📻 MOTORSPORT. Elektryzujący!

Co nowego w świecie wyścigów pojazdów elektrycznych

AUDIO REO. Posłuchaj nagranego tekstu. Czyta Hubert Augustyniak



W poprzednim tekście dla REO pisałem, że rundy Formuły E zamykają się w jednym dniu. Wynika to głównie z tego, że ściga się ona sama, nie ma żadnych serii towarzyszących. Przynajmniej na razie.

Trzeba dwojga, by zaiskrzyło

W połowie pierwszego sezonu w historii (2014–15) pojawiła się FE School Series. Brytyjska firma Greenpower przygotowywała gotowe zestawy do budowy małego elektrycznego pojazdu, które otrzymywały lokalne szkoły. Te budowały auto i wystawiały go do wyścigu. Jeżeli ktoś kiedykolwiek narzekał, że Formuła E jest wolna, to radzę obejrzeć chociaż skrót rundy School Series.

W przyszłym sezonie, czyli już od grudnia tego roku, zobaczymy nie tylko nową generację bolidów Formuły E. Ruszyć ma także Jaguar I-PACE eTrophy. Będzie to monomarkowy puchar (wszyscy będą korzystali z takich samych samochodów), w którym – jak nazwa wskazuje – startować będą Jaguary I-PACE. Więcej szczegółów nie jest jeszcze znanych, poza tym, że udział w nim weźmie 20 kierowców w dwóch wyścigach podczas rund FE.

Kierowca? A komu to potrzebne?
Każdego dnia zbliżamy się też do momentu, kiedy samochody autonomiczne staną się elementem naszej codzienności. Jak wiadomo, świat motoryzacji rozwija się również poprzez motorsport, więc pod koniec 2015 roku Formuła E ogłosiła, że wraz z partnerami utworzy Roborace – pierwszą w historii serię wyścigową dla Sztucznej Inteligencji. Startujące zespoły dostaną gotowy pojazd oraz podstawowe oprogramowanie, a ich zadaniem będzie napisanie takich skryptów, aby ich auto znalazło się na pierwszym miejscu w zawodach.

fot. Wikimedia Commons, KAgamemnon
fot. Wikimedia Commons, KAgamemnon

Brak kierowcy na pokładzie sprawił, że można było postawić na niezwykle radykalny i futurystyczny design. Jeżeli czujecie, że gdzieś widzieliście coś podobnego, to dodam, że za projekt Roborace odpowiada Daniel Simon, twórca pojazdów do filmu Tron: Dziedzictwo.

Pierwsze wyścigi miały odbyć się już w 2016 roku, ale nadal trwają testy i praca nad domyślnym AI. Do badań służy DevBot – przerobione auto wyścigowe, więc nadal z miejscem dla kierowcy. Kto jednak będzie szybszy – AI czy człowiek? Odpowiedź daje wynik ekperymentu przeprowadzonego podczas zeszłorocznego Hong Kong ePrix. W rolę kierowcy testowego wcieliła się dziennikarka motoryzacyjna Nicki Shields. Kto wygrał?

(Spojler dla tych, co nie chcą oglądać: wygrała Shields.)

Wyścigowa Tesla?
Do Formuły E często próbowano wpychać Teslę, jako że jest to najbardziej znana marka samochodów elektrycznych. Sam Elon Musk jednak jest temu niechętny i w ogóle nie myśli o wyścigach. Co innego Hiszpanie, którzy postanowili wziąć Model S i zrobić z niego auto wyścigowe. W ten oto sposób w 2016 roku powstał pomysł na serię wyścigową Electric GT, w zamierzeniu będącą odpowiedzią na sukces Formuły E. Na początku miały w niej brać udział same Tesle, przygotowane przez organizatorów, a następnie dołączać kolejne auta. Wzbudziło to zainteresowanie.

Dlaczego piszę w czasie przeszłym? Bo, owszem, jest gotowe auto. I projekt kalendarza. Nawet ABB FIA Formula E pobłogosławiło serię, co przyczyniło się do zmiany jej nazwy na Electric Production Car Series (zdecydowanie mniej chwytliwa niż poprzednia). Tylko co z tego, jak od momentu ogłoszenia słychać jedynie zapowiedzi?
Podano nazwiska kilku kierowców i nazwę jednego zespołu, seria w mediach społecznościowych ogłasza, jak to zmieni świat i zrewolucjonizuje motorsport przez dodatkowe zawody eKartingowe oraz połączenie wyścigów realnych z tymi wirtualnymi, ale nadal nie słychać potwierdzenia, by Tesla miała zostać użyta w wyścigu.

