KOSMICZNA BZDURA

Czucie i wiara silniej mówi do nas

Kosmici stworzyli ludzkość i naszą cywilizację. Ta teza wywołuje wielkie kontrowersje wśród przedstawicieli nauki. Jednak wyznawcy prawdziwej wiedzy nie mają wątpliwości, że tak właśnie było. Bo jak inaczej wyjaśnić niesamowite osiągnięcia starożytnych, a przecież niezwykle prymitywnych cywilizacji, które tworzyły gigantyczne budowle za pomocą równie prymitywnych technologii. Wiedza o tych ingerencjach jest skrzętnie ukrywana przed nami przez światowych mocarzy i rządy, które jak zwykle robią wszystko, żeby ludzie tkwili w nieświadomości. To zresztą potwierdzałoby tezę, że i dzisiaj rządzący znajdują się pod wpływem Obcych. Dowodów na to nie brakuje.

Pierwsze wzmianki o pozaziemskich cywilizacjach pojawiły się już w starożytności. Wystarczy wczytać się w mitologie dowolnej religii, żeby dostrzec, iż de facto opisują one wpływ potężnych nieziemskich istot na ludzkość.

Opisy pozaziemskiej cywilizacji pojawiły się po raz pierwszy w napisanej w latach 165-175 naszej ery satyrze Lukiana z Samostat, zatytułowanej Prawdziwa historia. Co prawda umieścił on akcję swojego dzieła nie na żadnej odległej planecie, ale na Księżycu, trudno się jednak temu dziwić, biorąc pod uwagę stan ówczesnej wiedzy astronomicznej. Może była to jednak prorocza wizja bazy kosmitów na ziemskim satelicie? W końcu tak naprawdę nie wiemy, co się dzieje po ciemnej stronie Księżyca albo pod jego powierzchnią, a nasze wizyty na Srebrnym Globie trudno uznać za przeprowadzenie poważnej eksploracji, która by mogła w stu procentach te wątpliwości rozwiać.

Za dowód, że Lukian mógł mieć rację, niech posłuży fakt, że idea świetlistych istot z Księżyca powróciła w japońskiej Opowieści o zbieraczu bambusu, powstałej w okresie Heian (lata 794-1185), a uznawanej za najstarszy zabytek prozy artystycznej Kraju Kwitnącej Wiśni. Czy ta zbieżność nie jest zastanawiająca? Czy mogła zdarzyć się przez przypadek?

Te dwa przypadki na przestrzeni tysięcy lat pokazują, jak skutecznie blokowana była wiedza o kosmitach. Sprzyjała temu niewielka znajomość astronomii. Jednak ludzkość w końcu dotarła do prawdy. Stało się to za sprawa Herberta Georga Wellsa i jego wizjonerskiej powieści Wojna światów z 1898 roku, niesłusznie zaliczanej do gatunku science-fiction. Czy nie należy raczej potraktować jej jak prorocze ostrzeżenie przed tym, co czeka ludzkość, jeśli spróbuje się przeciwstawić swoim kosmicznym władcom? Niech nas nie zwiedzie optymistyczne zakończenie tego dzieła. Jest takie dla niepoznaki, żeby uśpić naszą czujność.

fot. goodfreephotos.com / DasWortgewa

Za sprawą powieści Wellsa temat kosmitów wkroczył do pop-kultury, ale stał się również inspiracją dla badaczy i poszukiwaczy prawdy. Ich głównym przedstawicielem jest Erich von Däniken, z zawodu hotelarz. Dzięki dogłębnej analizie źródeł i właściwej ich interpretacji szwajcarski wizjoner dostrzegł to, czego ludzie uparcie zauważyć nie chcieli – dowody na ingerencję Kosmitów w naszą cywilizacje.

Pierwszym dowodem są biblijne opisy zniszczenia Sodomy i Gomory oraz wizji proroka Ezechiela. Däniken zauważył, że to, co zdarzyło się w dwóch grzesznych miastach da się wytłumaczyć racjonalnie jedynie jako wybuch bomby atomowej, a przecież starożytni Izraelici nie dysponowali taką technologią. Podobnie opisany w Księdze Ezechiela rydwan musi być niezwykłym pojazdem, cudem technologicznym, który musiała stworzyć wyższa cywilizacja. Cytat za Biblią tysiąclecia:

