Krzysztof  Garwatowski:  Księżyc na biało-czerwono  

Turbosłowianie i Wielka Lechia

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu artykułu na podcaście. Czyta Paweł Sito.

Odnośnie metod badawczych – mam swoje własne i nie muszą być one zgodne ze „stricte naukowymi”.

Janusz Bieszk, autor książek o Turbosłowianach i wytrwały propagator idei Wielkiej Lechii

Mniej więcej od czasów Joachima Lelewela, a może i wcześniej, jesteśmy permanentnie otumaniani kłamstwami na temat naszej historii. Oficjalna historia – prokatolicka, prokościelna i pozaborowa – ma nam odebrać historyczną wielkość, która stawia Polskę i jej poprzedniczkę, Wielką Lechię, w rzędzie największych z największych, tuż obok imperium Aleksandra Wielkiego, Kserksesa czy Rzymu cezarów. Brak dowodów, że Wielka Lechia w ogóle kiedykolwiek istniała, tylko potwierdza ten fakt. Bo jakaż inna byłaby przyczyna wielkiej zajadłości, z którą przez pokolenia te dowody niszczono i przed nami ukryto?

Wyznawcy turbosłowianizmu i Wielkiej Lechii stawiają sobie za cel przywrócenie prawdziwej wiedzy o naszych dziejach. Jesteśmy potomkami kosmitów. Tysiące lat temu mieliśmy imperium na pół świata – twierdzą. Gdy czytam rozpowszechniane przez nich bzdury, chętnie zgodzę się, że ich autorzy lokują się wśród kosmitów. Dokładnie gdzieś między Alfem, E.T. a zielonymi ludzikami z filmu Marsjanie atakują.

Dzieje turbo-historycznego pisarstwa mają w Polsce wielowiekowa tradycję, z której wyznawcy turbosłowianizmu czerpią pełnymi garściami. Ich biblią jest Kronika Wincentego Kadłubka. Napisane na przełomie XII i XIII wieku dzieło krakowskiego biskupa, obejmujące dzieje Polski od czasów najdawniejszych do roku 1202, jest barwną opowieścią, którą według dzisiejszych standardów zaliczylibyśmy do kategorii fantasy, ewentualnie fantastyki historycznej. Przypomnijmy, że w Kronice znajdują się między innymi:

  • opis rządów braci Grakchów (rzymskich polityków i reformatorów z II wieku p.n.e.) w Polsce,
  • wywiedzenie nazwy Wandalów od polskiej królowej Wandy, córki króla Kraka,
  • opis zatargu Polaków z Aleksandrem Macedoński i walkach z Juliuszem Cezarem.

Wyznawcy Wielkiej Lechii twierdzą, że to wszystko prawda. Na stronie polskaabc.pl czytamy: Oficjalnie, historycy uważają je za niezbyt wiarygodne, ponieważ wątki dziejów Polski (Lechii) przeplatają się z dziejami Aleksandra Wielkiego, Juliusza Cezara, Grakchów itp. Aby umniejszyć znaczenie tej kroniki, oficjalnie podaje się że autor „wpisał bajki” w celu osiągnięcia efektów estetycznych lub moralnych i że autor swobodnie przeinacza fakty. Odpowiedzialni za to są oczywiście Niemcy. To oni, przy współpracy Joachima Lelewela, w czasie zaborów pozmieniali i sfałszowali prawdziwą historię. Samej Kroniki zaś nie napisał krakowski biskup, tylko prapiastowscy autorzy, którzy decyzją zaborców mieli popaść w zapomnienie.

– To zaborca niemiecki zmanipulował i ustanowił naszą historię oraz panowanie władców dopiero od 550 roku, odcinając 2400 lat naszej starożytnej historii od XVIII wieku p.n.e. – mówi w wywiadzie dla polonijnego Nowego Dziennika Janusz Bieszk, autor książki Słowiańscy królowie Lechii i naczelny bzduroopowiadacz turbosłowianizmu. – W tym celu wymyślił błędnie Piasta i dynastię Piastowską, która jest uparcie utrzymywana do dziś. Nigdy bowiem nie było takiego imienia. Słowo piast jest skrótem od piastuna, czyli majordoma (zarządca dworu królewskiego). Tak więc: piast=piastun=majordom i nic więcej. A nasza historiografia nadal utrzymuje dynastię nazwaną od zawodu piastuna, czyli majordomową. A tak naprawdę, jest to wielka dynastia Lechitów lub Lechicka.
Dokonano tego specjalnie, żeby ukryć i zapomnieć nazwy: Lechia, Lechy, Lechici, lechicki czy dynastia Lechicka, król lechicki. Zmieniono także tytuły kronik lechickich, nazywając polskimi np. Kadłubka itd. 

Wielka Lechia
Kadr z filmu na YT: Terytorium i stolice Imperium Lechitów na przestrzeni wieków. Konsultacje i nadzór merytoryczny Janusz Bieszk

Na publikowanych i rozpowszechnianych w internecie mapkach tak zwana Wielka Lechia obejmuje w zasadzie cały obszar znanego świata poza Imperium Rzymskim – ziemie Germanów, dzisiejsza Polskę, Ukrainę, Białoruś, Rosję… i co tam sobie kto jeszcze zamarzy. W zasadzie można być zaskoczonym, że nie udało się Turbosłowianom zdobyć i przemalować Księżyca na biało-czerwono.

