List z… Japonii od Tomka Cegielskiego

Nadasz paczkę o 3 nocy, ale kartą nie zapłacisz prawie nigdzie

Ostatnimi czasy, między innymi za sprawą bezpośredniego połączenia z Warszawy, Japonia stała się popularnym celem urlopowym wśród turystów z Polski. Jako mieszkaniec Tokio, często mam okazję oprowadzać znajomych po mieście i przysłuchiwać się ich wrażeniom. Niezmiennie słyszę pytania o automaty z używaną bielizną, honorowe samobójstwa w pracy i zwyczaj jedzenia psów. Mimo że przez ostatnie 20 lat świat stał się dla Polaków znacznie mniejszy, a podróże bardziej osiągalne finansowo, w naszym społeczeństwie wciąż funkcjonują stereotypy z czasów serialu Shogun.

Japonia jest krajem pełnym kontrastów i nie sposób poznać jej dobrze nawet podczas kilkutygodniowej wizyty. Jaka jest dziś i czy wciąż dzielą nas cywilizacyjne lata świetlne? Rzetelna odpowiedź na to pytanie prawdopodobnie wymagałaby kilku tysięcy stron maszynopisu. Spróbuję jednak lakonicznie opisać kilka z kluczowych aspektów życia w Kraju Kwitnącej Wiśni z perspektywy osoby, która tu mieszka i pracuje.

Dopychanie w pociągu, a rowerem nie pojedziesz
Po drugiej wojnie światowej nabywanie działek i budowanie domów odbywało się dość swobodnie, przez co w wielu miejscach do dziś panuje zupełny urbanistyczny chaos. Budynki – często niekształtne, ze ścianami poszarzałymi od wilgotnego powietrza – są oddalone od siebie niekiedy o 20 centymetrów, zupełnie blokując dostęp do słońca. Widziane z dystansu sprawiają wrażenie slamsów dla klasy średniej. Osiedlowe ulice bywają za wąskie, by można było nimi przejechać przeciętnej wielkości samochodem. Co więcej, parkowanie w mieście jest niezwykle trudne i często kosztowne, a ścieżki rowerowe stanowią rzadkość. Mieszkańcy są niejako zmuszeni do korzystania z transportu publicznego, a ten, mimo olbrzymiej przepustowości, w godzinach szczytu nie zapewnia komfortu jazdy. Dopychanie ludzi do wagonu, by drzwi mogły się zamknąć, to nie mit, ale codzienność dużych japońskich miast w godzinach porannych.

jak się żyje w Japonii
fot. unsplash.com, Redd Angelo

Mitem jest niebywała punktualność japońskich pociągów. Nocna komunikacja miejska nie funkcjonuje zaś w ogóle.

Mitem natomiast jest niebywała punktualność pociągów. Owszem, jeżeli chodzi o międzymiastowe, to rozbieżności z rozkładem są niezwykłą rzadkością. Niestety, w mieście, gdzie kolej i metro stanowią podstawowy środek komunikacji, praktycznie każdego ranka na którejś linii dochodzi do kilkuminutowych opóźnień. Zdarza się to przede wszystkim w godzinach szczytu. Wystarczy, że ktoś zasłabnie w zatłoczonym pociągu i cała sieć połączeń zostaje narażona na opóźnienia. Nocna komunikacja miejska nie funkcjonuje zaś w ogóle. To nie Warszawa!

Jeżeli zachce nam się o trzeciej w nocy zeskanować dokument, zapłacić rachunki albo nadać paczkę, możemy to zrobić na każdym rogu.

