📻 Kacper Popkowicz: Garnitur w damskim wydaniu

Biznesowy wizerunek kobiety, która wie, czego chce

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Bożena Sitek.

 



A przy tym jest piekielnie stylowy, zabójczo seksowny i trochę awangardowy. 

Strój manifest

Mając na uwadze kontekst społeczny, mogę stwierdzić, że współcześnie granica między kobietami a mężczyznami jest coraz mniej przejrzysta. Przejawia się to na wielu płaszczyznach życia, trudno więc, żeby moda, rzecz przecież pozornie (i tylko pozornie) błaha i wyjątkowo podatna na wszelakie ruchy i zmiany społeczne, mogła się temu oprzeć. Mężczyźni coraz częściej sięgają po damskie ubrania i na odwrót. Mało jest elementów garderoby na stałe przypisanych którejś z płci, co w nie tak dalekiej przeszłości byłoby nie do pomyślenia. Większość ciuchów staje ponad podziałem płciowym. Nie będę oceniał, czy to dobrze, czy źle. Chciałbym, żeby ten tekst pozostał apolityczny, dlatego nie doszukujcie się na siłę stwierdzeń stawiających mnie po stronie antyfeministycznej lub profeministycznej (kolejność przypadkowa, zaznaczę).

Możecie pomyśleć, że dorabiam filozofię do tekstu o jakimś tam ciuchu. Nie wolno jednak zapominać, że ubiór od zawsze był jedną z form manifestu. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że jedną z podstawowych, ponieważ jest widoczny już na pierwszy rzut oka, dla każdego. Z tego względu postronne osoby nie muszą nawet wchodzić w głębszą interakcję, żeby odczytać przekaz płynący z czyjegoś ubioru, bez znaczenia czy celowy, czy podświadomy. Co można manifestować ubiorem? Ano wszystko. Bogactwo, szczęście, smutek, odwagę, bunt, skromność, otwartość, wstydliwość, nawet poglądy polityczne i religijne czy swoją seksualność. Ubranie jest więc niezwykle silnym środkiem przekazu. I oddziałuje na każdego, choćby w najmniejszym stopniu, pomimo notorycznie powtarzanych postulatów typu nie oceniaj książki po okładce. I tak każdy to robi, podświadomie. To tym bardziej świadczy o roli, jaką odgrywa ubranie.

damski garnitur
Alma Adamkiene i Laura Bush, obydwie w garniturach, fot. public domain White House

Niejednokrotnie ciuchy były podstawowym narzędziem manifestacyjnym pewnych grup czy postaw społecznych. Przykładów nie trzeba wcale daleko szukać: dzieci kwiaty, buntowniczy Marlon Brando, Ku Klux Klan, różne subkultury. I tak trochę jest też z damskim garniturem. Dlatego właśnie nieurażenie nikogo w naszej rzeczywistości, nawet nieświadomie, pisząc tekst o damskiej wersji garnituru, który to tekst zawiera na dodatek wątek polityczny, nie jest wcale takie proste. W dodatku jestem przedstawicielem płci męskiej i nigdy wcześniej artykuł w całości poświęcony modzie damskiej nie ukazał się na REO. A te dwa fakty pozwalają mi czuć delikatną niepewność w stosunku do finalnego odbioru tego artykułu. Stąd zdecydowałem się na trochę dłuższy i głębszy niż zazwyczaj wstęp.

Męski, damski czy unisex

Zanim jednak przejdziemy dalej, muszę zatrzymać się przy kwestii językowej. Nieraz posłużę się terminami suit i pantsuit. Język jest filarem komunikacji – wyraża emocje, opinie, myśli. Nadaje też otaczającym nas rzeczom, zjawiskom etc. cechy, tożsamość, może nawet istnienie (jak coś nie ma nazwy, to tak jakby nie istniało). Jest przedmiotem manipulacji, zakłamania i innych sztuczek, które służą niekoniecznie czystym intencjom. Przykładów na urzeczywistnienie orwellowskiej nowomowy jest masa. Liczne są też przykłady na doszukiwanie się za wszelką cenę takich działań. A czemu po raz kolejny odbiegam od tematu? Bo znaczenie dwóch wcześniej wspomnianych terminów jest ściśle powiązane z historią, rolą i pewnym stopniu nawet symboliką damskiego garnituru. Ale o tym w dalszych partiach.

Dla formalności przypomnę, że garnitur to strój złożony z marynarki i spodni tudzież, w przypadku kobiet, spódnicy z tej samej tkaniny. W jaki sposób garnitur, ubranie wydawałoby się typowo męskie, podbiło garderoby kobiet pracujących? Wszystko zaczęło się najprawdopodobniej w czasach dwudziestolecia międzywojennego, kiedy to słynna Coco Chanel propagowała damski garnitur w wersji ze spódnicą. Dawniej spodnie damskie nie były tak powszechne, ba!, kobiety próbujące zaadaptować je do swojej garderoby były prześladowane, a nawet aresztowane. Podobno zarzut noszenia spodni przyczynił się do podjęcia decyzji o spaleniu na stosie Joanny d’Arc. Dopiero w 1932 r. kostiumograf Marcel Rochas wprowadził strój najbardziej zbliżony do garnituru w męskiej wersji – ze spodniami.

podczas kampanii prezydenckiej Hilary Clinton deklarowała się jako pantsuit aficionado, czyli jako wielbicielka damskiego garnituru.

