K. Pawlas: Nie możemy mówić, że wiatraki są niebezpieczne


Z dr Krystyną Pawlas z Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego rozmawiamy o tym, czy infradźwięki związane z pracą elektrowni wiatrowych mogą szkodzić zdrowiu.

reo.pl: Przeciwnicy budowy farm wiatrowych często przekonują, że infradźwięki emitowane przez elektrownie wiatrowe mogą być niebezpieczne dla człowieka. Czy faktycznie tak jest?

Krystyna Pawlas: Poziom infradźwięków, który jest groźny dla człowieka, to infradźwięki o wysokim poziomie – takie jak wylotu dysz promu kosmicznego czy samolotu odrzutowego. Człowiek w życiu ma do czynienia z infradźwiękami cały czas, Bo wszystko, co się porusza, pobudza do ruchu cząstki powietrza, najczęściej o częstotliwościach i poziomach, których nie słyszymy, np. kiedy człowiek biegnie, emituje infradźwięki o poziomie ok. 90 dB. Infradźwięki rosną w środowisku, kiedy przemieszczają się masy powietrza, w związku z tym są np. obecne podczas gwałtownych zjawisk atmosferycznych – sztormów czy burzy. Te istniejące w środowisku źródła to grzmoty, lawiny, tornada, zorza polarna, wulkany osiągają poziom 117dB, trzęsienia ziemi (10Hz), wodospady, wiatry, wzburzone morze (<1 Hz) do 145 dB, wiatr (do 135 dB przy prędkości 100 km/godz; do 110 dB przy prędkości 25 km/godz). Takie zjawiska nie są długotrwałe, ale przecież ludzie żyjący nad morzem, którzy są wyjątkowo często narażeni na tego typu rzeczy, wcale nie są szczególnie chorowici.

reo.pl: Czyli coś takiego jak “syndrom turbiny wiatrowej” nie istnieje?

K.P.: Książka autorstwa niejakiej Niny Pierpont, w której opisana jest ta “choroba”, nie została zaakceptowana przez żadne środowisko naukowe, ponieważ nie spełnia podstawowych wymogów metodologicznych. Zbadała ona 38 osób z 10 rodzin mieszkających w pobliżu elektrowni wiatrowych. Osoby dobrała – jak to określiła – przez serię przypadków. Czyli nie wszystkie osoby mieszkające w zasięgu oddziaływania turbin były badane, a tylko te, które doświadczały różnego rodzaju dolegliwości, a które sami przypisywali oddziaływaniu turbin. Taki model badania jest wyraźnie tendencyjny i stad słabość raportu dr Pierpont. Natomiast raport ten jest napisany zrozumiale dla niewykształconych osób i jest to jeden z podstawowych elementów jego skuteczności – jej „wiedza” jest dostępna dla niespecjalistów.

Hałas, który dochodzi z farm wiatrowych, bywa uciążliwy i męczący – to faktycznie może wpływać na psychikę osób szczególnie wrażliwych, i są takie badania. Nie zbadano, jaki efekt zdrowotny może mieć taki długotrwały dyskomfort psychiczny – na pewno jest powodem stresu, a to przy długotrwałym działaniu może już wywoływać różne skutki zdrowotne.
Dla ludzi, którym przeszkadza bliskość farmy wiatrowej, istotna jest również sama świadomość, że w okolicy pracują ogromne turbiny, na których obecność nie ma się bezpośredniego wpływu. Negatywne oddziaływanie wiatraków na zdrowie to też efekt wmawiania sobie ich szkodliwości. Jeśli ktoś jest przekonany o tym, że obracające się turbiny powodują bezsenność, to faktycznie te problemy ze snem mogą u niego występować . Miałam w swojej karierze do czynienia z ludźmi, którzy nie mogli spać z powodu „działającego” przez ścianę warsztatu mechanicznego. Prawda była taka, że warsztat był codziennie zamykany najpóźniej o godz. 17.

Prawie każdy z nas jest w mniejszym lub większym stopniu ksenofobem – nie lubi czegoś, co jest mu nieznane, obce. To plus brak odpowiednich informacji powoduje, że wiele osób chętnie wierzy w mity dotyczące szkodliwego wpływu wiatraków na zdrowie. Wiatraki mogą być uciążliwe, mogą irytować – sama nie uważam, aby był to specjalnie urokliwy element krajobrazu – ale nie możemy mówić, że są w jakiś szczególny sposób niebezpieczne.

Redakcja reo.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here