OD REDAKCJI: Nasz artykuł z ubiegłej soboty, 9 marca 2019 SYTUACJA NA POLU KREWETEK. Ani owoce, ani morza (dla tych którzy nie czytali zamieszczamy poniżej) wywołał reakcje w różnych zakątkach Internetu. Wydaje nam się, że warto, abyśmy te głosy przedstawili, ponieważ jest to wyraźna sytuacja zawiązywania się społeczności konsumenckiej wokół REO, czemu możemy tylko 👏 przyklasnąć (treść listów zachowana w wersji oryginalnej).

 

M.R. Kłodzko: Mimo, że red. Pogryź i Bułgajewski wyraźnie piszą, że aquakultura rolna to wieloletnia tradycja azjatycka, ja podziękuję już. Dla mnie to po prostu oszustwo. Na szczęście w obu głównych konkurujących ze sobą sieciach handlowych kupić można krewetki argentyńskie – czerwone, jędrne i nieoślizgłe.

Niki: Znaczy nasi importerzy kupują towar, bo tani.
Chyba żaden kraj europejski nie odławia krewetek i nie prowadzi masowej hodowli tych skorupiaków. Chyba … ?
Skoro więc sprowadza się je z poza granic EU to czy nie było by logiczne wprowadzenia obostrzeń (obowiązkowa certyfikacja, badania na obecność określonych substancji).
Skoro biurokracja unijna czepiała się krzywizny banana …
… to jaki problem zająć się krewetką.

To my (konsumenci) mamy kontrolować to co należy do obowiązków instytucji takich jak:

Inspekcja Handlowa
Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych
Inspekcja Ochrony Środowiska
Inspekcja Weterynaryjna
Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa
Państwowa Inspekcja Sanitarna

Czy nie powinniśmy wymagać od dyrekcji sieci handlowych, hurtowników, importerów że będą wybierać do swojej oferty jedynie produkty sprawdzone, przebadane, certyfikowane a jeżeli już najtańsze to tylko takie które nie zagrożeń niosą dla zdrowia klienta.

Idąc do sklepu domagam się, że zostanie mi sprzedany produkt bezpieczny.

Wiktoria B: Całkowicie popieram postulaty Niki. Krewetki to symbol wielkomiejskiej klasy średniej, wydawałoby się grymaśnej w sprawie jakości produktów bardziej, niż cen. Wybieramy warzywa bio, choć widać że zwykłe są w Polsce bardzo dobrej jakości. Płacimy więcej za proszki niemieckie, choć polskie oczywiście także spełniają normy; może nie piorą aż tak mocno ale nie niszczą rąk czy ubrań. Chodzi mi o to że na bardzo wielu jak to piszecie „polach” Polacy przebierają w markach towarów, starając się kupić te najlepsze gatunkowo. Jestem częstą klientką stoisk z tak zwanymi „owocami morza”. Fakt, że jak widzi się to zdjęcie ze Squida to ta nazwa zaczyna być groteską, ale proszę mi wierzyć że nigdy nie widziałam innych klientów którzy dopatrywali by się na wietnamskich nieczytelnych etykietkach czy krewetka jest Oceaniczna, czy jest z pola jak ziemniaki. Wszak oczywiste niby jest, że krewetki=luksus! Wasz artykuł wśród moich znajomych wywołał SZOK! Przyjaciółka o mały włos nie miała torsji.

Proszę, idźcie za ciosem i tak jak napisano tuwe wpisie, zmuście powołane do tego służby by to ktoś odpowiedzialny za to zawodowo a nie każdy z nas (bez żadnych kompetencji) dopuszczał na rynek tylko dobre jakościowo z odpowiednich zbadanych warunków „połowu” zarówno seefoods, jak i ryby. Btw tego co napisaliście o tilapii naprawdę lepiej nie czytać w granicach ± 3 h od posiłku. Czy naprawdę na polski rynek trafia ryba karmiona gnojowicą? Do których sklepów, a właściwie do których sklepów nie?

Parol: Ok, powiedzmy że jestem w stanie pogodzić się, że tak to już jest z krewetkami. Przeraziło mnie to co napialiście tylko mimochodem, a powinniście poświęcić tej aferze duży artykuł jeśli nie jakąś akcję. Tak, jestem takim rodzicem, o jakim pisze w tekście- karmię dwoje moich dzieci (11 i 7 lat) pangą. Wydawało mi się, że to delikatna ryba, faktycznie, że „samo mięso” nie boję się że dzieciom stanie ość w gardle. Teraz to mi w gardle staje ten „produkt” na myśl, że mogliśmy to jeść z rodziną. To niesłychane, że od tylu lat jest sprowadzana z Wietnamu do Polski mimo tak obrzydliwych warunków hodowli. Bo tak się składa proszę państwa, że od razu zacząłem szukać w Internecie i o ile rzeka Mekong jest czysta o tyle nie można powiedzieć tego o warunkach hodowli. Gazeta Zdrowie pisze: „Zdaniem specjalistów za brak substancji odżywczych odpowiedzialni są hodowcy. Duże zagęszczenie ryb, do tego zanieczyszczone zbiorniki i pasze naszpikowane antybiotykami oraz hormonami sprawiają, że panga traci wiele cennych dla człowieka substancji.” Do tego rezolutnie dodają, że nie ma problemu jeśli chodzi o okazy wolno żyjące. Nie ma co, świetne pocieszenie w tej sytuacji, że do Polski te akurat nie są sprowadzane (…)

Barbara K: To one już ugotowane? 🙂 (Jak rozumiemy chodzi o kolor, który na ogół pojawia się dopiero po obróbce termicznej – red.)

