki drewna są idealnie przycięte, gładkie, bardzo estetycznie wykonane. Oprócz bloczków mamy też ścianki, tudzież przekładki, które w przypadku budowy dużego domu typu bauhaus od razu załatwiają kwestię stylowej grafitowej podłogi. Są też podstawki, które spełniają funkcję innego rodzaju ścianek działowych. Zachariasz uwielbia też wjeżdżać nimi w zbudowane już konstrukcje, bo widok i odgłos są… hmmm… imponujące.

W tym przypadku zatem nastąpiło całkowite przekwalifikowanie śmiecia, jakim nagle, zdaniem kogoś, stały się szykownie wykonane kawałki drewna. Nie tylko uratowaliśmy je od zgniecenia, ale nadaliśmy im zupełnie nowego charakteru. Zawsze w takiej sytuacji wyobrażam sobie, jak zabawki rozmawiają ze sobą i jakie są ich doświadczenia czy przemyślenia. Tutaj przyjęliśmy pod swój dach nikomu niepotrzebnego, niekompletnie ubranego Kopciuszka, tworząc z niego ubraną w najdroższe marki królewnę, która ma prawo zasiąść na tronie. No i coś, co bardzo lubię w swoim indywidualnym podejściu do świata – nikt inny nie ma takich klocków. Tadam!

zanim wyrzucę, pomyślę kilka razy.

Co z tego wynika? Że warto grzebać w śmieciach? No nie. Choć czasem to jedyna opcja, żeby ocalić coś sprawnego, co jeszcze może się przydać. Po prostu, zanim wyrzucę, pomyślę kilka razy. Czy na pewno już nic z tego nie będzie? Warto wykonać tę pracę i zapytać nawet w mediach społecznościowych: Czy ktoś nie potrzebuje?

A jaki to ma wpływ na moje dziecko? Chyba wpływ ten nie jest spektakularny, bo Zac od zawsze wykazuje się niewiarygodną wręcz wyobraźnią i umiejętnością zabawy niczym. Czyli nic nowego. Nakrętki od butelek, drewniane odpadki po zbudowaniu karmnika, a teraz próbki okleiny… Tfu! Co ja mówię?! Kolejno to: żołnierze w różnych barwach i o różnej sile, małe ptaki lub… samochody wyścigowe. Wow! To ja jeszcze popracuję nad swoją wyobraźnią, a Wy uważnie przejrzyjcie śmieci 😉



REO POLECA

Lidia Piechota: Nadczłowiek, czyli matka wszechmogąca

Lidia Piechota
Znak firmowy EXTREMAMA. Kobieta, która rodzicielstwo traktuje z należytą starannością i uważnością. Blogerka. Zwierze społecznościowe. Spotkasz ją na Instagramie i na FB. A jak spotkasz, będziesz czytać regularnie i niecierpliwie czekać na kolejny wpis.