PIOTR WÓJCIK DLA REO: Będzie ruch lewostronny w USA?

Zdrowy ferment w Partii Demokratycznej

Kamala Harris, Elisabeth Warren, Alexandria Ocasio-Cortez, Bernie Sanders to twarze powstającej wreszcie w USA parlamentarnej lewicy z prawdziwego zdarzenia. Niektóre ich postulaty idą nawet dalej niż to, co proponują socjaliści europejscy.


Liberałowie kontra liberałowie

Scena polityczna w USA w niczym nie przypomina analogicznej sceny z Europy kontynentalnej. Przede wszystkim za oceanem do tej pory w zasadzie nie występowała lewica parlamentarna. Oczywiście działały różne mniej lub bardziej wpływowe organizacje lewicowe oraz pojedynczy lewicowi politycy, z tym że raczej lokalni i stanowi, a nie centralni. Ale partyjnej reprezentacji lewica w zasadzie nie miała.

Kongres oraz wybory prezydenckie zostały zdominowane przez dwie partie o silnym rysie liberalnym: konserwatywno-liberalną Partię Republikańską, łączącą daleko posunięty liberalizm gospodarczy z liberalizmem instytucjonalnym oraz tradycyjną obyczajowością; oraz klasycznie liberalną Partię Demokratyczną, w której liberalizm światopoglądowy łączy się z nieco bardziej empatycznym niż u Republikanów liberalizmem gospodarczym. Instytucje dobrze znane z Europy, takie jak publiczna służba zdrowia czy bezpłatne szkolnictwo wyższe, w USA były powszechnie określane jako socjalizm i nie zdobywały posłuchu nawet wśród polityków i większości wyborców Partii Demokratycznej.

Symbolem tego stanu rzeczy był Bill Clinton. Na okres kadencji tego wybranego z ramienia Demokratów prezydenta przypadło epicentrum tak zwanego neoliberalizmu, czyli doktryny gospodarczej postulującej ekonomiczny leseferyzm, z deregulacją i prywatyzacją na czele. Za rządów Clintona zniesiono chociażby jeden z fundamentów rooseveltowskiego Nowego Ładu, jakim była ustawa Glassa-Steagalla, uniemożliwiająca łączenie przez banki działalności depozytowo-kredytowej z inwestycyjną.

Ten ruch powszechnie uważa się za jedną z głównych przyczyn kryzysu finansowego z 2008 roku.

Także Barack Obama, nazywany przez lewicowego rapera Sole’a czarnym republikaninem, okazał się być co najwyżej nieco bardziej wyczulonym na kwestie społeczne gospodarczym liberałem. A jego zapowiadana szumnie reforma służby zdrowia Obamacare, mająca zmienić logikę w pełni skomercjalizowanej amerykańskiej opieki medycznej, stała się jedynie drobną korektą patologicznego systemu, w którym dziesiątki milionów Amerykanów nie mają ubezpieczenia zdrowotnego, a miliony zbankrutowały z powodu problemów ze zdrowiem.

Pierwszy jaskółka

Nic dziwnego, że system polityczny bez ekonomicznej lewicy wytworzył jeden z najmniej sprawiedliwych systemów gospodarczych w świecie rozwiniętym. Choć USA według PKB na głowę są zdecydowanie bardziej zamożne niż Europa Zachodnia, a kraje takie jak Niemcy, Holandia czy Szwecja znajdowałyby się wśród najmniej rozwiniętych stanów za oceanem, to tamtejsze wskaźniki społeczne przypominają w niektórych przypadkach kraje rozwijające się.

Wśród krajów OECD, tylko Turcja, Chile, Meksyk, Kostaryka i RPA mają wyższe nierówności dochodowe niż Stany Zjednoczone.

Zaledwie dwa kraje OECD, Kostaryka i RPA, mają wyższy poziom ubóstwa niż USA. Pod względem głębokości biedy, czyli luki dzielącej ludzi biednych od niebiednych, USA wyprzedza jedynie Słowacja, pogrążone w stagnacji Włochy i, oczywiście, RPA. Wskaźniki zabójstw czy umieralności niemowląt są za oceanem na poziomach zupełnie niespotykanych w Europie. Federalna amerykańska płaca minimalna liczona parytetem siły nabywczej jest zaledwie minimalnie wyższa od… polskiej.

Pierwszą jaskółką zwiastującą nadejście politycznej lewicy do USA był start Berniego Sandersa w prawyborach prezydenckich w 2016 roku.

Finalnie przegrał on w partyjnych prawyborach z Hillary Clinton, która reprezentowała liberalny establishment, jednak wygrał w 22 stanach, co wcześniej było nie do pomyślenia w przypadku polityka prezentującego takie poglądy. Zapowiadał wszak wprowadzenie instytucji tak zwanego państwa dobrobytu na wzór europejski, z publiczną służbą zdrowia i bezpłatnymi uniwersytetami włącznie. Planował także podwyżkę płacy minimalnej czy podniesienie obciążeń podatkowych dla najbogatszych.

Wcześniej takie poglądy występowały co najwyżej na wąskim marginesie amerykańskiej sceny politycznej. Tymczasem w 2016 roku polityk postulujący tego typu reformy niemal wystartował w powszechnych wyborach prezydenckich z ramienia jednej z dwóch głównych partii.

Najmłodsza kongresmenka

Oczywiście, jak się skończyło dobrze wiemy. W wyborach wystartowała Hilary Clinton, a prezydentem USA został Donald Trump, czyli całkowite przeciwieństwo Sandersa – milioner, którego głównymi ideami są obniżki podatków, dalsza deregulacja oraz likwidacja niektórych instytucji publicznych. Jednak ostatnie miesiące pokazały, że w szeregach Partii Demokratycznej został zasiany lewicowy ferment, który być może znajdzie spełnienie w kolejnych elekcjach.