Niki2: (..,) Nie tylko polskie instytucje mają obowiązek kontroli co jest dostępne na naszym rynku. Mamy również Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności
i choć jest to tylko organ doradczy (bo bezpieczeństwo żywności w UE jest obowiązkiem poszczególnych krajów) powinien również zajmować się tym co na teren UE jest wwożone. Jak by nie patrzeć polityka zagraniczna (również żywnościowa) wobec krajów niestowarzyszonych np Indonezji, Wietnamu leży w kwestii UE.

Niedawno wyszła afera nielegalnego uboju chorych krów.
Francuzi “eksplodowali” hejtem na polskie ubojnie i producentów wołowiny, i szukali 800 kg mięsa. Trochę matmy, krowa w zależności od rasy waży 450-1800 kg, tusza to 60-70% masy krowy to daje widełki 270-1260 kg masy tuszy.
Nawet biorąc dolne 270kg oznacza to że do Francji trafiło mięso z mniej niż trzech zwierząt.
Tak wiem że ubój chorych zwierząt na mięso z przeznaczeniem dla ludzi to patologia, Jednak “Znaj proporcjum, mocium panie”.
Widzę różnicę w tym jakie szambo się rozlało na polskich producentów wołowiny, choć od razu po ujawnieniu sprawy zamknięto “na amen” zakłady w których dopuszczano się nadużyć. Jednocześnie dopuszcza się import pangi tilapii, pangi i krewetek gdzie nie wiemy w jakich warunkach są hodowane. (tysiące ton) i jakoś cisza.

Zabrzmię teraz jak propagandzista polskiego przemysłu spożywczego.
Kupujcie polskie produkty, im bliżej producenta jest klient tym mniejsze prawdopodobieństwo przewałek a i kontrolować łatwiej.

 

Co sądzicie, Drodzy Czytelnicy, na ten temat? Prosimy o komentarze pod artykułem, bądź w naszych mediach społecznościowych. Do sprawy oczywiście powrócimy.

 

OTO ARTYKUŁ, KTÓRY WYWOŁAŁ DYSKUSJĘ:

 

AUDIO REO. Posłuchaj nagranego artykułu. Czyta Danuta Stachyra. 8’53”

Krewetki wciąż uważane są za wykwintne pożywienie, mimo że mocno się upowszechniły. Czy jest różnica między krewetką odławianą z morza, a tą hodowaną na azjatyckiej farmie? Zależy od gatunku. No i od tego, JAK je się hoduje.

Aż szkoda psuć reputację

Krewetki są doskonałym źródłem wysokowartościowego i łatwo przyswajalnego białka, Jednocześnie mają niską zawartość tłuszczu, a więc są lekkostrawne. Do tego smaczne. I niskokaloryczne. Dodatkowo – jak każde skorupiaki – zawierają witaminy z grupy B. To kobalamina (witamina B12), odpowiedzialna za produkcję czerwonych krwinek oraz niacyna (B3), która reguluje pracę układu nerwowego i metabolizm. W krewetkach znajdziemy również jod, wapń, selen, fluor oraz – w mniejszych ilościach – żelazo, magnez i cynk.

Jedyna wada jest taka, że zawierają dużo cholesterolu, ale ten na szczęście znajduje się w głowie oraz w ikrze tych zwierząt, czyli części, których zazwyczaj się nie spożywa. Podsumowując: krewetki jak najbardziej powinno się jeść. Ale.

Akwakultura to azjatycka tradycja

Akwakultura, czyli metoda hodowli organizmów wodnych w sztucznie utworzonych zbiornikach na lądzie. Istnieje od setek lat. W Azji hodowla krewetek należy do tradycyjnej produkcji rolnej. Nie jest niczym, co mogłoby wzbudzać jakiekolwiek kontrowersje i obawy. Wykorzystanie stawów ze słoną wodą zwanych tambaks znano w Indonezji już w XV wieku. Była to hodowla prowadzona na małą skalę, głównie dla miejscowych i regionu, zarówno jako monokultura, jak i z innymi stworzeniami wodnymi, często z rybami.

Hodowla polna krewetek w Chinach

Do hodowli wykorzystywano bardzo często pola ryżowe, na których w czasie pory suchej nie można było go uprawiać. Stare metody były stosowane zarówno w rejonach przybrzeżnych, jak i wzdłuż koryt rzecznych. Najbardziej odpowiednie – i też najchętniej wykorzystywane do hodowli krewetek – były tereny przybrzeżnych lasów mangrowych, czyli namorzynów. Są to lasy, które rosną tam, gdzie warunki dla innych drzew i krzewów są zabójcze, czyli w słonej wodzie i w palącym słońcu.