Według Bieszka Polska powstała około 1800 roku p.n.e., czyli w czasach Hammurabiego i na długo przed powstaniem cywilizacji greckiej. Została założona przez króla Sarmatę, który przybył z Elamu na Bliskim Wschodzie. Dalej Bieszk opisuje między innymi walki Lechitów z Juliuszem Cezarem w… Syrii w 53 roku p.n.e., gdzie wspólnie z Persami pokonali rzymskiego wodza. Podobno podziw Cezara dla Lechitów był tak wielki, że zaproponował królowi Lechowi III ślub ze swoją starszą siostrą Julią.

Z pojedynczych, wyrwanych z kontekstu zdań pozbieranych w przeróżnych miejscach (nawet w Biblii!) wyznawcy turbosłowianizmu dowodzą, że Wielka Lechia naprawdę istniała, ale pamięć o niej została skutecznie zatarta. Nie przeszkadza im całkowity brak jakichkolwiek dowodów archeologicznych. To ma właśnie potwierdzać tezę o przemyślnym i systematycznym niszczeniu śladów, które miało zacząć się już w IX wieku, a osiągnąć apogeum po przyjęciu chrześcijaństwa przez Mieszka I i za Bolesława Chrobrego.

Głównym źródłem, na jakim wielkolechici opierają swoje bzdury, jest Kronika Prokosza. To dziełko wywołało spore zamieszanie tuż po rozbiorach. Opublikowane w 1825 roku spotkało się z niemal entuzjastycznym przyjęciem części ówczesnych historyków, w tym Juliana Ursyna Niemcewicza. Napisana rzekomo w XI wieku przez mnicha Prokosza kronika była balsamem na porozbiorowe i ponapoleońskie sny o przebrzmiałej potędze Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Okazało się jednak, że jest fałszerstwem, napisanym w XVIII wieku przez znanego fałszerza Przemysława Dyjamentowskiego. Odkrył to i udowodnił właśnie Joachim Lelewel i dlatego uznawany jest on za wcielenie zła przez Bieszka i innych wyznawców turbosłowianizmu.

Cała sprawa może jest śmieszna i świetnie nadaje się na wakacyjną opowiastkę, tuż obok wieloryba w Warszawie. Opis dziejów Wielkiej Lechii w wykonaniu Bieszka ma tyle wspólnego z wiedzą historyczną, co książki o Harrym Potterze z opisem socjologiczno-społecznych dylematów współegzystencji dualistycznego mugolsko-czarodziejskiego społeczeństwa współczesnej Wielkiej Brytanii. Jednak w promocje idei Wielkiej Lechii zaangażowały się, niestety, poważne instytucje. Książki Bieszka wydało i promuje szacowne wydawnictwo Bellona, znane i cenione ze względu na bogaty dorobek publikacji historycznych i wojskowych.

Sny o przebrzmiałej potędze Wielkiej Lechii podobają się również politykom. Kilka miesięcy temu tweetował o tym poważny skądinąd człowiek, były minister rolnictwa Marek Sawicki, który napisał: Kto wyjaśni dlaczego od prawie 4-ech tyś. lat w przekazach Persów, Rzymian pojawia się wielka Lechia, Sarmacja Europejska i Azjatycka, a nikt w programach nauczania historii o tym nie informuje. Na szczęście były minister nie zaangażował się zbyt mocno w promowanie tej idei. Od wielkości do śmieszności czasem jest tylko jeden tweet.

Niestety, ze smutkiem stwierdzam, że Bellona kontynuuje bajeczną serię. W jej katalogu wydawniczym pojawiły się kolejne pozycje. W jednej z nich Paweł Szydłowski, osiadły w Kanadzie youtuber polskiego pochodzenia, twierdzi, że Polacy/Sarmaci przybyli do Europy z Wyspy Wielkanocnej (a tam pozostawili po sobie słynne posągi). Ten sam autor w innej ze swoich książek pisał, iż Mojżesz nie był Żydem, a Dekalog otrzymał od przedstawicieli obcej cywilizacji z kosmosu. Rozumiem, że w dzisiejszych czasach w działalności wydawniczej, jak w każdej innej, najważniejszy jest zysk, a na takich sensacyjnych pozycjach wydawniczych łatwo zarobić, jednak poważne wydawnictwo powinno te bzdury opatrzyć jakimś komentarzem. Albo przynajmniej wydać w serii fantasy.

Wielka Lechia
Kadr z jednego z filmików zamieszczanych na YT przez Pawła Szydłowskiego

 


 

Wielka Lechia
Okładka Super Expressu, 2018-08-06

Tytuł bzdury tygodnia zdobywa tym razem rozpowszechniony przez Super Express news o zmianie programu Rodzina 500 plus w program Rodzina 1000 plus. Zastanawiam się tylko, czy był to fejk news spod znaku postprawdy świadomie wyprodukowany przez dziennikarzy, żeby mieć sensacyjną jedynkę, czy też dziennikarze dali się podpuścić politykom i wypuścili szczura bez sprawdzenia informacji.



 

Dziękuję internaucie o nicku aRTI za podsunięcie tematu Turbosłowian i Wielkiej Lechii.

Zapraszam do komentowania i przesyłania nominacji w Nieustającym Konkursie na Bzdurę Tygodnia.

Krzysztof Garwatowski
Rocznik 1967. Eksharcerz, eksnauczyciel, obecnie dyrektor programowy w wydawnictwie Pink Press. Aktywnie działa w społeczności lokalnej na warszawskiej Białołęce. Wyznawca nauki i wielbiciel science-fiction.