PIĄTEK, 15 MARCA. Największy protest świata? Historia niezgody na katastrofę

Piątkowe protesty przeciwko katastrofie klimatycznej w wielu miejscach Polski odbędą się tam po raz pierwszy

Historia protestów klimatycznych ma zaledwie kilkanaście lat. Jednak z roku na rok ich siła narasta, bo coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę, co powoduje globalne ocieplenie. Wiedzą też, co nas czeka, jeśli nie będziemy skutecznie przeciwdziałać zmianie klimatu. Czy Młodzieżowy Strajk Klimatyczny 15 marca 2018 roku będzie największym w historii? Aby to ocenić, przypominamy, jak było do tej pory. 

Zaczęli ekolodzy

20-30 lat temu zaniepokojeni swoimi obserwacjami byli głównie klimatolodzy. Internet dopiero się rodził, więc rozpowszechnianie tej wiedzy nie było tak łatwe jak dzisiaj. Poza tym wciąż mieliśmy w miarę normalne zimy i normalne lata. Nikt się nie przejmował tym, że już wtedy w atmosferze było nadzwyczaj dużo dwutlenku węgla. Z biegiem lat zaczęło się to zmieniać. Z początkiem XXI wieku pojawiły się pierwsze protesty, na których domagano się zmiany polityki energetycznej. Manifestowało wąskie grono ludzi, głównie działaczy różnych organizacji ekologicznych.

Pierwsze akcje ekologów w obronie klimatu miały miejsce w 2000 roku w ramach COP6 – szczytu klimatycznego, który odbywał się w Hadze. Choć niezbyt liczne, zawsze były spektakularne. W tamtych czasach poza światem nauki, tylko działacze z organizacji takich jak Greenpeace dostrzegali problem. Wchodzili na dachy, barykadowali drzwi czy obrzucali ciastem lub jajami delegatów. Wyrażali swoje oburzenie faktem, że od podpisania Protokołu z Kioto w 1997 roku nic się nie zmieniło.

Podobnie było w kolejnych latach. Na przykład w maju 2002 roku działacze Greenpeace protestowali przeciwko działalności naftowego giganta ExxonMobil. I nie chodziło tu o wydobycie ropy naftowej, ale fakt, że koncern przez lata ukrywał swoje odkrycia dotyczące globalnego ocieplenia, a także prowadził działania sabotujące wszelkie rządowe próby zmiany polityki energetycznej. Koncerny naftowe miały i wciąż zapewne mają ogromny wpływ na polityków. Takie protesty zawsze kończyły się interwencją policji.

Mieszkańcy Igloolik, wioski w Nunavut w północnej Kanadzie. fot. Ansgar Walk, Wikimedia Commons
Dołączyli Inuici

W 2005 roku w Montrealu również protestowali głównie aktywiści ekologiczni, ale tym razem do tej grupy dołączyli Inuici – pierwsi poszkodowani z powodu ocieplającego się klimatu. Wyrażali swoje zaniepokojenie z powodu szybko postępujących zmian w arktycznym klimacie. Wtedy właśnie miało miejsce pierwsze duże topnienie lodu w Arktyce. Spore obszary arktycznych wód uwolniły się od lodu pod koniec sierpnia. Oczywiście do protestujących dołączyli także zwykli ludzi, ale akcja była inspirowana i organizowana przez ekologów.

W trakcje 11. szczytu klimatycznego w Montrealu protesty odbywały się w 32 krajach.

Podobnie, ale już nieco inaczej było w 2006 roku, kiedy na londyńskim Trafalgar Square odbył się pokaźny – jak na tamte czasy – protest. Liczba protestujących jak podała londyńska policja wyniosła aż 22,5 tysiąca, choć według Stop Climate Chaos – organizatora protestu, protestujących było więcej. Wtedy w proteście udział brali już zwykli ludzie. Ashok Sinha, dyrektor Stop Climate Chaos, powiedział, że zmiana klimatu jest największym zagrożeniem, jakie napotyka ta planeta. Opinia publiczna zaczęła dostrzegać problem.

W 2007 roku, także w Wielkiej Brytanii, miała miejsce jeszcze jedna akcja związana z  globalnym ociepleniem. 150 aktywistów ekologicznych z Camp for Climate Action rozłożyło obóz w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska Heathrow. Trwająca kilka dni akcja protestacyjna przebiegała spokojnie do czasu, gdy część aktywistów dostała się pod drzwi głównej siedziby portu. Skończyło się to starciem z policją i aresztowaniami. Celem protestu był sprzeciw wobec rozbudowy lotniska i zwrócenie uwagi na jedną z konsekwencji rozwoju transportu lotniczego, jaką jest wzrost emisji dwutlenku węgla do atmosfery.

Niewygodna prawda przebija się do mas

Przez całą pierwszą dekadę XXI wieku protesty odbywały się głównie w tle corocznych szczytów klimatycznych. Towarzyszyły też takim działaniom jak rozbudowa lotnisk czy stawianie kolejnych wież wiertniczych. Brali w nich udział ekolodzy z rosnącym z roku na rok udziałem zwykłych ludzi. Nie znaczy to jednak, że nic więcej się nie działo.