A więc to nic strasznego, prawda? Niestety nie do końca.

Intensyfikacja intensyfikacji

Dawniej nie intensyfikowano hodowli, nie stosowano żadnych środków stymulujących wzrost. I co najważniejsze – nie zakłócano równowagi środowiska. Czyli dawne hodowle były tak samo tradycyjne jak dawne rolnictwo. Bez chemii, bez tłoku, bez pogoni za maksymalizacją zysku wszelkimi dostępnymi metodami… Niestety, dziś tak już nie jest. I na tym polega kłopot. To nie akwakultura jest zła, to nie krewetki są niedobre, ale metodologia hodowli. Podobnie jak u nas z drobiem…

Początek nowoczesnych farm krewetkowych w Japonii datuje się na lata 30. XX wieku. W latach 60. istniały już tam przemysłowe farmy hodowlane – powstała nowa gałąź przemysłu spożywczego. Dekadę później nastąpił gwałtowny rozwój techniczny metod hodowli, który pozwolił na jej intensyfikację. Było to związane z ciągle rosnącym popytem – wzrost liczby ludności, bogacenie się społeczeństw, rozwój handlu światowego. W efekcie, farmy hodowlane zaczęły rosnąć dosłownie jak grzyby po deszczu w całej tropikalnej i subtropikalnej strefie klimatycznej. A jednocześnie zaczęły kurczyć się zasoby krewetek żyjących w oceanach.

I mamy teraz to, co przyprawia o ból głowy wszystkich smakoszy. Dlaczego? Nowe technologie umożliwiły wielokrotną intensyfikację metod hodowlanych. Inaczej mówiąc, stało się możliwe hodowanie wielkiej ilości krewetek na bardzo małej przestrzeni.

Antybiotyki i brak higieny

Krewetka biała i tygrysia to dwa gatunki, które stanowią obecnie 80% krewetek hodowlanych. Te przemysłowe monokultury, wzrastając na małej przestrzeni, są bardzo podatne na choroby. Odnotowano wiele razy całkowite załamanie regionalnej produkcji właśnie z tego powodu. Itak jak w hodowli kurczaków czy świń – odpowiedzią stały się antybiotyki.

Inna rzecz to nieeuropejskie standardy higieny. Na przykład lód, w którym są transportowane krewetki najczęściej pochodzi z kranówki. Patogeny trafiają więc do żywności. W ogóle w azjatyckich krajach ciężko mówić o wysokich wymogach w tym zakresie.

Jak kupować

Co nam pozostaje? – Możemy z krewetek zrezygnować, albo kupować je z rozmysłem. Ważną kwestią jest zapach. Większość z nas przy kupnie owoców morza kieruje się powonieniem. Jest to podstawowa zasada do określenia świeżości produktu. Jeżeli wyczuwamy zapach zbliżony do morza i wodorostów, możemy zdecydować się na wybór krewetek. Jeśli zaś odczuwamy nieprzyjemne powonienie, które drażni nasze nozdrza, zdecydowanie proponuję zrezygnować z zakupów – radzi mgr inż. Monika Turniak, dietetyk z firmy Mój Dietetyk.

fot. publicdomainpictures.net

Kupując krewetki mrożone, musimy zwrócić uwagę na kwestię lodu. Zbyt duża jego warstwa może świadczyć o niewłaściwych warunkach przechowywania skorupiaków. Wybierajmy te w opakowaniach próżniowych. Kierujmy się także tym, skąd pochodzą i jak zostały dostarczone. Takie informacje znajdują się na każdym opakowaniu (zazwyczaj napisane niewielkim drukiem). Wiele też mówi sama cena: zbyt tani produkt powinien wzbudzić naszą czujność. A są i krewetki wysokiej jakości, hodowane w akwariach, w których panują warunki zbliżone do naturalnych.

Na (jakościowym) bezrybiu i ryba jak krewetka 

To samo dotyczy ryb, które hoduje się w Azji: kwestia antybiotyków, chorób, sposobu przetwarzania i tak dalej. Na przykład tilapia w chińskich farmach jest karmiona świńską gnojówką. Niektórzy z nas jadają pangę – nie ma ości, więc nadaje się nawet dla młodszych dzieci. Jednak pangi – tak jak krewetki – są hodowane i przerabiane w złych warunkach. Głównym producentem jest Wietnam, gdzie panga hodowana jest w klatkach, zanurzonych w rzece Mekong. Rzeka ta nie należy do czystych, więc już z tego powodu ryba zawiera duże ilości toksyn. Nie ma za to kwasów omega-3.

Cóż, pozostaje nam tylko uważać na to, co kupujemy. Albo przejść na weganizm lub przynajmniej na wegetarianizm.

 


REO POLECA

📻 NAUKOWCY opracowali dietę zdrową dla planety Ziemia. I jej mieszkańców