KOSMICZNE lanie wody

Stan wody na sąsiednich planetach

O wodę w stanie ciekłym we Wszechświecie trudno. Jak więc – i czy – moglibyśmy obchodzić lany poniedziałek poza trzecią planetą od Słońca? 

Siarkowa Wenus

Temperatura wynosi tam nawet 460 stopni Celsjusza, a atmosfera – zbudowana w głównej mierze z dwutlenku węgla – jest najgęstsza w całym Układzie Słonecznym. Mamy tam do czynienia z nieustającym i najsilniejszym efektem cieplarnianym. Takie warunki nie pozwalają na powstanie wody w stanie ciekłym.

W jaki sposób moglibyśmy zorganizować na Wenus lany poniedziałek? Otóż chmury tej planety są powstają z… kwasu siarkowego. Jedyną możliwością byłoby więc zebranie deszczówki i polewanie się właśnie kwasem siarkowym, co zdecydowanie nie należałoby do wesołych i bezpiecznych zabaw.

Orbiter Pioneer Venus 1 krążący wokół Wenus. fot. NASA
Lany poniedziałek na Marsie

Mars nie bez powodu uważa się za planetę, która mogłaby stać się naszą arką. Co prawda panujące na nim warunki raczej nie sprzyjają podtrzymaniu gatunku ludzkiego przy życiu, ale planeta ma bardzo duży ku temu potencjał.

Atmosfera Marsa w znacznej mierze zbudowana jest z dwutlenku węgla – ale to nie problem: wielu naukowców uważa, że moglibyśmy sztucznie otrzymać gatunki roślin, które w procesie fotosyntezy przekształcałyby znaczną część dwutlenku węgla w tlen. Tym samym zmieniłby się skład atmosfery, a przy okazji poprawiłby się obieg węgla na planecie.

Łazik Curiosity przy pracy na Marsie (Wizja Artysty). fot. NASA

A co z lanym poniedziałkiem na Marsie? Zdecydowanie odbiegałby od tego na Wenus – i byłby podobny do tego, który obchodzimy na Ziemi. Musielibyśmy tylko znaleźć się w pobliżu czap lodowych w czasie ich nasłonecznienia, a przy odrobinie szczęścia uzyskalibyśmy niewielkie ilości zwykłej wody. Gdybyśmy taki zwyczaj zaczęli praktykować kilka milionów lat temu, to prawdopodobnie moglibyśmy zaczerpnąć wodę z wąskich strumyków – ich ślady obecności zostały stwierdzone na Marsie.

Deszcz diamentów

Pomijając problem braku stałego podłoża oraz zakładając, że moglibyśmy się poruszać w gęstych gazach, moglibyśmy świętować lany poniedziałek również na planetach zwanych gazowymi olbrzymami. Jowisz i Saturn są do siebie bardzo podobne pod względem wielkości, składu i procesów na nich zachodzących. Zarówno na jednej, jak i na drugiej panują niespotykane nigdzie indziej warunki: potężne ciśnienie, ogromna ilość gazów i substancji, które człowieka mogłyby zabić.

Również pogoda na tych olbrzymach nie sprzyja podniebnym spacerom i podziwianiu widoków – jest bogata w amoniak i związki węgla, m.in. w metan. Chmury układają się w charakterystyczne pasy (widoczne zwłaszcza na Jowiszu), co spowodowane jest występowaniem różnych związków chemicznych w danych strefach. Sąsiadując, pasy nawzajem na siebie oddziałują, a to nad wyraz sprzyja powstawaniu układów burzowych. W wyniku wyładowań atmosferycznych, tysiące razy silniejszych niż na Ziemi, związki węgla ulegają przemianom.

fot. Wikimedia Commons, Public domain

Biorąc to pod uwagę, możemy się spodziewać, że na Jowiszu i Saturnie pada deszcz, którego forma spodobałaby się piękniejszej części ludzkości – bo zostałaby ona dosłownie obsypana diamentami! Diamenty to forma alotropowa (rodzaj) węgla. Naturalnie powstają one w pokładach geologicznych po wybuchach wulkanicznych. Poddany wysokiemu ciśnieniu węgiel po wielu latach przybiera bardzo przyjemną dla oka formę.

W warunkach ziemskich taki proces trwa nawet miliony lat. Natomiast warunki na Jowiszu i Saturnie pozwalają na przyspieszenie go. Później najprawdopodobniej deszcz diamentów spada do ciekłego jądra planet i kamienie zmieniają stan skupienia na ciekły, łącząc się z innymi pierwiastkami i związkami. Po tym dochodzi do parowania nowo powstałych substancji do atmosfery – i diamenty ponownie spadają z nieba.

Gazowe olbrzymy

Uran i Neptun, również zaliczane do gazowych olbrzymów, są dużo chłodniejsze od Jowisza i Saturna, w związku z czym w ich atmosferze znajduje się dużo więcej substancji w postaci krystalicznej. Jądra tych planet są skaliste. Atmosfera zaś bogatsza w metan, amoniak, a także wodę. Planety błękitną barwę zawdzięczają intensywnemu pochłanianiu promieniowania podczerwonego właśnie przez metan.

Na Uranie na pewnej wysokości gazowe składniki atmosfery przechodzą w stan ciekły, a to oznaczałoby możliwość polewania się z wiaderka metanem czy amoniakiem, co nie byłoby przyjemne. Co ciekawe, w płaszczu Neptuna możemy mieć do czynienia z obecnością wody jonowej, co sprawiłoby, że śmigus-dyngus byłby całkiem podobny do ziemskiego. Choć na Uranie i Neptunie, podobnie jak na Saturnie i Jowiszu, możemy też mieć do czynienia z diamentowymi deszczami, a nawet oceanami płynnych diamentów. Nie tylko Marilyn Monroe byłaby wniebowzięta…


REO POLECA

📻 SPRÓBUJ SERNIKA. Z przepisu Chemika