📻 CO ZA HISTORIA! (lampek choinkowych). Nie tylko Tesla* był ofiarą nieuczciwości Edisona.

Marcin Celiński o świetlistych świętach

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Danuta Stachyra

 

 

W czasach mojego dzieciństwa lampek na choince było kilkadziesiąt i były raczej wielkości żołędzia, dzisiejsze ledowe bliższe są rozmiarami główce od szpilki i jest ich co najmniej kilkaset.

Te dni spędzamy przy  większych lub mniejszych drzewkach iglastych, przystrojonych i mieniących się wszelkimi znanymi nam kolorami, częściowo światłem odbitym w bombkach i innych ozdobach, częściowo emanującymi własnym blaskiem coraz trudniej policzalnych. Czytelnikom serwisu w sporej mierze zajmującego się energią przydać się może wiedza z cyklu Jak to ze lnem było, gdzie w miejsce słowa len dajemy choinkowe światła.

Drzewka iglaste od wieków uznawano za energetyzujące – wiecznie zielone, symbolizowały w wielu daleko przedchrześcijańskich kultach symbol życia. Taki symbol życia należało chronić, a nasi przodkowie od czasów jaskiń wierzyli, że najlepszą ochroną przed złymi mocami jest światło. Choinki pełną moc uzyskiwały zatem oświetlone. Choćby i „światłem Księżyca”.

Do czasów elektryczności moc tę dawały mikroświeczki produkowane specjalnie w tym celu – przywiązywane do gałązek drucikami, czasem (w bogatszych domach ) osadzone w misternie wykonanych lichtarzykach na klipsie czy spinaczu. Wyobrażacie to sobie? Strasznie odważni byli ci nasi przodkowie – na dosyć łatwopalnym drzewku, jakim jest iglak, umocować kilkanaście-kilkadziesiąt otwartych źródeł ognia, ociekających gorącym woskiem… Zróbcie test – zaproponujcie  osobie odpowiedzialnej za BHP i ppoż. taką konstrukcję w waszej firmie. Zaręczam, że odpowiedzią będzie gromkie nie i dostaniecie kilkadziesiąt kilogramów papieru zadrukowanego rozporządzeniami, ustawami i regulaminami jednoznacznie stwierdzającymi, że tak nie wolno, zabronione, z katalogiem kar za takie wykroczenie włącznie.

Nie sądzę, by prekursorzy elektryczności mieli świadomość, jak bardzo zakazane będą świeczki na choince. Raczej chodziło im o pełne panowanie nad światem światła i zastąpienie wszelkich jego źródeł ich własnym – żarówką. Szczególnie że pomysł elektrycznych światełek choinkowych opatentował nie kto inny jak Thomas Edison, choć niektórzy twierdzą, że faktycznym autorem pomysłu był jego wspólnik, Edward Johnson. Znając, oględnie mówiąc, swobodny stosunek Edisona do cudzych praw autorskich (zupełnie odwrotny niż do praw własnych), historia o Johnsonie wydaje się prawdopodobna.

Tak czy inaczej, to

w domu Edwarda Johnsona w 1882 roku stanęła pierwsza choinka ozdobiona 80 kolorowymi lampkami.

Były one połączone szeregowo.

Moje pokolenie dobrze pamięta, że częścią corocznego rytuału ubierania choinki było stwierdzenie, że znowu jakaś żarówka jest przepalona i cała instalacja nie działa – taki urok łączenia szeregowego. Po tym następowało sprawdzanie – żarówka po żarówce – którą trzeba wymienić. Nie wiem jak u was w domu, u mnie bez względu na to, od jakiego punktu zaczynałem, do wymiany była zawsze przedostatnia. Ale to nie wynikało z praw fizyki i reguł przepływu prądu elektrycznego, raczej z prawa Murphy’ego.

Praktyczny i bezpieczniejszy od świeczek sposób oświetlenia bożonarodzeniowego drzewka nie upowszechnił się szybko.

Przeszkodą była postępująca własnym tempem elektryfikacja, a dużo dłużej zaporą była cena takiej instalacji, niebędącej przecież szczególnie praktycznym artykułem pierwszej potrzeby. Dziś oczywiście trudno to sobie wyobrazić – współczesne światełka to tysiące żaróweczek ledowych, mieniących się w rytm zsynchronizowanych z nimi dźwiękami kolęd i innych świątecznych przebojów, a najprostsze (całkiem bogate) zestawy kosztują znacznie mniej od ulgowego biletu do kina. Tanie światełka to także ich ekspansja poza choinki.

Amerykański zwyczaj strojenia całych domów podbija świat, przybierając czasem monstrualne rozmiary. Świąteczne oświetleniowe szaleństwo zostało odnotowane w Księdze Rekordów Guinnessa. Rekord należy do Australijczyka Davida Richardsa, który stworzył przydomową instalację na 1 194 380 żarówek ledowych (tak, tak – ponad milion). W pełni rozumiejąc strach przed złymi mocami i konieczność ich odstraszania światłem – to chyba jednak przesada…

Świetlistych (ale w granicach zdrowego rozsądku) Świąt życzę.

 

*) O postawie honorowej Tomasza Edisona wobec Nikoli Tesli przeczytaj w tekście Weroniki Kostrzanowskiej poniżej.



REO POLECA

📻 NIKOLA TESLA: Posłaniec przyszłości. Opisuje (i to jak!) Weronika Kostrzanowska

Avatar
Publicysta, prezes wydawnictwa Arbitror.