Al Gore, fot. Andrew Zhang, flickr.com

Ogromne znaczenie dla dalszego rozwoju wypadków miały dwa dokumenty. W 2006 roku pojawił się ważny film Davisa Guggenheima pt. Niewygodna prawda, traktujący o zmianach klimatycznych na Ziemi, a szczególnie o globalnym ociepleniu. Scenarzystą jest były wiceprezydenta USA, Al Gore, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, który do chwili obecnej zaangażowany jest w działania społeczne na rzecz ochrony klimatu The Climat Reality Project.

Niedługo po tym, w 2008 roku, miała miejsce premiera wstrząsającego dokumentu pt. Sześć stopni: może zmienić świat. Nakręcony przez National Georaphic Channel film składa się z sześciu rozdziałów odpowiadającym wzrostowi temperatury o każdy kolejny stopień. Mutlimedialne projekcje opatrzone zostały komentarzami naukowców, w tym Marka Lynasa, brytyjskiego dziennikarza specjalizującego się w tematyce zmiany klimatu.

James Hansen – protestujący naukowiec

W 2009 roku do protestu dołączył oficjalnie pierwszy najbardziej znany naukowiec zajmujący się klimatologią na świecie – James Hansen, były dyrektor Instytutu Goddarda w NASA. Hansen, będąc fizykiem i klimatologiem, przez lata badał konsekwencje zmian zachodzących w klimacie. Już w latach 80. ubiegłego wieku ostrzegał przed wzrostem globalnej temperatury i konsekwencjami, jakie się z tym wiążą. Ostrzegał także amerykańskie władze. Jednak przez lat nic się nie zmieniło, a emisje CO2 wciąż rosły, a wraz z nimi temperatury.

Rozczarowany tym, jak niewielu ludzi zwraca uwagę na jego alarmy, przyłączył się do otwartego protestu w formie obywatelskiego nieposłuszeństwa. Pierwszy raz w 2009 roku w Zachodniej Virginii, kiedy protestował przeciwko wydobyciu węgla metodą usuwania szczytów gór. Następnie przed Białym Domem w 2010 i ponownie w 2011 roku. Protest pod koniec sierpnia 2011 roku był odpowiedzią na wydaną kilka dni wcześniej przez Departament Stanu pozytywną analizę ekologiczną niesławnego w USA rurociągu Keystone XL. W analizie urzędnicy stwierdzili, że projekt będzie miał ograniczony negatywny wpływ na środowisko.

Aresztowanie Jamesa Hansena, fot Ben Powless, wikimedia.org

Hansenowi i ekologom nie chodziło jednak tylko o same kwestie środowiskowe (wycieki ropy). Protestowali przeciwko brakowi działań ograniczających o emisje CO2. Rurociąg transportuje bowiem ropę z piasków roponośnych z kanadyjskiej prowincji Alberta. A Hansen, mówiąc o katastrofalnym dla ludzkości ociepleniu klimatu, oznaczającym masowe wymieranie, a także ewentualnej możliwości zbliżenia naszego klimatu do tego, jaki panuje na Wenus, zwracał uwagę, że zostanie to spowodowane m.in. spalaniem kopalin z  niekonwencjonalnych złóż ropy i gazu.

Mamy dość fałszywych obietnic

Kolejne lata przynosiły kolejne protesty klimatyczne, coraz większe, coraz częstsze w kolejnych krajach. Na przykład w Australii w 2010 roku. Roku, który przyniósł serię katastrof pogodowych na Ziemi. W połowie sierpnia tysiące ludzi wyraziło swój sprzeciw wobec władz, które nie kwapiły się do radykalnych zmian w energetyce. Na ulice Sydney i innych miast wyszły tysiące. – Mamy dość opóźnień i fałszywych obietnic. Chcemy zobaczyć prawdziwe działania mające na celu ograniczenie emisji dwutlenku węgla w Australii w następnej kadencji rządu – powiedział Pepe Clarke z Nature Conservation Council, australijskiej organizacji działającej na rzecz ochrony przyrody.

Już w tamtych czasach badania socjologiczne pokazywały, że Australijczycy chcą podjęcia przez władze działań na rzecz ochrony klimatu. Mimo to do dziś niewiele się zmieniło. Odnośnie protestów klimatycznych, warto nadmienić COP 18 w Doha. W 2012 roku w tle szczytu klimatycznego odbył się pierwszy marsz klimatyczny na arabskiej ziemi. Wzięło w nim udział około 800 osób w tym aktywiści z raczkującego wtedy ruchu na rzecz walki ze zmianami klimatu. W tamtym regionie to prawdziwy ewenement. Przede wszystkim dlatego, że w takich krajach jak Katar ciężko o swobody obywatelskie. Poza tym to ważny eksporter ropy i gazu.

1
2
Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.