Miasto czynne całą dobę i Michelin co krok
Czy to oznacza, że życie w japońskiej metropolii jest uciążliwe? Przeciwnie! Gęsta i wysoka zabudowa oznacza wysoką gęstość zaludnienia, to zaś wpływa korzystnie na liczbę lokali usługowych, wysoki poziom bezpieczeństwa i dostępność dóbr. Jeżeli zachce nam się o trzeciej w nocy zeskanować dokument, zapłacić rachunki albo nadać paczkę, możemy to zrobić na każdym rogu, w sklepie kombini. Jeśli o tej samej porze najdzie nas potrzeba kupienia sofy, kasku na motor, butów zimowych albo walizki podróżnej, sieć sklepów Donkihote, otwartych całą dobę, przyjdzie nam z pomocą. Głodni? Całodobowe restauracje znajdziecie przy niemalże każdej stacji, których w samym Tokio jest ponad 800. Choć w japońskich miastach nie znajdziemy wielu drzew (tych wolno rosnących), zanieczyszczenie jest stosunkowo niskie. Przydrożne pasy zieleni zastąpiono sporadycznymi, acz dużymi parkami. Dzięki takiemu rozwiązaniu w środku metropolii możemy poczuć się jak na łonie natury.

Sieć komunikacyjna, mimo dużego obciążenia w godzinach szczytu, wciąż pozostaje jedną z najbardziej wydajnych na świecie. Spóźnienia do pracy wynikające z porannych kilkuminutowych opóźnień środków transportu publicznego są usprawiedliwiane przez pracodawców, więc nie stanowi to problemu dla pracowników. Drogi są równe jak stół, nawet w najtrudniej dostępnych zakątkach miast. Wracając do architektury: wiele dzielnic pełnych jest futurystycznych, wprawiających w osłupienie budowli. Natomiast chaotycznie poutykane budyneczki okazują swoje piękno po zachodzie słońca, kiedy to kolorowe neony odwracają uwagę od szpetoty szarych ścian.

w samym tokio jest 227 restauracji z gwiazdką michelina. w całej Polsce dwie.

Największe japońskie miasta, mimo wielu swoich przywar, stwarzają wrażenie metropolii na miarę XXI wieku. Autostrady ciągnące się kilkanaście metrów ponad chodnikami, betonowa dżungla po horyzont, superszybka kolej międzymiastowa (prędkość eksploatacyjna 320 km/h, w testach pociąg Maglev przekroczył 600 km/h), tętniące życiem ulice, tysiące restauracji, czystość, bezpieczeństwo i niezwykle szeroka oferta kulturalna – wszystko to  sprawia, że po powrocie z Tokio do Warszawy czujemy się jak po powrocie z Metropolis do Wilkowyj. W samym Tokio jest 227 restauracji z co najmniej jedną prestiżową gwiazdką Michelina, w Osace i Kioto – 187, kolejne 76 znajdziemy na Hokkaido, a to tylko wycinek Japonii. W całej Polsce mamy tylko dwie takie restauracje. Daje do myślenia, prawda?

jak się żyje w Japonii
fot. unsplash.com, Erik Eastman

Wieloryby, atom i nakrętki od butelek
Trzęsienie ziemi z 2011 r. wywróciło do góry nogami plany Japończyków na zarządzanie energetyczne krajem i zmusiło rząd do powrotu do energii węglowej i inwestowania w odnawialną. Plany zakładają, że do 2030 r. miks energetyczny będzie wyglądał następująco: 22% energia jądrową, 26% węglowa, 27% gazowa, 22% odnawialna, zaś 3% pozyskiwane będzie z ropy naftowej. Względy ekonomiczne zmuszają Japończyków do korzystania z węgla jako źródła energii, zaś względy ekologiczne i Porozumienie Paryskie –do ograniczenia emisji CO2. Dlatego zdecydowano się wybudować kilkanaście najnowocześniejszych elektrowni węglowych, z zastosowaniem technologii pozwalających zredukować emisję dwutlenku węgla do minimum. Energia odnawialna pozyskiwana jest głównie z hydroelektrowni. Dużą popularność zyskują panele słoneczne, ale wciąż stanowią mały procent ogólnokrajowej produkcji prądu. W Japonii, bardzo górzystym kraju, korzystanie z turbin wiatrowych jest niezwykle trudne (brak odpowiedniego wiatru), dlatego też władze postanowiły rozpocząć projekt budowy nawodnej elektrowni wiatrowej w rejonie Fukushimy. Głównym wyzwaniem dla rządu jest w tej chwili obniżenie kosztów produkcji pływających wiatraków, gdyż obecnie znana Japończykom technologia jest droga w użyciu.

