📻 Kacper Popkowicz: Globalna kariera T-shirtu

Od zera do bohatera

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Kacper Popkowicz.

 



Kiedyś uznawany za bieliznę i używany przez wojsko. Dopiero w latach 50. XX wieku na stałe zagościł w szafach i stał się podstawowym elementem garderoby Kowalskiego.

Rewolucja stylu? Koszulka w cywilu!
Bawełniana koszulka była znana już w XIX wieku, ale nikt nie byłby wtedy na tyle odważny, żeby pokazać się w niej publicznie. Dziwnie to dzisiaj brzmi, prawda? Wynikało to z tego, że T-shirt był elementem bielizny i tym samym starannie skrywany pod innymi, bardziej wyjściowymi częściami garderoby. To trochę tak, jakby dzisiaj wyjść na spacer do parku w samych bokserkach – nie do pomyślenia.

Jako pierwsi T-shirty noszone solo zakładali najprawdopodobniej amerykańscy marynarze pod koniec XIX stulecia. Później, w czasach II wojny światowej, nosiło je już około 12 milionów żołnierzy. Po jej zakończeniu nadwyżki odzieży wojskowej wyprzedawano ludności cywilnej. Właśnie w ten sposób bawełniana koszulka przeniknęła do codziennej mody.

Czemu właściwie T-shirt? Nosimy wszyscy, nieliczni zdają sobie jednak sprawę z pochodzenia ich nazwy. Wersje są dwie. Pierwsza – że wzięła się od modelu T. Type Shift, który został stworzony w 1942 roku na zamówienie marynarki wojennej USA. Druga jest taka, że nazwa T-shirt odzwierciedla po prostu kształt koszulki.

Gwiazda ekranu i wybiegów

Marlon Brando, oczywiście w białym T-shircie, fot. Marlon Brando, fot. vev.ru

Do popularyzacji tego elementu garderoby najbardziej przyczyniły się postaci uznawane za ikony stylu: James Dean, Steve McQueen i Marlon Brando. W szczególności filmy Tramwaj zwany pożądaniem (1951) i Buntownik bez powodu (1955) na nowo wykreowały obraz bawełnianej koszulki. Stała się symbolem nonszalancji, buntu, luzu i stylu. Dean i Brando to bez wątpienia ojcowie chrzestni bluzki w kształcie litery T. Mało powiedziane, oni dali jej duszę! W późniejszych latach widownia zachwycała się też Stevem McQueenem, który w klasycznym, białym topie prezentował się równie dobrze.

Na wybiegach T-shirt zadebiutował jednak dopiero 30 lat po premierze wspomnianych klasyków kina. W kolorowych latach 80. Gianni Versace wykreował wtedy nowy trend – połączenie luzu z klasyką, czyli bawełniana koszulka noszona z garniturem. Fala popularności była już nie do zatrzymania. Pomysł Włocha wykorzystali również inni czołowi projektanci, Giorgio Armani i Calvin Klein.

Don Johnson z “Miami Vice” w koszulce i marynarce, fot. flickr.com

Też taki chcę!
Na pierwszy rzut oka koszulka za 10 zł i ta za 100 zł wydają się identyczne. Stąd często oburzenia klientów, którzy są przekonani, że płacą jedynie za markę. Po części jest to prawda, jednak nie w każdym przypadku. Czasami zdecydowanie przepłacamy za gwiazdę dzisiejszego tekstu – designerskie, przekombinowane koszulki nie zawsze są warte swojej ceny, rzadko kiedy są też stylowe. Czasami jednak ten tylko kawałek tkaniny jest wart swojej ceny – przekłada się na jakość wykonania. Mam tu na myśli staranność prowadzenia szwów, jakość ściągacza przy szyi, jakość wykorzystanego materiału.

Właśnie, ten materiał odgrywa dużą rolę. Żeby koszulka po sezonie nie wyglądała jak powyciągana w każdą stronę szmatka do mycia podłogi, powinniśmy postarać się o produkt z dobrej jakościowo tkaniny. Najlepszym rozwiązaniem jest bawełna z upraw ekologicznych. Jej włókna są mocne i miękkie, tkanina nie wywołuje reakcji alergicznych i jest przyjazna środowisku. Niestety, to surowiec wciąż niszowy w świecie tekstylnym ze względu na małe na niego zapotrzebowanie (miejmy nadzieję, że szybko się to zmieni). To, w połączeniu z czasochłonnym procesem i sporymi kosztami, odstrasza rolników przed dobrą zmianą.

