REO ALARM: Dziewicze lasy Kanady? Zapomnij! Przemysł petrochemiczny zmienił je w Mordor

Hubert Bułgajewski: Wyjałowiona ziemia, toksyczne jeziora, zanieczyszczona woda. Kto powstrzyma tę katastrofę?

Człowiek, by pozyskiwać paliwa kopalne, zmienia nie tylko klimat. Niszczy miejsca często nietknięte przez cywilizację. Dobitnym przykładem są kanadyjskie kopalnie piasków roponośnych.

Zanim Kanada, to nasz Bełchatów

Do czego jest zdolny człowiek, by dobrać się do surowców takich jak paliwa kopalne? Jest w stanie zrobić dosłownie wszystko – zrównać z ziemią tysiące hektarów dziewiczych lasów, nie przejmując się żyjącymi w nich zwierzętami. Na całym świecie można zobaczyć, jak wielkie obiekty wydobywcze obracają w ruinę lasy, łąki i bagna. Zanieczyszczają glebę, wody gruntowe i cieki wodne, w tym jeziora. Jedne kopalnie mają mały, czasem wręcz znikomy wpływ na środowisko, bo nie zajmują zbyt wiele miejsca. Są jednak obiekty ciągnące się kilometrami – miejsca, od których wieje grozą.

Jednym z nich jest kopalnia węgla brunatnego w Bełchatowie. Jeśli ją kiedykolwiek widziałeś, mogłeś zaniemówić. Ogromna dziura w ziemi. Górnicy, by dobrać się do leżącego na głębokości 30-50 metrów węgla, zdzierają grubą warstwę ziemi, niszcząc tym samym znajdujący się wcześniej ekosystem. Do tego dochodzi oczywiście charakterystyczny dla tych miejsc spadek poziomu wód gruntowych, czemu towarzyszy wysychanie rzek, rowów, opadanie lustra wody w jeziorach i usychanie drzew. Nie mówiąc już o emisjach gazów cieplarnianych do atmosfery, głównie dwutlenku węgla. Czy jednak kopalnia odkrywkowa w Bełchatowie to coś imponującego? Jest coś większego. Znacznie większego.

Ekosystem w starciu z przemysłem

To kopalnie piasków roponośnych w zachodniej Kanadzie, położone dokładnie w północno-wschodniej części prowincji Alberta. Kopalnia węgla brunatnego w Bełchatowie ma w sumie tylko i aż tylko około 35 kilometrów kwadratowych. Kopalnie piasków roponośnych w Kanadzie to gigant – powierzchnia kompleksu wyrobisk liczona jest w setkach kilometrów kwadratowych. Same tylko stawy, w których gromadzone są odpady z wydobycia bitumenu, liczyły w 2009 roku ponad 130 kilometrów kwadratowych.

kanada piaski roponosne
Karibu

Kopalnie odkrywkowe firmy Syncrude – największego producenta tak zwanej ropy niekonwencjonalnej – to odpowiedź na rosnące zapotrzebowania na ten surowiec wskutek spadku zasobów tradycyjnej ropy. O ile mówiąc o kopalniach, myślimy o emisjach CO2 i globalnym ociepleniu, to nie mniejszą wagę ma kwestia środowiska naturalnego. Mowa rzecz jasna o tajdze – największym zbiorowisku leśnym na świecie. W samej Kanadzie tajga, czyli zimozielony las borealny, to liczący ponad 3 miliony kilometrów kwadratowych ekosystem. Bogaty w ryby, owady i ponad 300 gatunków ptaków. Nie licząc oczywiście także wielkiej populacji niedźwiedzi grizzly, wilków czy rosomaków.

Wymieniając ssaki żyjące w ciągnącej się na setki kilometrów tajdze, nie należy zapomnieć o karibu – reniferze występującym w Kanadzie i na sąsiedniej Alasce. Jeszcze cztery lata temu ten gatunek (podobnie jak żyjące na Dalekiej Północy renifery) nie był zagrożony wyginięciem. Ale w 2015 roku karibu uzyskał status zwierzęcia narażonego na wymarcie. Główną przyczyną jest ocieplający się klimat, ale nie bez znaczenia jest rozwój i ekspansja cywilizacji. W Kanadzie zagrożenie dla reniferów jest jeszcze jedno – wielki kompleks kopalń ciężkiej ropy z piasków.

Owszem, kopalnie nie zagarną całej tajgi, lecz liczby robią wrażenie. W kwestii ochrony tego, czego człowiek jeszcze nie zniszczył, liczy się każdy akr ziemi. Wydaje się nam, że nic złego się nie stanie, jak wytniemy kilkanaście czy kilkadziesiąt hektarów lasu? Przecież dalej rośnie las, który ciągnie się znacznie dalej niż ten z bajki o Kubusiu Puchatku. Prawda? A to właśnie tak się zaczyna… I

dziś można zobaczyć z orbity okołoziemskiej miejsce wydobycia ropy z piasków kanadyjskich.

