📻 REO KOMENTARZ: KAŁUŻA

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 



Pierwsze miejsce na liście Nowoczesnej. Ponad 25 tysięcy głosów. Pewny mandat w samorządzie województwa Śląskiego. W dwa tygodnie później transfer do PiS. Wojciech Kałuża, były wiceprezydent Żor wstrząsnął polską polityką. Dając szansę błyszczeć hipokrytom.

21 października lider listy Koalicji Obywatelskiej do Sejmiku województwa Śląskiego Wojciech Kałuża uzyskał dokładnie 25 109 głosów i w cuglach zgarnął mandat radnego. Można nawet powiedzieć, że był specyficznego rodzaju lokomotywą wyborczą. W wyborach przed czterema laty bowiem,Platforma w okręgu, z którego startował Kałuża, zdobyła dwa mandaty. Tym razem, Koalicja Obywatelska wzięła trzy. Wydawałoby się zatem, że decyzja postawienia na byłego wiceprezydenta Żor była z punktu widzenia wyborczej arytmetyki idealna. Wydawałoby się. W dniu wyboru władz Sejmiku województwa Kałuża wykonał tymczasem spektakularną woltę. Przeszedł z Nowoczesnej do PiS, dając tym samym partii rządzącej większość w Sejmiku. Sam przyjął stanowisko wicemarszałka w nowo wybranym zarządzie. I wybuchła burza. Sztorm, w którym najdobitniej i najwyraźniej przebija się głos hipokrytów.

Nie dalej jak kilka tygodni temu pisałem na REO o plebiscytarnym charakterze wyborów, które odbyły się w październiku. Gdyby bowiem sprowadzić sprawę radnego Kałuży do czystej, prymitywnej logiki, to jego wyborcy powinni się… cieszyć. Oto bowiem ich przedstawiciel, z solidnym, dwudziestopięciotysięcznym mandatem zostaje członkiem władz województwa. Będzie miał wpływ na władzę. Będzie mógł podejmować decyzje i realizować program, za którym przecież głosowali jego wyborcy, prawda? Ano właśnie nieprawda. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, iż wyborcy Kałuży nie mają zupełnie pojęcia kim on jest, jaki ma program, co chciałby dla Śląska zrobić, ale głosowali, bo miał do siebie przyklejony szyld Nowoczesnej vel Koalicji Obywatelskiej.

I tu pojawia się pytanie o zasadność zachowania polityków Platformy i Nowoczesnej, którzy decyzje Kałuży oceniają jako… przestępstwo. Jak stwierdził jeden z liderów PO Borys Budka, zachowanie Kałuży kwalifikuje się jako korupcja polityczna i powinno być ścigane przez organy państwa. Pomińmy już absurdalność tej decyzji z punktu widzenia powszechnych stwierdzeń liderów Koalicji Obywatelskiej, dotyczących uzależnienia prokuratury od PiS. Zastanówmy się jednak, czy taka deklaracja brzmi poważnie w ustach przedstawicieli partii, która dla przejmowanego z SLD Bartosza Arłukowicza utworzyła specjalne stanowisko Pełnomocnika ds. wykluczonych w rządzie, by tylko go przeciągnąć z lewej strony do siebie i poszerzyć tym samym swój elektorat.

Historyczna zaszłość? Kto inny podejmował decyzję? Świetnie. W, dosłownie kilkanaście godzin po wolcie na Śląsku, podobne głosowanie, w sprawie wyboru władz województwa odbywało się na Podlasiu. I nagle, jak gdyby nigdy nic, dwóch radnych PiS oddało głos na kandydata Koalicji Obywatelskiej, rezygnując z poparcia kandydata swojego własnego ugrupowania. Przypadek? Pomylili się? Komentatorzy są zgodni – nic z tych rzeczy. Jak myślicie, jaka była reakcja władz Platformy i Nowoczesnej? To skandal, korupcja polityczna na Podlasiu, skaptowali radnych, brzydzimy się naszymi podlaskimi przedstawicielami? Wolne żarty. Parada gratulacji, tryumfalizm, wyższość. A, że prawdopodobnie mechanizm politycznego przekupstwa wyglądał podobnie, jak w przypadku radnego Kałuży? Nieistotne.

Negatywny bohater powyborczy Wojciech Kałuża

Oczywiście trzeba to stwierdzić dobitnie i wyraźnie. Mający zerową zdolność koalicyjną i możliwości układania się w polskiej polityce PiS stosuje metody, które przy półce z naklejką etyka nie mogłyby postać nawet pięciu minut. Kuluarowe pochwały dla szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka, który sprawnie i skutecznie przeprowadził akcję kaptowania Wojciecha Kałuży, to zwyczajne obrzydlistwo. Ale z drugiej strony wszyscy wiemy, że postronni obserwatorzy nie powinni wiedzieć dwóch rzeczy. Jak robi się kiełbasę i jak robi się politykę. A obie rzeczy robi się właśnie tak. Brzydko.

Stosując jednak terminologię współczesnej młodzieży, grę zamknął  dawno temu Jacek Kaczmarski, w piosence „Rejtan, czyli raport ambasadora”. Polityk nie zna bowiem słowa zdrada, a politycznych obyczajów trzeba strzec – śpiewał bard Solidarności. Przypadek Wojciecha Kałuży, ale i wypadki podlaskie można rozpatrywać na wielu płaszczyznach, zwłaszcza będąc sfrustrowanym wyborcą nowo wybranego wicemarszałka śląskiego Sejmiku czy radnych PiS. Warto jednak wtedy zaparzyć sobie melisy i na głos powiedzieć: to nie jest jeszcze ich, polityków, ostatnie słowo.

PS: Z nazwisk się nie żartuje. Podanie nazwiska w tytule to nie dowcipkowanie. To dwuznaczność.  Bo podobnie jak akurat na Wojciecha Kałużę spadła infamia za udział w politycznej korupcji, jak pisałem wyżej, nie będącej jedynem przypadkiem w powyborczym krajobrazie, tak samo niesmacznie patrzeć jest na kałużę krokodylich łez szlachetnej opozycji. Szlachetnej w swoim przeświadczeniu.

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.