📻 NON STOP. Jesteśmy podsłuchiwani i wcale (?!) nam to nie przeszkadza

Dorota Wawryniuk-Kaczyńska: Koniec prywatności

AUDIO REO. Posłuchaj artykułu. Czyta Danuta Stachyra
Jakiś czas temu daleki znajomy opowiadał, że zamarzył o kowbojskich butach i podzielił się tym marzeniem z kolegami przy piwie. Kolejnego dnia zaczęły pojawiać mu się na Facebooku reklamy sklepów z kowbojkami, specjalne promocje oraz limitowane serie w rewelacyjnej cenie butów wszelkiej kowbojskiej maści. Zarzekał się, że myśl była spontaniczna i że nigdy w smartfonie ani w innych swoich elektronicznych cudeńkach nie wpisał słów, które wskazywałyby na kultowe buty.


Myślałam o tym sceptycznie. Po pierwsze kowbojki – co za oldskulowy pomysł, nie można kolesia brać na poważnie. Po drugie piwo – na pewno zapomniał, że po kilku głębszych chciał kolegom pokazać, o czym marzy. Coś tam wyguglował, potem pewnie zapomniał i stąd takie zachowanie wyszukiwarki. Wiemy, jak to działa. Raz wpiszesz, a twoje zainteresowania są zbierane, liczone i maszyna zaczyna myśleć za ciebie…

Zasłyszana historia o kowbojkach została zapomniana. Ale teraz…. W obliczu rewelacji, jakie niemal co dzień dostarcza nam Facebook wraca jak bumerang i zaczynam się bać…

Rok 2018 to dla Facebooka rok porażek i skandali

Po długiej fali wznoszącej najlepiej opracowane i wymyślone medium społecznościowe zalicza coraz to bardziej żenujące i mrożące krew w żyłach wpadki.

Doniesienia o tym, że Facebook podsłuchuje nas bez naszej wiedzy nie są historią z filmu szpiegowskiego. To rzeczywistość.

I to trudna do zaakceptowania. To skok na naszą prywatność. Opresyjne działanie, o którym mało kto miał pojęcie. A możliwa skala działania poraża jeszcze bardziej. Bowiem ta praktyka nie dotyczy tylko FB.

Wszystkie aplikacje, które korzystają z mikrofonu mają tę możliwość.

Facebook przykuwa naszą uwagę, bo jest w tej chwili największym chłopcem do bicia. Ale zbieranie danych przez mikrofon twojego telefonu odbywa się non-stop i to bez względu na to czy masz FB, czy nie. Trzeba mieć świadomość, że cudowna smartfonowa technologia, z której tak chętnie korzystamy, ma swoje ciemne strony.

Oburzenie na świecie jest wielkie

Mówi się o szpiegowaniu konsumenckim, ataku na prywatność, inwigilacji oraz sprzedaży danych. Z drugiej zaś strony, kreatorzy aplikacji i marketingowcy sieciowy tłumaczą, że przecież każda z aplikacji pyta, czy pozwalasz jej na korzystanie z lokalizacji GPS? Z aparatu? Z mikrofonu? Więc o co kaman?

To, że Facebook korzysta z mikrofonu było wiadome od ponad pięciu lat, ale dopiero w 2018 przypomniano eksperymenty profesor Kelli Burns, z Uniwersytetu na Florydzie, która dwa lata wcześniej opisała podsłuchiwanie rozmów prywatnych. Burns sugerowała, że Facebook może wykorzystywać zdobyte informacje, aby targetować reklamy.
Jednocześnie sam Facebook potwierdza, że wykorzystuje mikrofony, aby słuchać naszego otoczenia, pomagać nam tym samym targetować posty, ale zaprzecza, aby nagrywał, analizował, wykorzystywał dane lub sprzedawał je dalej potencjalnym reklamodawcom.

Ale czy rzeczywiście nikt nas nie nagrywa i nie analizuje?