Symbolicznym momentem tych przewartościowań było zwycięstwo zaledwie 29-letniej Alexandrii Ocasio-Cortez w wyborach do Izby Reprezentantów ze swojego rodzinnego stanu Nowy Jork. Po drodze pokonała członka establishmentu Partii Demokratycznej Josepha Crowleya i na początku tego roku została najmłodszą kongresmenką w historii.

Jej program nie odbiegał specjalnie od tego, co proponował Bernie Sanders. Ocasio-Cortez, jako potomkini imigrantów, postulowała liberalizację przepisów imigracyjnych, a także ograniczenie dostępu do broni palnej, co jest przecież w USA przez część wyborców traktowane niemal jak świętość.

Dobry występ w prawyborach Sandersa oraz zwycięstwo Ocasio-Cortez ośmieliły lewicowych Demokratów do stawiania kolejnych postulatów. Okazało się, że w Stanach Zjednoczonych, szczególnie w stanach zdominowanych przez demokratów, można zdobywać poparcie głosząc otwarcie lewicowe hasła. Szczególnie u młodszej części wyborców.

Bernie Sanders z grupą kilkunastu innych kongresmenów ogłosił plan Medicare for all, który zakładałby stworzenie publicznego systemu ubezpieczeń zdrowotnych oraz federalne regulacje dotyczące cen leków oraz usług medycznych. Coś, co jest oczywistością w Europie, w USA jawi się niemal jak rewolucja. Ocasio-Cortez z grupą kongresmenów proponuje zaś Nowy Zielony Ład. Jego wprowadzenie oznaczałoby znaczne ograniczenie emisji dwutlenku węgla oraz transformację energetyczną, znaną chociażby z niemieckiej Energiewende.

Rewolucja podatkowa za rogiem?

Jeszcze dalej lewicowi demokraci idą w zakresie podatków, proponując reformy, na które nie zdecydowała się do tej pory nawet Europa. Prominentna senatorka z ramienia Partii Demokratycznej i prawdopodobna jej kandydatka na prezydenta w kolejnych wyborach, Elisabeth Warren, proponuje wprowadzenie podatku majątkowego, który postulował Thomas Piketty w swoim Kapitale w XXI wieku. Wg Warren roczny podatek o stawce 2%  obciążałby majątki netto powyżej 50 milionów dolarów, natomiast majątki powyżej miliarda dolarów obciążone byłyby stawką 3%.

Ocasio-Cortez proponuje wprowadzenie najwyższej stawki podatku dochodowego dla najlepiej zarabiających na poziomie aż 70% – podobny postulat wysuwany przez polską Partię Razem jest określany w Polsce jako ekstremalny. Choć trzeba opamiętać, że tego typu stawki obowiązywały już w USA po II wojnie światowej aż do rządów Nixona. Bernie Sanders chce zaś uniemożliwić akumulację kapitału z pokolenia na pokolenie, proponując niewystępujący w takim wymiarze chyba nigdzie na świecie podatek spadkowy na poziomie… 77%!

Jarała trawę, ale… się zaciągała

Na jedną z głównych pretendentek do kandydowania z ramienia Demokratów na stanowisko prezydenta USA wyrasta Kamala Harris, senatorka z Kalifornii. Obecnie jest ona na fali popularności – zaledwie dzień po ogłoszeniu swej decyzji o kandydowaniu zebrała 1,5 mln dolarów na kampanię, czym wyrównała rekord Berniego Sandersa. Poparła ona zarówno „Nowy Zielony Ład” forsowany przez Ocasio-Cortez, jak i reformę opieki zdrowotnej „Medicare for All”, postulowaną przez Sandersa. Wspiera także projekt Marijuana Justice Act, zaprezentowany przez demokratycznego senatora Cory’ego Bookera, według którego marihuana miałaby zostać wykreślona z listy nr 1 substancji kontrolowanych. Sama zresztą czyniąc oczywistą aluzję do kunktatorskiej (i tak odważnej jak na ćwierć wieku temu) postawy Billa Clintona, który marihuanę palił na studiach ale bez zaciągania się dobitnie stwierdziła, że zna nie tylko jej smak ale i działanie – I did inhale – wypaliła, wpasowując się w serię prolegalizacyjnych decyzji w najbardziej progresywnych stanach i ogólne nastroje liberalnych wyborców.

Podobnie jak Ocasio-Cortez, sprzeciwia się polityce migracyjnej Trumpa, nie poparła także jego cięć podatkowych, z których skorzystali przede wszystkim najzamożniejsi. Sama zaprezentowała za to swoją propozycję reformy podatkowej, obniżającą daniny płacone przez amerykańską klasę pracującą.

Czy te reformy są w USA w ogóle możliwe do wprowadzenia w obecnym czasie, to zupełnie inna dyskusja. Jednak sam fakt, że tego typu rozwiązania są proponowane przez polityków zasiadających w Kongresie i liczących się w jednej z dwóch głównych partii, jest niezwykły i zapowiada głębokie zmiany na amerykańskiej scenie politycznej.

Ciężko wyrokować, czy doprowadzi to finalnie do zmiany patologicznego w wielu aspektach modelu gospodarczego za oceanem, jednak wprowadzenie do tamtejszej debaty publicznej takich tematów jak sprawiedliwość społeczna, powszechne usługi publiczne czy zielona energia samo w sobie już jest nie lada sukcesem.

 

 



REO POLECA

📻 WSZELKIE ZNAKI WSKAZUJĄ: Zatrzymać zniszczenia Trumpa!