Japończycy po grillu u znajomych zabierają powstałe odpady do domu.

To, co rzuca się w oczy po przyjeździe do tego kraju, to ogromna liczba aut hybrydowych. Japonia jest światowym liderem pod względem sprzedanych egzemplarzy ekologicznych aut tego typu, wyprzedzając Amerykę i zupełnie deklasując Europę. Nissan Leaf jest w tej chwili najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym na świecie, zaś Toyota prężnie inwestuje w wodorowe ogniwa paliwowe, produkując takie auta, jak Toyota Mirai. Do 2021 roku rząd japoński zamierza otworzyć 160 nowych stacji napełniania wodorem.

Oprócz ekologicznych samochodów, turystę zaskakuje niezwykła czystość ulic, choć nie znajdzie on koszy na śmieci! Stosunek Japończyków do odpadów rzeczywiście jest wyjątkowy. W zależności od dzielnicy i spółdzielni śmieci segregowane są na różne kategorie; te najczęstsze to: butelki plastikowe, puszki aluminiowe, butelki szklane, plastik, rzeczy łatwe do spalenia (np. papier, drewniane pałeczki, ubrania), tkaniny, metal, sprzęt elektroniczny itd. Nie wystarczy jednak butelkę zgnieść i wyrzucić. Należy najpierw zdjąć etykietę i odkręcić korek. Etykieta ląduje w koszu na odpady łatwopalne, korek w koszu na plastiki, a butelka w koszu na butelki plastikowe. Plastikowy talerzyk lub lunchbox należy opłukać przed wyrzuceniem do śmieci. Co więcej, Japończycy, wracając np. z grilla u znajomych, zabierają wszystkie odpady do domu, co nam, Europejczykom, może wydawać się dziwne. Oczywiście nie wszyscy podchodzą do wyrzucania odpadów aż tak rygorystycznie, a niektóre wspólnoty mieszkaniowe dzielą śmieci tylko na trzy kategorie, a nie na sześć. Niemniej jednak Japończycy mają jeden z lepszych wyników na świecie, jeżeli chodzi o procent recyklingu.

Słodkie szczeniaki i tańczące jedzenie  
Zupełnie niepostępowo, a z europejskiej perspektywy być może nawet barbarzyńsko, wygląda stosunek Japończyków do zwierząt. Oprócz znanych z mediów połowów wielorybów i masakr delfinów, w zachodzi tu wiele innych niepokojących zjawisk. Schronisk dla zwierząt jest bardzo mało, dlatego większość złapanych bezdomnych psów i kotów usypia się w specjalnych komorach gazowych nazywanych dream-boxami. W roku 2014 zagazowano w ten sposób 200 000 zwierząt. Japończycy jako naród uwielbiający rzeczy kawaii (słodkie, urocze) niechętnie adoptują dorosłe zwierzęta. Słodko wyglądające czworonogi kupuje się głównie w sklepach zoologicznych, gdzie w miniaturowych klatkach kilkumiesięczne szczeniaki, w odosobnieniu od matki, czekają na nabywcę. Ceny sięgają nawet, w przeliczeniu, 30 tysięcy złotych za małego psiaka. Wbrew pozorom głównym kryterium nie jest rasowość, lecz uroda szczeniaka. Często najdroższymi zwierzakami są krzyżówki dwóch rożnych ras.

Japończycy zaczynają dostrzegać, że ze względu na zbyt intensywne połowy niektóre z ich ulubionych ryb mogą na stałe zniknąć ze stołów.

