📻 REO. STRUKTURY BZDURY: Nie dajmy się złapać na bzdurne kampanie wyborcze

Sprawna demagogia jest skuteczniejsza od merytoryki

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito. 

 



Kampania wyborcza w pełni. Pierwsza z czterech w maratonie, bo za rok eurowybory, potem sejmowe i prezydenckie. Oczywiste zatem, że ten odcinek STRUKTURY BZDURY musi być jej poświęcony. A także bzdurom opowiadanym i obiecywanym przez polityków wszelkich szczebli oraz bzdurnym metodom prowadzenia kampanii.



Nie tytuły zdobią ludzi, lecz ludzie tytuły.
Niccolò Machiavelli

Od trzydziestu bez mała lat zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że na wyborczych wiecach, z wyborczych plakatów i audycji płynie do nas potok obietnic. Politycy obiecają wszystkim wszystko. I dobrze, gdy tylko obiecują. Gorzej bywa czasem, gdy niektóre ze swoich bzdurnych obietnic zaczynają wprowadzać w życie. Bez oglądania się na skutki budżetowe czy społeczne. W pośpiechu i za pomocą kulawego, dziurawego prawa.

W czasach, gdy nie było Internetu mieli, paradoksalnie, łatwiejsze życie. Wtedy mogli na wiecu wyborczym z robotnikami obiecywać pełne zatrudnienie i wyższe płace. A już kilka godzin później na spotkaniu z przedsiębiorcami – ograniczanie praw robotniczych. Przepływ informacji był zbyt wolny, żeby to się rozniosło. Dzisiaj sieć sprawia, że każda wypowiedź i obietnica natychmiast staje się publiczna. Bez względu na to, czy polityk jest lokalny, regionalny czy ogólnopolski.


Wybrani w wolnych wyborach politycy nieraz bywają źli. Ale to ci, którzy powtarzają wciąż uparcie, że wiedzą, co jest dla nas najlepsze, mogą się okazać o wiele gorsi.
Simon Blackburn Sens dobra. Wprowadzenie do etyki (tłum. Tadeusz Chawziuk, Poznań 2002, s. 151).

Co zrobią politycy, żeby wygrać? Wszystko. Czas na mały przegląd pomysłów na kampanię.

Kandydat na burmistrza Sokołowa Podlaskiego obiecuje, że jeśli wygra wybory, doprowadzi do powstanie w mieście restauracji McDonalds. Jak? Tego już nie mówi. Powstanie sieciowej restauracji to raczej nie sprawa polityki, tylko lokalnych przedsiębiorców. Swoją drogą jeśli brak słynnego fastfooda jest największym problemem miasta, to zaprawdę szczęśliwe to miasto.

Jeśli powstanie jakiś problem: śmiecie, zakłócanie porządku, dziura w jezdni, zwalone drzewa – wystarczy napisać mi maila, a ja natychmiast przeforsuję rozwiązania, najlepsze jakie zdołam – obiecuje kandydat na radnego warszawskich Bielan. To świetny pomysł – zawaliło się drzewo na drogę, wiec zamiast wzywać straż pożarną, piszemy maila do radnego i spokojnie czekamy. Czekamy. Czekamy… na odpowiedź, wniosek do rady, posiedzenie, dyskusje w komisjach, decyzję, która będzie, albo nie.

Panie kandydacie, sprawy, które znalazły się w tym programie w sprawach lokalnych są rozwiązywane przez odpowiednie służby. Mail do radnego raczej tu nie pomoże. A i końcowa deklaracja: Będę walczył o Państwa interes, jak o własny wywołuje jakieś dziwne skojarzenia. Od doktora nauk prawnych i nauczyciela akademickiego oczekiwałbym nieco lepszego ważenia słów i programu bardziej konkretnego, niż obiecywana walka z lewactwem.

Łamiące konwenanse zdjęcie kandydata na wójta gminy Wymiarki robi wrażenie. Ani słowa o programie, ale trudno kandydata nie zapamiętać. Nie wiem jednak, czy zdecydowałabym się na głosowanie na kogoś o wyglądzie kloszarda.

Podobnie jak na kandydata, który w swoim luzactwie poszedł tak daleko, że do zdjęcia zapomniał umyć nogi. Może to miał być taki śmieszny greps. Mnie nie śmieszy, raczej wywołuje zażenowanie.

Plakat kandydata Giżycka przywołuje natychmiast skojarzenia z horrorem klasy B. Nawet jeśli, jak zapewnia kandydat: widoczne na zdjęciu serce to rekwizyt szkoleniowy, brak osób poszkodowanych przy tworzeniu materiału. Dobrze, że kandydat jest dowcipny, ma do siebie dystans i stara się obrócić w żart tę makabrę. Szkoda, że eksponuje taki plakat, zamiast drugiego (który również posiada), pokazującego go bardzo korzystnie, jako osobę noszącą pomoc (kandydat jest ratownikiem medycznym).

