Michał Michałowski: Kres gatunku?

Populację żółwia zielonego zdominowały samice. Czy gatunek przetrwa do czasu, gdy poradzimy sobie ze zjawiskiem globalnego ocieplenia?

Nowe badania wskazują, że winną za niebezpieczny trend zaniku samców żółwia zielonego należy obarczać nie co innego, a zmiany klimatu. W ostatnim czasie bowiem, z jajeczek na północnych plażach Wielkiej Rafy Koralowej wykluwają się same samiczki. To kolejny zagrożony gatunek coraz bliżej wyginięcia.

Problem od jajka
Zacząć należy od upewnienia czytelnika, że ani samice, ani feminizacja nie są stawiane tutaj w negatywnym społecznie świetle. Cały gatunek żółwia zielonego powinien mieć już jednak nie, jak dotąd, status wysokiego ryzyka wymarcia, a status gatunku krytycznie zagrożonego. Rosnąca liczba narodzin samic i zauważalny brak samców, w perspektywie kilku pokoleń prowadzi do zaniku możliwości przetrwania populacji. Żółwie te, podobnie jak pingwiny białookie, chociaż niekoniecznie w ten sam sposób, cierpią z powodu rozpłodowej katastrofy. Czy okaże się ona ostatnią prostą ku wyginięciu?

Badanie przeprowadzone w ramach projektu Rivers to Reef to Turtles, realizowanego przez australijski oddział World Wide Fund for Nature, jako przyczynę praktycznie całkowitej feminizacji populacji żółwia zielonego zamieszkującej północny rejon Wielkiej Rafy Koralowej, wskazuje rosnącą temperaturę. Biolog morski Michael Jensen z Amerykańskiej Narodowej Służby Oceanicznej i Meteorologicznej, główny autor pracy opublikowanej na łamach magazynu naukowego Current Biology, zwraca uwagę szczególnie na to, że niebezpieczne dla tych gadów zjawisko trwa już od ponad dwóch dekad. Plaże na północy są miejscem rozrodu dla 200 tysięcy samic, a jeśli nic się nie zmieni, nie będzie już komu zakopywać w piasku nowych jajeczek.

U większości gadów płeć osobnika uzależniona jest od temperatury inkubacji zarodka

Zbyt gorący piasek
W jaki sposób zmiana klimatu wpływa na płeć żółwi? Od czasu rozkwitu epoki przemysłowej temperatura na planecie podniosła się o już prawie jeden stopień Celsjusza. Cieplejszy jest piasek, w którym samice zakopują swoje jajeczka, a także woda, która falami wdziera się na plażę. U większości gadów płeć osobnika uzależniona jest od temperatury inkubacji zarodka[->]. W przypadku żółwi samiczki rodzą się, jeśli jest ona wyższa od optimum, wynoszącego 29,3 stopnia Celsjusza, a samce, jeśli jest o kilka stopni niższa. Nie prognozuje się zatrzymania globalnego ocieplenia na przestrzeni najbliższych dekad, a więc feminizacja populacji będzie coraz bardziej intensywna.

Na potrzeby badania schwytano 411 żółwi w Parku Narodowym Howick Group (Australia), który to park odwiedzają zarówno osobniki zamieszkujące północną, jak i południową część Wielkiej Rafy Koralowej. Za pomocą testów genetycznych, biologom udało się określić płeć zwierząt, a także dokładne miejsce, w którym przyszły na świat. Wśród zielonych żółwi z ciepłych plaż północnej części rafy, samiczki stanowiły 99,1% maluchów, 99,8% młodych osobników oraz 86,8% dorosłych. U południowców, gdzie wzrost temperatury jest słabiej odczuwalny, a wody chłodniejsze, panuje bardziej równomierny rozkład płci, niemniej z korzyścią na rzecz samic wynoszącą od 65% do 69%.

Być albo nie być
Żółwie zielone są ważną częścią wodnego ekosystemu, a niektórzy przyrównują je wręcz do krów zamkniętych w skorupach. Oskubują one morską trawę i tym samym dbają o jej dobrą kondycję. Na przeżycie zasługują jednak niezależnie od swojej funkcji. Opisany powyżej problem to kolejny przykład negatywnego wpływu globalnego ocieplenia na bioróżnorodność planety. Jak wiele gatunków zajdzie jeszcze na sam skraj przepaści, zanim klimat ustabilizuje się na dopuszczalnym poziomie? Dla żółwia zielonego jest to już dosłowne być albo nie być.


Źródło: worldwildlife.org