O ile opowieści o jedzeniu psów przez Japończyków nie mają nic wspólnego z prawdą, o tyle mieszkańcy czterech wysp raczej nie przejmują się dobrostanem zwierząt, przygotowując potrawy. W restauracjach możemy znaleźć np. Odorigui (dosłownie: tańczące jedzenie), czyli owoce morza i narybek, które spożywa się jeszcze przed ich zabiciem lub zabija tuż przed skonsumowaniem (żywa rybka miota się na talerzu i w jamie ustnej, stąd nazwa tańczące jedzenie). Miałem też okazję obserwować smażenie żywego homara, który desperacko próbował się wydostać z płyty grzewczej teppan, na której był przyrządzany.

fot. unsplash.com, Jonathan Forage

Powoli zaczyna trafiać do Japończyków fakt, że ze względu na zbyt intensywne połowy niektóre z ich ulubionych ryb mogą na stałe zniknąć ze stołów. Np. populacja największego przysmaku w świecie sushi, czyli tuńczyka pacyficznego błękitnopłetwego, spadła do 2,6% poziomu z początku pomiarów. Należy spodziewać się, że rząd powoli będzie wprowadzał regulacje połowów. Wcześniej zakazano rytualnego podrzynania gardeł delfinom, w tej chwili zabijane są w sposób określany jako bezbolesny.

Arbuzowe pieniądze i książeczki bankowe
Prawdopodobnie dla wielu Europejczyków szokiem mógłby być dosyć niski stopień cyfryzacji Japonii. Bardzo wiele restauracji nie przyjmuje płatności kartami kredytowymi. Moja japońska (!) karta debetowa nie jest honorowana praktycznie w żadnym sklepie i służy jedynie do wybierania pieniędzy z bankomatu. Zdobycie zaś karty kredytowej jest dosyć skomplikowanym procesem, szczególnie dla obcokrajowca. Co więcej, niektóre z bankomatów w Japonii zwyczajnie przestają działać np. po godzinie 23. Przelewów dokonuje się głównie z bankomatów (sic!), a nie z pomocą bankowości internetowej, bo ta jest wciąż mało popularna i oporna w użyciu. Udając się do banku, należy zabrać ze sobą tsuuchou, czyli książeczkę bankową (coś na kształt naszej książeczki oszczędnościowej), oraz specjalną pieczątkę, która służy jako podpis. By wysłać pieniądze zagranicę, musiałem udać się do konkretnej jednostki bankowej, wypełnić mnóstwo różnych druczków i dokonać dosyć wysokiej opłaty. W Polsce przelew do Japonii mogłem wykonać w kilka minut przy użyciu dowodu osobistego, w przypadkowej placówce banku.

Myli się ten, kto myśli, że przeciętny japoński nastolatek nosi grube okulary, świetnie zna się na komputerach i z zamkniętymi oczami potrafi włamać się do NASA.

Japończycy zdają sobie sprawę z toporności ich systemu, ale bronią go, mówiąc, że jest niezwykle szczelny i bezpieczny w użyciu. Funkcje kart kredytowych, używanych głównie do zakupów on-line, przejęły w jakimś stopniu specjalne karty, noszące różne nazwy w zależności od regionu. W Tokio jest to suica (homofon słowa arbuz – suika) oraz pasmo. Karta służy głównie do korzystania z komunikacji miejskiej. Doładowujemy ją określoną kwotą i za każdym razem, przechodząc przez bramki w metrze, dokonujemy opłaty, przykładając plastik do czytnika. Z kart można korzystać również w taksówkach, sklepach, niektórych restauracjach, automatach z napojami itd.