Antonio Garcia Martinez, wcześniej pracujący dla Facebooka jako Advertisements Targeting Product Manager, dziś tak argumentuje w Wired: – Facebook nie musi prowadzić takich praktyk, bo ma wystarczająco dużo danych, które może analizować i wykorzystywać do sprzedaży reklam. A które sami, z własnej i nieprzymuszonej woli dostarczamy mu codziennie: wpisy, lajkowane posty, polubienia stron, informacje na Messengerze. Facebook wie, gdzie zrobiłeś zdjęcie i kto na nim jest, zna twoją rodzinę, znajomych; wie, jakie są twoje polityczne preferencje, co myślisz o religii, co kupujesz, co oglądasz online, w jakich godzinach jeździsz do pracy i skąd zamawiasz pizzę.

Te dane są wystarczające, aby się nimi posługiwać i generować maksymalny profit jako najlepsze strategicznie narzędzie marketingowe na całym świecie.

Nagrywanie rozmów natomiast i ich równoczesna analiza wymagałaby olbrzymich środków. Wyobraźmy sobie następujące ilości danych. Przeliczono, że jedna sekunda rozmowy to ok. 3 kilobajty, co oznacza, że w samych Stanach Zjednoczonych dziennie gromadzono by 20 petabajtów danych. Dla porównania: Facebook po kilkuletniej działalności do dziś zgromadził 300 petabytów danych. Innymi słowy nagrywanie wszystkich użytkowników oznaczałoby dzienny napływ danych o 33 razy większy, niż cały zgromadzony dotychczas materiał.

Oczywiście wszystkie te zgromadzone prywatne rozmowy należałoby jeszcze w jakiś sposób przeanalizować, aby w ogóle były przydatne. Zbieranie danych w takiej ilości i ich analiza kosztowałyby miliony. Wcześniej wspomniany Martinez wskazuje, że potencjalna ilość istotnych informacji, za którą ktoś chciałby zapłacić to jakiś mikroskopijny ułamek. W tej skali to się po prostu nie opłaca.

Tom Kay z portalu technologicznego Gizmodo powątpiewa w obecne możliwości technologiczne Facebooka. Twierdzi, że konspiracyjna teoria podsłuchu naszych prywatnych rozmów nie jest prawdziwa. Nikt ich nie analizuje a ewentualne reklamy są wynikiem analizy innego rodzaju danych lub też po prostu przypadku.

Zanim więc cały swój gniew wyładujemy na Facebooku, musimy zrozumieć, że sam pomysł zbierania danych nie jest nowy, firmy marketingowe zawsze to robiły. Kiedyś był to marketing wysyłkowy (direct-mail consumer marketing). A dziś tylko technologicznie ewoluowaliśmy i tradycyjna poczta odeszła w odstawkę.

Alex Goldman, amerykański guru internetowych historii (program Reply All), w wywiadach z technologicznymi mistrzami starał się ustalić, jaka jest zależność między informacją, którą wprowadzamy na swój profil a reklamą, którą ta informacja wywoła. Okazuje się, że najtęższe głowy pracujące dla Facebooka często nie są w stanie przewidzieć, w jaki sposób zadziała używany przez nich algorytm. To wydaje się jeszcze bardziej przerażające, niż sam fakt, że ktoś nas podsłuchuje.

Rzeczywistość rodem z Matriksa, kiedy to maszyny i sztuczna inteligencja przejmują władzę, a człowiek za nimi nie nadąża, już stuka do drzwi.

To, że Facebook oraz inne aplikacje nie nagrywają nas dziś nie oznacza, że jesteśmy bezpieczni. Możliwość wykorzystania mikrofonu w przyszłości są olbrzymie. Duże firmy informatyczne prowadzą wyścig technologiczny. Potrzebują masy danych, nowych, bardziej szczegółowych, aby tworzyć bardziej precyzyjne narzędzia, mechanizmy i algorytmy. Rynek reklamowy potrzebuje bezpośredniego dotarcia do klienta, same odsłony stron i kliknięcia, nie spowodują sprzedaży i zysków.

