Ostatnimi czasy, między innymi za sprawą bezpośredniego lotu z Warszawy do Tokio, Japonia stała się popularnym celem urlopowym wśród turystów z Polski. Jako mieszkaniec Tokio, mam często okazję oprowadzać swoich znajomych i przysłuchiwać się ich wrażeniom. Niezmiennie zdarza mi się usłyszeć pytania o automaty z używaną bielizną, honorowe samobójstwa w pracy i zwyczaj jedzenia psów. Mimo że przez ostatnie 20 lat świat stał się dla Polaków znacznie mniejszy a podróże bardziej osiągalne finansowo, w naszym społeczeństwie wciąż funkcjonują stereotypy z czasów serialu Shogun.

Japonia jest krajem pełnym kontrastów i nie sposób poznać jej dobrze nawet podczas kilkutygodniowej wizyty. Jaka jest dziś i czy wciąż dzielą nas cywilizacyjne lata świetlne? Rzetelna odpowiedź na to pytanie prawdopodobnie wymagałaby kilku tysięcy stron maszynopisu. W tym artykule spróbuję, jednak, lakonicznie opisać, kilka z kluczowych aspektów życia w Kraju Kwitnącej Wiśni, z perspektywy osoby, która tu mieszka i pracuje.

Ciasno, ale wesoło
Po drugiej wojnie światowej nabywanie działek i budowanie domów odbywało się dość swobodnie, przez co w wielu miejscach do dziś panuje totalny urbanistyczny chaos. Budynki oddalone są od siebie niekiedy o 20 centymetrów, zupełnie blokując dostęp do słońca. Ich bryły są często niekształtne a ściany poszarzałe od wilgotnego powietrza. Obserwowane z dystansu sprawiają wrażenie slamsów dla klasy średniej. Osiedlowe ulice bywają za wąskie by można było nimi przejechać przeciętnej wielkości samochodem. Co więcej parkowanie w mieście jest niezwykle trudne i często kosztowne, a ścieżki rowerowe stanowią rzadkość. Mieszkańcy są niejako zmuszeni do korzystania z transportu publicznego, a ten, mimo olbrzymiej przepustowości, nie zapewnia komfortu jazdy w godzinach szczytu. Dopychanie ludzi do wagonu, by drzwi mogły się zamknąć to nie mit, to codzienność dużych japońskich miast w godzinach porannych.

Mitem natomiast jest niebywała punktualność pociągów. Owszem, jeżeli chodzi o te międzymiastowe, to rozbieżności z rozkładem są niezwykłą rzadkością. Niestety w mieście gdzie kolej i metro stanowią główny sposób przemieszczania się, do opóźnień kilkuminutowych, na którejś z linii dochodzi praktycznie każdego ranka. Zdarza się to przede wszystkim w godzinach szczytu. Wystarczy, że ktoś zasłabnie w zatłoczonym pociągu i cała sieć połączeń zostaje narażona na opóźnienia. Nocna komunikacja miejska nie funkcjonuje zaś w ogóle. To nie Warszawa!

parkowanie w mieście jest niezwykle trudne i kosztowne, a ścieżki rowerowe to rzadkość.

Czy to oznacza, że życie w japońskiej metropolii jest uciążliwe? Przeciwnie! Gęsta i wysoka zabudowa powodują wysoką gęstość zaludnienia, ta zaś wpływa korzystnie na ilość lokali usługowych, wysoki poziom bezpieczeństwa i dostępność dóbr. Jeżeli zachce nam się o trzeciej w nocy zeskanować dokument, zapłacić rachunki albo nadać paczkę, możemy to zrobić w sklepie kombini na każdym rogu. Jeżeli o tej samej porze najdzie nas potrzeba kupienia sofy, kasku na motor, butów zimowych albo walizki podróżnej, sieć sklepów Donkihote otwartych całą dobę przyjdzie nam z pomocą, oferując najróżniejsze produkty. Głodni? Całodobowe restauracje znajdziecie przy niemalże każdej stacji, których w samym Tokio jest ponad 800. Pomimo małej ilości wolno rosnących drzew, zanieczyszczenie powietrza w japońskich miastach jest stosunkowo niskie. Przydrożne pasy zieleni zastąpiono sporadycznymi, acz dużymi parkami. Dzięki takiemu rozwiązaniu, w środku metropolii możemy poczuć się jak na łonie natury z dala od miejskiego hałasu.

Mimo dużego obciążenia w godzinach szczytu, sieć komunikacyjna wciąż pozostaje jedną z najbardziej wydajnych na świecie. Kilkuminutowe opóźnienia, które zdarzają się rano są usprawiedliwiane przez pracodawców, więc nie stanowią wielkiego problemu dla pracowników. Drogi są równe jak stół, nawet w najtrudniej dostępnych zakątkach miasta. Co zaś się tyczy samej architektury, mimo wielu szkaradnych budynków, wiele dzielnic pełnych jest futurystycznych budowli, które wprawiają w osłupienie. Natomiast chaotycznie poutykane budyneczki okazują swoje piękno po zachodzie słońca, kiedy na pierwszy plan wychodzą kolorowe neony, przyćmiewając szpetotę szarych ścian.

w samym tokio jest 227 restauracji z gwiazdką michelina. w całej Polsce dwie.