Internet do pracy i pełne wypożyczalnie DVD
Myli się również ten, kto myśli, że przeciętny japoński nastolatek nosi grube okulary, świetnie zna się na komputerach i z zamkniętymi oczami potrafi włamać się do NASA. W moim odczuciu stan wiedzy informatycznej, szczególnie wśród młodzieży, jest znacznie niższy niż w Polsce. Być może jest to spowodowane tym, że Japończykom elektronicznej rozrywki od zawsze dostarczały inne urządzenia. Gdy moje pokolenie w latach 90. używało komputerów głównie do grania w gry, siłą rzeczy musieliśmy nauczyć się, jak poskładać peceta czy przeinstalować Windowsa. W Japonii królowały wtedy konsole Nintendo, Tamagochi i salony gier. W XXI wieku filmy można oglądać na odtwarzaczu DVD lub konsoli, a internet przeglądać na telefonie. Komputer w zasadzie służy Japończykom głównie do pracy. Ściąganie filmów czy seriali z internetu jest bardzo mało popularne, wypożyczalnie płyt DVD są tu wciąż pełne klientów.

maszyny wydające bilety na stacjach wyglądają tak, jakby nie były wymieniane od 30 lat, a działają sprawniej niż nasze, nowoczesne.

Słynna japońska myśl technologiczna raczej przejawia się tam, gdzie mamy do czynienia z fizycznym urządzeniem, działającym mechanicznie. Automat do napojów nigdy nie zje pieniędzy, maszyny wydające bilety na stacjach wyglądają tak, jakby nie były wymieniane od 30 lat, a działają sprawniej niż nasze, nowoczesne. Na całym świecie znane są gramofony Technicsa, syntezatory Rolanda, aparaty Nikon czy maszyny Komatsu. Jeżeli chodzi zaś o szeroko pojęty software i cyfryzację, to Japończycy mimo pewnych osiągnięć (np. w dziedzinie gier komputerowych) raczej pozostają za światem zachodnim w tyle. Wyraźnie widać jednak, że proces cyfryzacji postępuje dosyć szybko. Gdy po raz pierwszy odwiedzałem Japonię niespełna dekadę temu, pieniądze mogłem pobrać jedynie na poczcie, bo inne bankomaty nie dawały mi takiej możliwości. Dziś powstają banki, które systemem obsługi klienta starają się upodobnić do zachodnich (Shinsei bank), wybieranie pieniędzy przy użyciu polskiej karty nie stanowi już kłopotu, powoli popularyzują się też usługi typu PayPal.

Pierwsza gubernatorka i biznesmeni śpiący na ulicy

fot. unsplash.com, Riccardo Trimeloni

Japońskie społeczeństwo również jest pełne kontrastów i można odnieść wrażenie, że stopniowo podąża w stronę Zachodu. W opracowaniach przygotowanych przez słynnego holenderskiego psychologa Geerta Hofstedego, opisujących społeczeństwa poszczególnych krajów w czterech różnych wymiarach, pojawia się współczynnik męskości lub kobiecości danego kraju. Japonia określona jest w badaniach jako jeden z najbardziej męskich krajów świata. Oznacza to, że role społeczne są bardzo wyraźnie zakreślone. Mężczyzna zajmuje zdecydowanie silniejszą pozycję w społeczeństwie, podczas gdy rola kobiety jest drugoplanowa. W Global Gender Gap Report przygotowywanym przez Światowe Forum Ekonomiczne, Japonia zajęła odległe 111. miejsce, co mogłoby sugerować dramatyczną sytuację kobiet w tym kraju. Choć mieszkańcom Kraju Kwitnącej Wiśni wciąż daleko w tej materii do europejskich standardów, wyraźnie widać jednak, że władze są świadome problemu, a premier Shinzo Abe niejednokrotnie zachęcał kobiety do wzmożonej aktywności zawodowej. Jedną z oznak nadchodzących zmian mogła być wygrana Yuriko Koike w zeszłorocznych (październik 2017 r.) wyborach prefekturalnych. Pani Koike została pierwszą gubernatorką Tokio w historii tego miasta i miała duże szanse, by ze swoją nowo założoną partią powalczyć  o zwycięstwo w wyborach krajowych. Męskie status quo wzięło jednak górę.