Facebook całkowicie zależy od sprzedaży online, bo dzięki kampaniom i markom się utrzymuje. Technologicznie ma z firmami IT wspólny cel. I to tylko kwestia czasu, kiedy z arkuszy kalkulacyjnych zarządców socialmediowych wyskoczy pierwszy próg opłacalności.

Technologia, która wydaje się błogosławieństwem, niesie realne zagrożenie

Zdaniem dr. Petera Henweya, zajmującego się cyberbezpieczeństwem (cytując za VICE Magazine) telefony nas podsłuchują i wszystko, co przy nich powiemy, może zostać wykorzystane przeciwko nam. Dziś mówimy o wykorzystaniu danych w celach zysków reklamowych, ale wśród codziennych rozmów, które ktoś może nagrać padają informacje, których wykorzystanie może niejednemu obywatelowi zniszczyć życie.

Zdaniem Henwaya większość ludzi jeszcze przez długi czas nie musi się tego obawiać. – O ile nie jesteś dziennikarzem, prawnikiem czy lekarzem, czyli nie zajmujesz się zawodowo poufnymi informacjami, dostęp do twoich danych otrzymują praktycznie tylko reklamodawcy. W przypadku przeciętnego Kowalskiego (…) to po prostu logiczna kontynuacja reklamy w telewizji. Tylko zamiast telewidzów w godzinach największej oglądalności, teraz śledzą nasze internetowe nawyki.

Może rzeczywiście dzisiejsza technologia nie pozwala przetworzyć takiej ilości informacji, może dziś nie jest to wystarczająco ekonomiczne, ale co będzie za kilka lat? Technologiczny renesans wciąż trwa, więc orwellowsko-zuckerbergowska rzeczywistość tuż przed nami.

fot. pixabay.com
Współczesny Wielki Brat jest już z tobą

Trzymasz go w ręku i mimo zagrożeń, strachu większość z nas, nawet tych najgłośniej oburzonych nie wyłącza aparatu, mikrofonu, nie przechodzi przez instruktaż zabezpieczeń, bo nie chce wypaść z obiegu. Facebook i nowoczesna technologia tak opanowały nasze życie, że wszyscy

czujemy się zmuszeni przymknąć oko na praktyki, takie jak nagrywanie albo podsłuchiwanie prywatnych rozmów.

W zamian dostajemy tak wiele udogodnień, że jesteśmy w stanie poświęcić trochę prywatności. I to jest najbardziej przerażające. Jakbyśmy wszyscy czuli, że nie mamy innego wyjścia. W niezwykle szybkim czasie obdarowani zostaliśmy tak wieloma cudownymi narzędziami, że trudno jest z nich zrezygnować. Media społecznościowe wysyłają nam nasze zdjęcia w formie zmontowanych już filmów, aplikacje wskazują drogę, wyliczają prędkość, czas, mierzą tętno, namierzają skradzione samochody. Jak teraz wrócić do papierowej mapy? Po co wertować tomisko encyklopedii, jak można prowadząc samochód porozmawiać z Siri?

Jak uniknąć śledzenia przez Facebooka – poradnik. 

Rok 2018 dla Facebooka to rok tłumaczenia się z wątpliwych prawnie i moralnie praktyk, przepraszania, olbrzymiego spadku zaufania i kolosalnych strat finansowych. Ale ujawnienie skandali, niewłaściwych praktyk oraz inwigilacji ma swoje dobre strony i musi doprowadzić do zmian. Sam fakt wytknięcia takich procedur powoduje, że Wielki Brat zaczyna mieć się na baczności.

Wśród żołnierzy jest takie powiedzenie, że zabija ta kula, której nie słyszysz, więc o inwigilacji prowadzonej przez aplikacje mówmy głośno, kwestionujmy, sprawdzajmy, bądźmy czujni. Nadmiernie aktywni nawet. Prawda jest taka, że technologia poszła już tak daleko, że mało kto rozumie, jak działa. Gorliwość w obronie naszej prywatności nam nie zaszkodzi.

I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od pomysłu Zuckerberga na randki. Zaprawdę, dziwny jest ten świat…



REO POLECA

BYŁEM IDIOTĄ – pisze Paweł Sito o aferze facebooka