Wygląd tych kół <i ich wykonanie> odznaczały się połyskiem tarsziszu, a wszystkie cztery miały ten sam wygląd i wydawało się, jakby były wykonane tak, że jedno koło było w drugim. Mogły chodzić w czterech kierunkach; gdy zaś szły, nie odwracały się idąc. Obręcz ich była ogromna; przypatrywałem się im i oto: obręcz u tych wszystkich czterech była pełna oczu wokoło. A gdy te istoty żyjące się posuwały, także koła posuwały się razem z nimi, gdy zaś istoty podnosiły się z ziemi, podnosiły się również koła. Dokądkolwiek poruszał je duch, tam szły także koła; równocześnie podnosiły się z nimi, ponieważ duch życia znajdował się w kołach. Gdy się poruszały [te istoty], ruszały się i koła, a gdy przestawały, również i koła się zatrzymywały: gdy one podnosiły się z ziemi, koła podnosiły się również, ponieważ duch życia znajdował się w kołach. Nad głowami tych istot żyjących było coś jakby sklepienie niebieskie, jakby kryształ lśniący, rozpostarty ponad ich głowami, ku górze. Pod sklepieniem skrzydła ich były wzniesione, jedno obok drugiego; każde miało ich po dwa, którymi pokrywały swoje tułowie. Gdy szły, słyszałem poszum ich skrzydeł jak szum wielu wód, jak głos Wszechmogącego, odgłos ogłuszający jak zgiełk obozu żołnierskiego; natomiast gdy stały, skrzydła miały opuszczone. Nad sklepieniem które było nad ich głowami, rozlegał się głos; gdy stały, skrzydła miały opuszczone.

Podobne opisy znajdują się, zdaniem Dänikena, również w takich dziełach, jak indyjska Mahabharata czy mezopotamski Epos o Gilgameszu. Czy to przypadek, że w literaturze i mitologii tak odległych ludów pojawiają się tak podobne wizje?

“Lądowisko” dla kosmitów. Nazca, Peru. fot. wikimedia.org / Diego Delso

Kolejne dowody wskazywane przez szwajcarskiego pisarza maja charakter materialny. Skąd wzięły się gigantyczne geoglify na pustyni Nazca w Peru? Ich kształt jest widoczny przecież dopiero z dużej wysokości. Jak prymitywne kultury prekolumbijskiej Ameryki Południowej miałyby je stworzyć, skoro nie znały samolotów, ani nawet balonów? Do tego naskalne rysunki dziwnych postaci, ubranych w coś, co do złudzenia przypomina hełmy kosmiczne. Co ważne, takie postacie pojawiają się w malowidłach naskalnych nie tylko w Ameryce, ale również w innych częściach świata, na przykład w Val Camonica we Włoszech. Czy to mogły powstać przypadkowo w miejscach tak odległych w czasie i przestrzeni?

Posągi Moai na Wyspie Wielkanocnej fot. pixabay.com

Do tej samej kategorii należą wielkie posągi Moai na Wyspie Wielkanocnej czy piramidy w Egipcie, czy Meksyku. Przecież to oczywiste, że nie udałoby się ich zbudować za pomocą prostych technik, bez ingerencji potężnych mocy, a przecież w czary nikt nie wierzy! Oficjalna nauka próbuje znaleźć odpowiedzi na te pytania bez odwoływania się do starożytnych kosmitów, ale nie dała póki co niepozostawiających wątpliwości odpowiedzi. Tym bardziej, że doskonale wiemy, komu ta oficjalna nauka służy.

Nieco zaskakujące są duże odległości czasowe między tymi wydarzeniami. Malowidła naskalne we Włoszech powstały około 10 tysięcy lat przed naszą erą, piramidy około 2500 lat przed naszą erą, piramidy Majów w VII-III wieku przed naszą erą, Azteków w pierwszych wiekach naszej ery, posągi Moai około 1000 roku naszej ery. Dziwne wydawać się może, że kosmici dość wybiórczo ingerowali w cywilizację. Na przykład dość konsekwentnie pomijali chińską, ale może chiński kult smoków świadczy właśnie o czymś zupełnie przeciwnym?

fot. unexplained-mysteries.com / Jim Trottier

Wciąż brak również jednoznacznego wyjaśnienia, dlaczego Obcy przenosili się z kontynentu na kontynent i nie dbali o zrównoważony rozwój ziemskich społeczeństw. Dlaczego w ogóle nie ingerowali w budownictwo rzymskie, pozostawiając Rzymian samych z koniecznością zbudowania Koloseum? Zwolennicy paleoastronautycznych bzdur jakoś nie zrażają się tym, że od czasu istnienia systematycznego kronikarstwa i bogatych źródeł pisanych praktycznie zanikły podejrzenia o ingerencje Obcych w naszą historię. A może nadal ingerują, ale dobrze się poukrywali, jak ci, których tak skutecznie demaskuje serial Z Archiwum X?