W latach powojennych coraz więcej kobiet zaczęło pożądać tego elementu garderoby, był więc coraz częściej widywany. Najczęściej występował w wersji ze spódnicą, lecz spodnie nie były bynajmniej rażące. I tutaj pojawia się właśnie ta językowa kwestia – w języku angielskim męski garnitur określa się słowem suit (od francuskiego suite, znaczącego tyle co podążający; następujący – marynarka podąża za spodniami lub na odwrót). Damski garnitur określa się za to terminem pantsuit (ang. pants – spodnie). Później, w latach 70., damski garnitur lansował Yves Saint Laurent. Zaś w połowie lat 80. normą był garnitur o konserwatywnym fasonie, szyty z tkanin o kolorze, wzorze, gramaturze itd., które uznawane były za typowo męskie. Trochę ponad rok temu podczas kampanii prezydenckiej Hilary Clinton deklarowała się jako pantsuit aficionado, czyli jako wielbicielka tego stroju.

damski garnitur
Garnitury Hillary Clinton, fot. flickr.com, Andy Baumgarner

Termin pantsuit, podobnie jak samo ubranie, był więc ogólnie przyjęty. I tutaj pojawia się druga kwestia językowa, o troszkę głębszym znaczeniu. Ktoś w końcu zwrócił uwagę na szowinizm stojący za rozróżnieniem garnituru i garnituru damskiego. Bo niby czemu nie garnitur i garnitur męski? Albo generalna unifikacja pojęcia i sprowadzenie go po prostu do słowa suit, które określałoby zarówno garnitur męski, jak i damski, po prostu unisex. Podniosły się głosy, że suit kojarzy się z władzą, dominacją, zamożnością, podczas gdy pantsuit miałby być nędzną podróbą, tylko próbującą naśladować i dorównać temu pierwszemu. Uważano, że takie rozróżnienie sprawia, że damski garnitur jest i ma być słabszy i gorszy. Pomówienia o dyskryminacji kobiet spowiły strój, który zyskał status symbolu niezależności, a nawet feminizmu. No i, tak jak wspominałem wcześniej, stał się swego rodzaju manifestem.

Jak to się nosi

Garnitur na paniach wygląda po prostu dobrze. Moim zdaniem. Zdaję sobie jednak sprawę, że w tej kwestii zdania mogą być podzielone. W końcu garnitur jest ubraniem, które ugruntowało sobie pozycję stroju, przede wszystkim, męskiego. Postanowiłem więc skorzystać z dobrodziejstw techniki i możliwości robienia ankiet na Instagramie. I tak jak po kilku minutach myślałem, że nikt nie docenia damskiego garnituru, tak po kilku godzinach nieustannego sprawdzania wyników (z zapartym tchem, nie powiem) okazało się, że aż 69% ankietowanych opowiedziało się ZA tym ubiorem.

damski garnitur
Dimitrij Miedwiediew i Angela Merkel, obydwoje w garniturach, fot. publick domain, kremlin.ru

Panowie garniturów używają nieporównywalnie częściej niż kobiety. Ten element garderoby służy im jako strój wizytowy, biznesowy, nawet casualowy. Mało jest dla niego zamienników na okazje wymagające choćby naparstka klasy i elegancji. Może to właśnie z tego względu, słysząc słowo garnitur, na myśl przychodzi nam strój męski i nie ma to nic wspólnego z szowinizmem? Na okazje bardziej formalne, stopień niżej w drabinie formalności od tych najbardziej formalnych wydarzeń wymagających bezwzględnie w zależności od okazji żakietu/smokingu/fraka, odpowiedni jest właściwie jedynie garnitur. Podobnie w biznesie. I w wielu innych przypadkach, gdy strój casualowy, zestaw koordynowany czy te najbardziej formalne stroje po prostu się nie nadają. Podczas gdy panie mają szereg innych rozwiązań i niekoniecznie muszą decydować się na garnitur.

damski garnitur
Aktorka Gillian_Anderson na Berlinale 2017, fot. wikimedia commons

Pantsuit nie zajmuje tak znaczącego miejsca w kobiecej garderobie, jak garnitur w szafie panów.