Jeśli zaś chodzi o słynną pracowitość Japończyków, to rzeczywiście spędzają oni w pracy długie godziny, jednak nie zawsze jest to praca wydajna. Firmy wyraźnie cierpią tu na rozdmuchaną biurokrację. Każde, nawet najmniej istotne działanie należy udokumentować oficjalnym raportem. Często pracownicy po zakończeniu obowiązków nie mogą opuścić pracy przed szefem, bo byłoby to nietaktowne. By zademonstrować podwładnym pracowitość, szef nie chce wyjść równo o 18, więc spirala się nakręca. Nie oznacza to jednak, że Japończycy, siedząc w pracy, czytają gazety. W zależności od firmy, bywają bardzo zapracowani.

Szefowi nie wypada odmówić, więc często po pracy przełożony zabiera wszystkich na piwo, które czasem zamienia się w pięć lub sześć piw.

Czasem problem stanowią wyjścia z szefem na kolację zakrapianą alkoholem czyli tzw. nomikai (nomi – pić, kai – spotkanie). Szefowi nie wypada odmówić, więc często (w przypadku mojej firmy jest to raz lub dwa w tygodniu) po pracy przełożony zabiera wszystkich na piwo, które czasem zamienia się w pięć lub sześć piw. Gdy przed północą idzie się na pociąg, bez trudu można dostrzec zataczających się, roześmianych panów w garniturach, którzy właśnie wracają z nomikai. Mało kogo stać na mieszkanie w centrum, a więc dojazd do domu zajmuje zazwyczaj około godziny. Pracownik wraca z takiej przyjemności po północy, idzie spać, wstaje zmęczony o 7:00, w pracy jest na 9:00, potem znowu możliwe, że będzie musiał pić do późnych godzin. Z perspektywy czasu uważam, że takie spotkania mają swoje zalety, bo oczyszczają atmosferę w firmie i konsolidują zespół, jednakże zbyt częste mogą spowodować zmęczenie wśród pracowników. Widok śpiących na chodniku biznesmenów, którzy nie mieli siły iść, nie są w Japonii rzadkością.

Mało kogo stać na mieszkanie w centrum, a dojazd do domu zajmuje zazwyczaj około godziny.

Poświęcenie dla firmy, na które musi być gotowy pracownik, to tylko jedna strona medalu. Jednocześnie należy pamiętać o tym, że w Japonii bardzo trudno zwolnić pracownika zatrudnionego na czas nieokreślony (seishain). Poza bezpieczeństwem zatrudnienia większość pracodawców oferuje tzw. bonusy, czyli premie dwa razy w roku. W zależności od wyników firmy pojedyncza premia może być nawet trzykrotnością miesięcznego wynagrodzenia (zazwyczaj to jedna lub półtorej pensji). Co więcej, szef ma niejako obowiązek dbania o pracowników, przez co spoczywa na nim obowiązek płacenia za wszystkich na lunchu lub kolacji czy choćby przynoszenia drobnych prezentów. 

Japonia jest krajem pełnym skrajności i próby opisania go zazwyczaj kończą się krzywdzącym bądź nobilitującym uogólnieniem dalekim od prawdy. Z jednej strony mamy energię odnawialną, recykling i elektryczne samochody, z drugiej rzezie delfinów i osiedla bez dostępu słońca przez cały dzień. Z jednej niezwykle bezpieczne ulice, brak wandalizmu i przyjazne społeczeństwo, z drugiej szerzący się w miejscach pracy power harassment. Roboty podające jedzenie w restauracjach, a na drugim biegunie książeczki oszczędnościowe rodem z poprzedniego stulecia. Pora chyba już porzucić stereotypy.

fot. unsplash.com, Tycho Atsma