Wielki sukces – również komercyjny – Dänikena sprawił, że temat stał się modny, a gwałtowne rozprzestrzenianie się kultury New Age podkręciło atmosferę. Doszły do tego filmowe przeboje, w stylu Bliskich spotkań trzeciego stopnia czy Archiwum X, więc dzisiaj wiara we wpływ kosmitów na ziemską cywilizację ma rzesze zwolenników. Ponieważ jest modna, zapewnia oglądalność telewizjom, a jak wiemy dzisiejsza telewizja nie cofnie się przed popularyzacją żadnej bzdury, jeśli tylko ma jej to poprawić słupki w statystykach.

fot. flickr.com / Seth Anderson

Dodatkowo audycje poświęcone temu tematowi (i wielu innym, jak duchy, zjawiska paranormalne itp.) często są ubrane w popularnonaukowa formułę, chociaż jako żywo z nauką (tą oficjalną) nie mają nic wspólnego. Dywagacje o kosmicznych ingerencjach podawane są tak, jakby miały status oficjalnych naukowych teorii, a nie rozważań o ilości diabłów na czubku szpilki. Stosowana jest w nich tradycyjna we wszelkich pseudonaukowych bzdurach metoda przeinaczania faktów i nadinterpretacji.

fot. section51-ufo.com

Prosty przykład. W pierwszym odcinku popularnego serialu telewizyjnego Starożytni kosmici, emitowanego również w Polsce i udającego serię popularnonaukową (a nie fantasy), padają takie słowa:

Egipcjanie określali bogów słowem netyro, oznaczało ono istotę przybyłą z kosmosu. Byli pewni, że ich bogowie zeszli z nieba. Przekazali nam to w swoich tekstach, że Ozyrys, władca Nieba, i jego boska siostra, Izyda, pochodzą z gwiazd i nawet potrafili je wskazać. Ozyrysa wiązali z gwiazdozbiorem Oriona, zaś Izydę z pobliskim Syriuszem. Co ciekawe w Orionie znajduje się tzw. kolebka gwiazd. Gwiazdy w naszej galaktyce rodzą się właśnie w tym miejscu. To niezwykle, że Egipcjanie twierdzili, że właśnie tam narodzili się ich bogowie.

Mówi je egipski naukowiec Robert Bauval, egipski historyk, archeolog i pisarz. Takie wypowiedzi, często są wygłaszane z przymrużeniem oka, albo wyrywane z kontekstu, ale twórcy programu wykorzystują je, żeby uprawdopodobnić swoje absurdalne tezy.

Niestety, żadne racjonalne, najlepiej nawet udokumentowane i potwierdzone naukowo wyjaśnienie nie jest wystarczającym dowodem na to, że Kosmici nie ingerowali w dzieje Ziemi. Tego po prostu udowodnić się nie da w inny sposób, niż dowodząc nieistnienia cywilizacji pozaziemskich. Może odkrycie prawdy tkwi w analizie relacji osób porwanych przez UFO, ale to już temat na inny artykuł. Obiecuję, że do niego wrócę.

***

Tytuł Bzdury Tygodnia
zdobywa pomysł pani Zeng, 51-letniej Chinki, opisany przez Global Times. Mieszkanka chińskiej prowincji Hunan postanowiła twórczo rozwinąć hasło, że owoce są zdrowe. Wykonała koktajl z 20 różnych owoców, zmiksowała je, przefiltrowała i tak otrzymaną miksturę wstrzyknęła sobie. Tylko szybka reakcja męża, który zawiózł wielbicielkę owocowego zdrowia do szpitala, pozwoliła na uratowanie jej życia. Na miejscu lekarze stwierdzili u eksperymentatorki zaburzenia wielonarządowe, obejmujące wątrobę, serce, płuca i nerki. Do tego prowadzi stosowanie altmedowych metod leczniczych.


REO POLECA

📻 Michał Michałowski: Kiedy zasiedlimy Księżyc?

Krzysztof Garwatowski
Rocznik 1967. Eksharcerz, eksnauczyciel, obecnie dyrektor programowy w wydawnictwie Pink Press. Aktywnie działa w społeczności lokalnej na warszawskiej Białołęce. Wyznawca nauki i wielbiciel science-fiction.