Nie wiem, czy może być coś zawierającego większą dawkę seksapilu niż kobieta z klasą w olśniewającej sukni balowej. Cóż, założenie przez kobietę garnituru na bankiet mieściłoby się w granicach faux-pas. W praktyce damski garnitur ma więc zastosowanie jedynie w sytuacjach zawodowych, kreuje bowiem profesjonalny, silny wizerunek, dawniej wręcz awangardowy. Na tyle poważny, że jakoś nie pasuje mi na uroczystości rodzinne lub rozrywkowe. Niczego przy tym nie narzucam! Pantsuit nie zajmuje więc tak znaczącego miejsca w kobiecej garderobie, jak garnitur w szafie panów – od najmłodszych do najstarszych. W pełni więc rozumiem, że te dwa stroje się rozróżnia. I nie dostrzegam tu znamion nietolerancji. A jakie są różnice w wyglądzie, kroju i możliwościach między garniturem męskim a damskim?

garnitury damskie są bardziej podatne na modę i trendy.

Żeby było łatwiej to dostrzec, trochę zawężę temat do bardziej konserwatywnego wyobrażenia męskiego garnituru. Przyjęło się, że damskim garniturem można się bardziej bawić. Chodzi przede wszystkim o większą swobodę i mniej sztywnych ram. Spódnica lub spodnie? Koszula czy bluzka? Apaszka, fular, mucha, a może krawat? Co prawda krawat nie jest zbyt często spotykany, ale to jak najbardziej poprawny wybór (świetnie pokazuje to Sonya Glyn, żona jednego z najbardziej znanych i cenionych przeze mnie sartorialistów, Hugo Jacometa). Podobna dowolność panuje w przypadku tkanin – wzorów, faktur, kolorów. Wydaje mi się, że ze względu na brak na tyle utrwalonego obrazu garnituru, jak w przypadku tego męskiego, garnitury damskie są bardziej podatne na modę i trendy. Rzecz jasna mogą mieć w pełni konserwatywny design, ale nieraz posiadają różnej maści ozdobniki, przeszycia, suwaki, pasy czy hafty.

damski garnitur
Aktorka Song Sun-Mi w letniej wersji garnituru, fot. wikimedia commons

Duże różnice dostrzeżemy też oczywiście w kroju, ale myślę, że to żadna niespodzianka. Kobiece marynarki są zazwyczaj węższe w ramionach. Ogólnie są mniejsze i zazwyczaj krótsze, choć nie jest to reguła. Nieraz możemy się spotkać z marynarkami o typowo męskim kroju i długości. Czasami są ekstremalnie krótkie jak na męskie standardy. A momentami oversize’owe. Możliwości jest bardzo dużo. Front marynarki jest rzecz jasna skrojony z uwzględnieniem piersi, klapy są przeważnie dość wąskie, no ale po raz kolejny podkreślę, że niekoniecznie tak być musi. Mogą występować też w wersji z pasem w… pasie. Jest jeszcze jeden mały szczegół, o którym warto wspomnieć. Mianowicie guziki. W męskich częściach garderoby rozmieszczone są prawej stronie, w damskich – po lewej. Właściwie nie do końca wiadomo, z czego to wynika, ale plotka głosi, że ma to związek z tym, że dawniej mężczyźni najczęściej ubierali się sami, podczas gdy kobietom pomagała służba. Inna teoria głosi z kolei, że ulokowanie guzików po prawej stronie pozwalało mężczyznom łatwiej dobyć broń. Za to przyszycie ich po lewicy w ubraniach damskich chroniło je przed podmuchami wiatru podczas jazdy w damskim siodle.

Reguła dotycząca guzików odnosi i do spodni, i marynarek (i innych elementów garderoby, najczęściej). Właśnie – spodnie. Widziałem przeróżne kroje spodni w kobiecych garniturach. Od tych skrajnie szerokich po obcisłe. Z wysokim stanem i biodrówki. Dłuższe i krótsze. I chyba nie ma dobrej i uniwersalnej recepty na sukces. Moim zdaniem najważniejsze jest dobranie całości do sylwetki i gustu. W końcu tak jak kiedyś już pisałem: nie będziemy wyglądać dobrze, jeśli będziemy ubierać się na pokaz, nie dla siebie. No i wypadałoby zachować proporcje między poszczególnymi elementami, tak żeby wszystko ładnie się komponowało. Po głębszym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że nie mam faworyta wśród możliwych zestawień. Wiem tyle, że nie podobają mi się długie i szerokie spodnie typu bootcut, potocznie zwane dzwonami.

Pozostaje jeszcze kwestia butów. I tutaj wachlarz możliwości jest po raz niemal nieograniczony. Szpilki, loafersy, sneakersy, buty na koturnie, baletki, nawet typowo męskie fasony. Muszę jednak przyznać, że mam wyjątkową słabość do zestawienia damski garnitur plus sztyblety.

Jak bohater naszego tekstu powinien być dopasowany? Tu pojawia się problem. Mianowicie w przypadku damskiego garnituru jako takie sztywne zasady nie istnieją. Kroje są tak różnorodne i elastyczne, z tendencją do podlegania trendom, że w gruncie rzeczy trudno powiedzieć, jak właściwie ma leżeć i czym współcześnie pantsuit się stał. Oczywiście może występować w formie konserwatywnego garnituru o samczym kroju, może też przyjmować oblicze nijak do niego nie podobne.



REO poleca: 

Kacper Popkowicz: Ślub ze stylem