Walka baterię w baterię
Czeka nas też pojawienie się elektrycznej kategorii wyścigów samochodów turystycznych TC. Na targach w Genewie CUPRA, nowa marka sportowa Seata, zaprezentowała model Leon e-Racer – bardzo podobny do CUPRY Leona TCR, czyli auta wyścigowego w specyfikacji TCR. Podobieństwo nazw jest nieprzypadkowe.

TCR to klasa samochodów wyścigowych, która szturmem podbija świat wyścigów samochodów turystycznych (obecnie to ponad 10 krajowych i lokalnych serii, trzy regionalne oraz Puchar Świata). Pomysłodawcy regulacji TCR opracowali już zasady klasy E TCR, a Leon e-Racer to pierwsze auto stworzone według tych wytycznych. Organizatorzy mają dostarczać gotowy zestaw napędowy (motor i skrzynię biegów) wraz z baterią, a producenci będą musieli je jedynie zamontować w swoich autach. Samego Leona e-Racera powinniśmy móc oglądać na torze już w tym roku, kiedy to będzie wykonywał okrążenia pokazowe podczas wybranych rund głównej serii TCR – WTCR.

Z prądem po szutrze i śniegu
Jeżeli kiedykolwiek śmialiście się, że w Mapach Google’a tory wyścigowe są torami rajdowymi, to algorytmy nie pomyliły się aż tak bardzo, jeżeli tak nazwany został tor rallycrossowy.
Rallycross to połączenie wyścigów samochodowych z rajdami. Jak wyglądają takie zawody? Startujący jadą autami (praktycznie) rajdowymi po zamkniętych torach, które częściowo są asfaltowe, a częściowo mają luźną nawierzchnię. Jako że rundy składają się z wielu krótkich wyścigów, to impreza jest bardzo widowiskowa. Główna klasa samochodów rallycrossowych to SuperCars. Auta te mają ponad 600 koni mechanicznych, a do osiągnięcia 100 km/h potrzebują dwóch sekund. Nawet bolidy Formuły 1 nie są tak szybkie, jeżeli chodzi o przyspieszenie.

Od 2020 Mistrzostwa Świata w Rallycrossie mają stać się elektryczne. Na razie widomo jedynie, że samochody przez pierwsze cztery sezony będą wyposażone w identyczne baterie. Nie trzeba jednak czekać do tego czasu, by zobaczyć, jak wygląda elektryczny rallycross. Pierwsze tego typu auto przygotowała austriacka firma STARD, a jego konstrukcja bazuje na Peugeocie 207.

Swoistą odmianą rallycrossu jest Trophee Andros, francuska seria rallycrossowa, w której wyścigi odbywają się na śnieżnych torach. Od 2010 roku w jej ramach funkcjonuje Trophee Andros Electrique – klasa dla identycznych pojazdów z napędem elektrycznym.

 

Wyścigi moto(E)cyklowe

Motorsport to nie tylko samochody. Od przyszłego roku w ramach Motocyklowych Mistrzostw Świata startuje elektryczny Puchar Świata – MotoE. Do serii dopuszczono prywatne zespoły ze wszystkich dotychczasowych serii MMŚ (MotoGP, Moto2 i Moto3), a kierowcy będą dysponowali identycznymi motocyklami od włoskiej firmy Energica.

Moto w cieniu

Wszystkie wymienione serie należą do przyszłości, a przecież pojazdy elektryczne biorą udział w wyścigach, zanim powstała Formuła E. Rokrocznie wyspa Man staje się na dwa tygodnie centralnym punktem świata wyścigów motocyklowych. Na drogach publicznych jest wytyczony tor i odbywają się wyścigi wielu różnych klas.

Jedną z nich jest TT Zero – klasa dla motocykli elektrycznych (zadebiutowała w 2010 roku). Co roku startuje w niej od czterech do ośmiu zawodników. Czasem pojawiają się konstrukcje studenckie, jednak intersują się nią także duzi producenci. Od 2014 roku w TT Zero wygrywa fabryczny zespół Mugen Hondy, a jeździ w nim (prawdopodobnie) największa legenda wyścigów na wyspie Man – John McGuiness.

Innym słynnym miejscem w historii motorsportu jest Pikes Peak. To tam odbywa się najważniejszy wyścig górski świata. Od lat wśród biorących w nim udział samochodów pojawiają się pojazdy elektryczne. W 2015 roku jeden z nich nawet wygrał wyścig – Rhys Millen dokonał takiego czynu za kierownicą łotewskiego Drive eO PP03.

Wśród motocykli elektryczny rekord należy zaś do Lightning LS-218. Jak podaje producent, to najszybszy produkcyjny elektryczny motocykl na świecie.

fot. Flickr.com, Daniel Hartwig from San Mateo, CA, USA