To nie jest już mały punkcik, lecz wielka kraina ciemności, która rozrasta się wraz rosnącymi potrzebami świata na ropę. I wszystko to, co dziś nazywamy ropą. Bo w obliczu wyczerpywania się łatwej do pozyskania ropy karczujemy tysiące hektarów lasów, a potem ogromnym nakładem wydobywamy ropę, która jeszcze kilkanaście lat temu z punktu widzenia ekonomii nie nadawała się do wydobycia. Dziś się nadaje, bo jej rynkowe ceny są odpowiednio wysokie.

Proces niszczenia

Piaski roponośne Kanady to obszar, który w sumie zajmuje powierzchnię blisko połowy wielkości Polski.

Co to oznacza? To, że jeśli nic się nie zmieni, z mapy świata zniknie 140 tysięcy kilometrów kwadratowych lasów borealnych. W ziemi znajduje się około 175 miliardów baryłek ropy. Aby ją wydobyć, obszar, na którym rośnie tajga, należy zmienić w Mordor – dosłownie.

Najpierw do gołej ziemi karczowane są lasy. Następnie wielkie, ważące po kilkaset ton, energożerne maszyny zdzierają wierzchnią warstwę ziemi (to głównie torf). Potężne koparki wybierają piach. Mają ogromną ładowność w czerpaku, nawet 90 ton, bo żeby wydobyć tylko jedną baryłkę ropy (prawie 160 litrów), trzeba przetworzyć 2,5 tony ziemi. Zagęszczony, nasycony ropą piach na miejsce przetwarzania wożony jest przez olbrzymie ciężarówki (każda to ponad 200 ton ładowności).

Miejsce, gdzie rósł las, staje się martwe.

To czarna ziemia, w której wciąż zalegają węglowodory.

Jednak nie tylko problem obrócenia w piekło sporych połaci lasu jest najgorszy. Ze skomplikowanym i kosztownym przetwarzaniem piasków wiążą się ogromne ilości odpadów. Zanim te powstaną, do przetworzenia używa się wielkich ilości wody słodkiej pochodzącej głównie z rzek. W tym przypadku Athabaski, do której nafciarze mają dostęp w ramach dzierżawy. Efektem jest znaczne obniżenie jej poziomu. Zagrożone brakiem lub co najmniej niedostatkiem wody są zarówno zwierzęta ze wciąż istniejących okolicznych lasów i polan, jak i sami ludzie.

Do wyprodukowania jednej baryłki ropy trzeba zużyć cztery baryłki wody, której to 95% nie wróci do rzeki.

Kopalnie mają prawo do pozyskania ponad 590 milionów metrów sześciennych wody rocznie, co mniej więcej odpowiada zapotrzebowaniu miasta z… 3 milionami mieszkańców.

Piekielne jeziora

Odpady i marnowana bezpowrotnie woda to niejedyne szkodliwe efekty działań kopalń firm Syncrude i Suncor. Produktem ubocznym przetwórstwa piasków jest gliniasta, toksyczna maź zawierająca benzol, cyjanek oraz wiele różnych metali ciężkich i trujących kwasów. Istne pandemonium w formie naziemnych stawów wielkości jezior. Dziś mają one postać grobli i liczą już 220 kilometrów kwadratowych. W przyszłości mogą zwiększyć powierzchnię do ponad 300 kilometrów kwadratowych. To miejsca, w których aż kłębi się od substancji rakotwórczych.

Stają się one też pułapką dla ptaków, m.in. dzikich gęsi i kaczek. Kilka lat temu ekolodzy opublikowali zdjęcia martwych kaczek. Ptaki ugrzęzły w morzu gęstej, czarnej mazi. Kopalnia Syncrude musiała zapłacić 3 miliony dolarów kary. Od tamtego czasu stosuje środki odstraszania ptactwa, by nie ginęło ono w stawach.

Same zaś stawy to tykająca bomba ekologiczna. Największy z nich osłania tama, która do czasów otwarcia chińskiej Tamy Trzech Przełomów była największa na świecie. Ale i tama, i groble, i dno zbiorników to ziemia, nie beton.

Toksyczne substancje powoli przenikają do podłoża.

A w przyszłości te mury mogą się rozpaść, co będzie oznaczać niewyobrażalną katastrofę ekologiczną.

kanada piaski roponośne
Europa też ma z tym problem – Kopalnia Węgla Brunatnego Bełchatów, fot. I, MaKa~commonswiki, wikimedia commons

Kopalnie piasków roponośnych to obraz szybkiego zniszczenia ekosystemu. Biorąc pod uwagę widoczne od lat skutki uboczne wydobycia ropy z piasków, trudno mówić o rewitalizacji terenów. Nie żeby była ona niemożliwa, ale przywrócenie dawnej świetności rosnących wcześniej lasów borealnych jest praktycznie niemożliwe. Nie za naszego życia. Miejsce wydobycia ciężkiej ropy z piasków przez całe dekady pozostanie swoistym Czarnobylem. Jeśli pojawi się las, to tylko w niektórych miejscach – tam, gdzie ziemia została najmniej zanieczyszczona.


Źródła:

www.resilience.org

www.theguardian.com

www.businessinsider.com



REO POLECA

📻 REO STOP SMOG: Poznaj wroga od podszewki

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.