AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito



W grudniu 2017 roku światowa populacja osiągnęła liczbę 7,6 miliarda ludzi. ONZ przewiduje, że do 2100 roku liczba ta wzrośnie do 11,8 miliarda. Poza wieloma obawami związanymi ze zużyciem zasobów naturalnych przy tak dużej populacji, rodzi się również ważne pytanie: Jak wykarmimy tych wszystkich ludzi?


Dyskusje o słuszności wyboru diety pomiędzy osobami jedzącymi mięso a wegetarianami są dosyć trudne. Większość z nich rozbija się o złość na okazywaną moralną wyższość jednych i o zacietrzewienie drugich. Należy jednak pamiętać, że negatywny wpływ, jaki nasza dieta wywiera na środowisko, możemy ograniczyć nie tylko za pomocą rozwiązań zerojedynkowych. Niewątpliwie faktem nie do podważenia jest to, że przy stale rosnącej liczbie ludności i zmniejszających się zasobach naturalnych Ziemi, konsumpcja i styl życia muszą ulec zmianie.

Jak podaje Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa, na Ziemi mamy obecnie około 800 milionów niedożywionych ludzi. Jednocześnie naukowcy z Cornell University obliczyli, że ilość zboża zużywanego do produkcji mięsa tylko w samych Stanach Zjednoczonych byłaby wystarczająca do wyżywienia właśnie tych 800 milionów. Statystyki  pokazują nie tylko, jak bardzo niezrównoważona jest dieta świata zachodniego, ale również jak nierównomiernie rozkładają się zasoby na naszej planecie.

Ilość zboża zużywanego do produkcji mięsa tylko w samych Stanach Zjednoczonych wystarczyłaby do wyżywienia 800 milionów ludzi.

Nie ma wątpliwości, że dzisiejsza dieta przeciętnego mieszkańca krajów rozwiniętych nie jest zrównoważona. Spowodowane jest to przede wszystkim zatrważającą ilością spożywanego mięsa. Przeciętny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych przez 10 lat życia zjada dwie dorosłe świnie, niecałą krowę oraz 288 kurczaków. Wydaje się, że to wcale nie jest dużo? W końcu dwie świnie w ciągu 10 lat to tyle, co nic… No tak, ale ciekawszą informacją jest to, że do wyprodukowania tej ilości mięsa trzeba będzie zużyć: 10 milionów litrów wody oraz 300 gramów antybiotyków, a przy okazji wyemitować do atmosfery 8 tysięcy kilogramów dwutlenku węgla (źródło: OECD). I te liczby są już dosyć powalające.

Przeciętna konsumpcja mięsa w USA per capita w ciągu 10 lat w zestawieniu ze skutkami hodowli.

Wgryzając się w kolejny stek, nie powinniśmy więc udawać, że nie słyszeliśmy o tych statystykach ani że te liczby nie robią na nas wrażenia. Wiem, że stanowcza zmiana stylu życia jest dosyć wymagająca i ciężko przekonać do niej wszystkich, jednak każdy z nas może zoptymalizować swoją indywidualną dietę i ograniczyć jej negatywny wpływ na środowisko.

Zrównoważona dieta półmięsna
Ograniczenie spożycia mięsa do dwóch razy w tygodniu zamiast jedzenia go każdego dnia, już przekłada się na osobisty wpływ na mniejsze zużycie zasobów naturalnych. Szczególnie gdy mamy na uwadze, że do wyprodukowania jednej kalorii z białka zwierzęcego potrzeba 28 kalorii paliw kopalnych, podczas gdy do wyhodowania tej samej ilości białka roślinnego – tylko 3,3 kalorii (źródło: Cornell University). Podobna dysproporcja występuje przy zużyciu wody: jeden bochen chleba wymaga 550 litrów wody, podczas gdy 100 gram wołowiny – aż 7 tysięcy litrów! (źródło: Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Zrównoważonego Rozwoju).

Sposobów wprowadzenia bardziej zrównoważonej diety można szukać również na masową skalę. Jednym z pomysłów promowanych przez naukowców jest zastąpienie części mięsa w burgerach zmielonymi pieczarkami. Wyobraźmy sobie wprowadzenie takiej zmiany na rynku z największą liczbą burgerów spożywanych rocznie – w Stanach Zjednoczonych. Przy 10 miliardach burgerów sprzedawanych każdego roku zastąpienie 30% mięsa wkładem z pieczarek pozwoliłoby zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych o ilość odpowiadającą emisji pochodzącej z 2,3 miliona samochodów. Co więcej, ilość wody potrzebnej do wyprodukowania tych burgerów zmniejszyłaby się o ilość odpowiadającą rocznemu zużyciu przez 2,6 milionów mieszkańców krajów rozwiniętych.

Przy produkcji tego bekonu nie ucierpiało żadne zwierzę

Mając te liczby na uwadze, wydaje się, że zmiana nawyków konsumenckich jest nie tylko niezbędna, lecz także dosyć prosta. Angażując w to największe sieci restauracji, moglibyśmy kształtować dietę konsumentów na masową skalę bez wprowadzania drastycznych zmian w ich stylu życia.

Nie zapominajmy jednak, że nie musimy czekać na to, aż duże firmy podejmą decyzję o wstąpieniu na zrównoważoną ścieżkę konsumpcji – te zmiany możemy wprowadzić indywidualnie w każdej chwili.