Czy scyzoryk to wystarczająca motywacja, żeby zagłosować na kandydata na wójta gminy Lubartów? Możliwość wygrania jednego z 15 scyzoryków, które mogą się przydać nie tylko grzybiarzom obiecuje na swoim profilu w mediach społecznościowych jeden z kandydatów. Czy to aby jednak nie jest łamanie prawa i kupowanie głosów?

Kandydat na radnego z Tarnowa przekonuje, że on w radzie jak baca w stadzie. Czy to nie sugeruje, że jego wyborcy to barany? Jeśli nie, to wypadałoby do billboardu dołączyć wyjaśnienie, co kandydat ma na myśli.

Kandydat z Sochaczewa rusza do boju. W zardzewiałym hełmie i z jednostrzałowym karabinem. Zwycięstwa przy użyciu takich środków raczej mu nie wróżę.

Kandydat do rady Szczecina postanowił użyć mocy i puścił w sieci reklamujący go mem. Ciekawe, czy uzyskał licencje na wykorzystanie zdjęć od obecnego właściciela praw do Gwiezdnych wojen.


Co cztery lata wyborcy stawiają krzyżyk. A potem muszą ten krzyż nieść.

Birgit Berg-Block, niemiecka artystka


 

Ta wyliczanka nie oznacza mojego poparcia. Nie jest też próbą zdyskredytowania kandydatów.

To krytyka braku profesjonalizmu sztabów wyborczych i samych kandydatów, którzy nie potrafią krytyczne spojrzeć na przygotowywane materiały i produkują graficzne koszmarki w połączeniu z wizerunkowymi wpadkami.

Jak mamy zaufać komuś, kto nie potrafi przygotować materiałów wyborczych tak, żeby potem cała Polska nie miała wielkiego ubawu?

Wybory to nie tylko walka na programy, ale również na wizerunek.

Od wielu lat mam wrażenie, że to drugie bywa w polityce ważniejsze od pierwszego. Wyborcy słuchają haseł, oglądają obrazki i na tej podstawie decydują. Nie chce im się analizować obietnic i wynikających z nich konsekwencji. Źle przygotowane materiały wyborcze mogą zamknąć drogę do zwycięstwa bardzo dobremu, merytorycznemu, kompetentnemu kandydatowi. Dobre materiały mogą ją otworzyć demagogowi, kanalii albo miernocie.

Sprawna demagogia jest skuteczniejsza od merytoryki

Drogę politykom pokazał demagog wszech czasów Adolf Hitler, który wybory w Niemczech wygrywał, głosząc hasła poprawy jakości życia, zapewnienia pracy, przywrócenia godności narodowi i utrzymania pokoju. O wywoływaniu wojny światowej i masowych zbrodniach mowy tam nie było…

Z jego doświadczeń czerpią szerokimi garściami politycy wszelkich opcji. Tym większa odpowiedzialność spoczywa na tych politykach, którzy swoją misje traktują poważnie, a nie jedynie jako sposób na załapanie się na intratną posadkę na czas kadencji.

Jeśli ktokolwiek kiedyś powie, że pojedynczy głos się nie liczy, przyślijcie go do mnie. Ja mu wyjaśnię.

Al Gore, były wiceprezydent USA, w 2000 roku przegrał wybory prezydenckie w USA za sprawą różnicy kilku głosów na Florydzie, a samo liczenie głosów w tym stanie do dzisiaj budzi kontrowersje.

Jeden głos nie ma znaczenia – to jedna z największych bzdur, funkcjonujących w powszechnym obiegu.

Sprawia, że frekwencja w polskich wyborach od 1989 roku jest dramatycznie niska, a przekroczenie 50% uważane jest za gigantyczny sukces. W polskiej mentalności głęboko zakorzenione jest narzekanie na wszystko.

Może więc jednak zamiast narzekać, ruszmy do urn wyborczych 21 października, a potem w maju i jesienią 2019 i wreszcie w maju 2020 roku by przekonać się, jaka jest siła każdego głosu z osobna i wszystkich razem.



REO POLECA

📻 Piotr Sokołowski: Miejmy w końcu fajnych polityków!

Krzysztof Garwatowski
Rocznik 1967. Eksharcerz, eksnauczyciel, obecnie dyrektor programowy w wydawnictwie Pink Press. Aktywnie działa w społeczności lokalnej na warszawskiej Białołęce. Wyznawca nauki i wielbiciel science-fiction.