Cały proces produkcji tkaniny przebiega przy użyciu naturalnych środków, pożytecznych owadów i biodegradowalnych substancji (np. kwasu cytrynowego albo czosnku). Bawełnę organiczną zbiera się ręcznie i barwi wyłącznie za pomocą naturalnych barwników. Jedynym minusem są małe plony, jednak to stosunkowo wada niewielka w porównaniu z korzyściami, jakie niesie naturalne pozyskiwanie włókien. Tak więc otrzymujemy lepszej jakości produkt przy mniejszej ingerencji w środowisko. Chyba warto, prawda?
Koszulki z bawełny organicznej zazwyczaj mają adnotację na metce o ekologicznym pochodzeniu materiału. Producenci raczej się z tym nie kryją, wręcz przeciwnie, to się chwali! Kupując produkty z ekologicznej bawełny, mamy pewność, że nowy obywatel naszej garderoby jest eco-friendly, tak jak my!

Bawełniane T-shirty, choćby najlepszej jakości, nie będą niestety służyły dłużej niż kilka sezonów… Żeby przedłużyć ich żywotność, warto odpowiednio o nie dbać: najlepiej prać w temperaturze 40 stopni Celsjusza i z ubraniami w zbliżonym do nich kolorze. Aby tkanina się nie wyświecała (w szczególności dotyczy to czarnych koszulek), warto je prasować na lewej stronie. T-shirt, mimo że niezaprzeczalny klasyk, nie będzie wyglądał dobrze, jeśli będzie brudny, powyciągany i zużyty. Wtedy należy go po prostu wyrzucić, bez zbędnych tkliwości. Ewentualnie może się nadać na tą szmatkę do podłogi.

Klasyka klasyki

James Dean w kurtce bomberce i białym topie, fot. thebenclark.files.wordpress.com

Bawełniany T-shirt, szczególnie ten w białym kolorze, to część garderoby piękna w swojej prostocie. Jest świetną bazą do zestawiania ze sobą mocniejszych w wyrazie elementów garderoby. Można ją przyrównać do płótna dla malarza. W oparciu o nią tworzy się sztukę!  Koszulka w tym wariancie spaja cały nasz ubiór i nadaje mu harmonii. Być może Horacy, filozofując na temat złotego środka, był ubrany właśnie w białą koszulkę?

Jej fenomen polega na OGROMNEJ uniwersalności. Śnieżnobiały top świetnie komponuje się z każdym typem cery i włosów. Można go założyć zarówno na poranny jogging, jak i zestawić z nieformalnym garniturem. Można zarzucić na niego casualową koszulę, kardigan w odważniejszym kolorze czy idąc w ślady Steve’a McQueena – nieśmiertelną bomberkę. A co najlepsze, mając na sobie białą koszulkę, unikniemy przepychu i nietrafionych zestawień kolorystycznych, zmory każdego mężczyzny niezainteresowanego stylem. Biały T-shirt bowiem pasuje absolutnie do wszystkiego. Poważnie. Nie wiesz, co założyć? Już wiesz.

Nawet ja, pisząc ten artykuł, siedzę przed komputerem w koszulce z bawełny (co prawda granatowej, nie białej) i dżinsach. Czy może być coś bardziej konserwatywnego? Niemiłosiernie sztampowe (przecież to najbardziej banalne połączenie)?. Jednak klasyka zawsze się obroni. Nie zawsze musimy być widoczni na ciemnej, wiejskiej drodze z odległości 2 km, żeby być stylowymi. Czasami te najprostsze rozwiązania są najbardziej efektowne. Nie wierzysz? Obejrzyj Tramwaj zwany pożądaniem albo Buntownika bez powodu. Jeśli to cię nie przekona, to nic nie zdoła.

Żeby uniknąć niepożądanego efektu, starajmy się unikać koszulek z nadrukami i aplikacjami oraz tych z ogromnym logo na piersi (szczególnie tym krzyczącym, że koszulka była droga). Przynajmniej w połączeniu z marynarkami czy innymi ubraniami stojącymi trochę wyżej w drabinie formalności niż bluza z kapturem. Wyglądamy wtedy jak chodzący transparent, wszystkie zbędne nadruki i dodatki nijak nie współgrają z innymi elementami garderoby i szpecą całą tę pseudoelegancką stylizację. Nie pokazuje to ani naszej pozycji społecznej, ani poczucia humoru, ani zmysłu estetycznego.

T-shirt przez ponad sto lat istnienia zyskał miano ikony mody męskiej. Uniwersalność, łatwość w łączeniu z innymi elementami garderoby i nieporównywalna wygoda to tylko nieliczne z jego zalet. Bawełniana koszulka przestała być tylko ubraniem. Jest elementem kultury, narzędziem do wyrażania siebie. To trzymający się na uboczu, cichy superbohater, który ratuje naszą stylizację, nie wymagając uwagi i nagrody. To coś, bez czego życie nie byłoby takie samo.