Największe japońskie miasta, mimo wielu swoich przywar, stwarzają wrażenie metropolii na miarę XXI wieku. Autostrady ciągnące się kilkanaście metrów ponad chodnikami, betonowa dżungla po horyzont, superszybka kolej międzymiastowa (prędkość eksploatacyjna 320km/h, w testach pociąg Maglev przekroczył 600km/h), tętniące życiem ulice, tysiące restauracji, czystość, bezpieczeństwo i niezwykle szeroka oferta kulturalna – to wszystko sprawia, że po powrocie z Tokio do Warszawy czujemy się jak po powrocie z Metropolis do Wilkowyj. W samym Tokio jest 227 restauracji z co najmniej jedną prestiżową gwiazdką Michelina, w Osace i Kioto 187, kolejne 76 na Hokkaido, a to tylko wycinek Japonii. W całej Polsce mamy tylko dwie takie restauracje. Daje do myślenia, prawda?

 

Wieloryby, atom i nakrętki od butelek
Trzęsienie ziemi z 2011 roku wywróciło do góry nogami plany Japończyków na zarządzanie energetyczne krajem i zmusiło rząd do powrotu do energii węglowej i inwestowanie w energię odnawialną. Plany japońskiego rządu zakładają, że do 2030 r. energia jądrową będzie stanowiła 22%, węglowa 26%, gazowa 27%, odnawialna 22%, zaś 3% pozyskiwane będzie z ropy naftowej. Względy ekonomiczne zmuszają Japończyków do korzystania z węgla jako źródła energii, zaś względy ekologiczne i Porozumienie Paryskie do ograniczenia emisji CO2. Dlatego zdecydowano się wybudować paręnaście najnowocześniejszych elektrowni węglowych, z zastosowaniem technologii pozwalających zredukować emisję CO2 do minimum. Energia odnawialna pozyskiwana jest głównie z hydroelektrowni. Bardzo szybko na popularności zyskują panele słoneczne, ale wciąż stanowią mały procent ogólnokrajowej produkcji prądu. Ponieważ Japonia jest krajem bardzo górzystym, korzystanie z turbin wiatrowych jest niezwykle trudne (brak odpowiedniego wiatru), dlatego też władze postanowiły rozpocząć projekt budowy nawodnej elektrowni wiatrowej w rejonie Fukushimy. Głównym wyzwaniem dla rządu japońskiego jest w tej chwili obniżenie kosztów produkcji pływających wiatraków, gdyż obecnie znana Japończykom technologia jest droga w użyciu.

Japończycy po grillu u znajomych zabierają wytworzone przez siebie odpady do domu.

To, co rzuca się w oczy po przyjeździe do kraju, to ogromna liczba aut hybrydowych. Japonia jest światowym liderem pod względem sprzedanych egzemplarzy ekologicznych aut tego typu, wyprzedzając Amerykę i zupełnie deklasując Europę. Nissan Leaf jest w tej chwili najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym na świecie, zaś Toyota prężnie inwestuje w wodorowe ogniwa paliwowe produkując takie auta, jak Toyota Mirai. Do 2021 roku rząd japoński planuje otworzyć 160 nowych stacji napełniania wodorem. Oprócz ekologicznych samochodów, po przyjeździe do Japonii w oczy rzucają się tez niezwykle czyste ulice połączone z zupełnym brakiem koszy na śmieci. Stosunek Japończyków do odpadów rzeczywiście jest wyjątkowy, a pozbywanie się ich bywa uciążliwe. W zależności od dzielnicy i spółdzielni, śmieci segregowane są na różne kategorie, te najczęstsze to: butelki plastikowe, puszki aluminiowe, butelki szklane, plastik, rzeczy łatwe do spalenia (np. papier, drewniane pałeczki, ubrania), tkaniny, metal, sprzęt elektroniczny itd. Nie wystarczy jednak butelki zgnieść i wyrzucić. Należy najpierw zdjąć etykietę i odkręcić korek. Etykieta ląduje w koszu na odpady łatwopalne, korek w koszu na plastiki, a butelka w koszu na butelki plastikowe. Plastikowy talerzyk lub lunchbox należy opłukać przed wyrzuceniem do śmieci. Co więcej, Japończycy, wybierając się np. do znajomych na grilla, zabierają wszystkie wyprodukowane przez siebie odpady z powrotem do domu, co dla nas europejczyków może wydawać się dziwne. Oczywiście nie wszyscy podchodzą do sprawy wyrzucania odpadów aż tak rygorystycznie, a niektóre wspólnoty mieszkaniowe dzielą śmieci np. tylko na trzy kategorie, a nie na sześć. Niemniej jednak, Japończycy mają jeden z lepszych wyników na świecie, jeżeli chodzi o procent recyklingu.

Barbarzyński stosunek do zwierząt
Zupełnie niepostępowo, a z europejskiej perspektywy być może nawet barbarzyńsko, wygląda stosunek Japończyków do zwierząt. Oprócz znanych z mediów połowów wielorybów i masakr delfinów, w Japonii dzieje się wiele innych niepokojących zjawisk. Ilość schronisk dla zwierząt jest bardzo mała, dlatego większość złapanych bezdomnych psów i kotów usypiana jest w specjalnych komorach gazowych nazywanych dream-boxami. W roku 2014 zagazowano w ten sposób 200,000 zwierząt. Japończycy jako naród uwielbiający rzeczy kawaii (słodkie, urocze) niechętnie adoptują dorosłe zwierzęta. Słodko wyglądające czworonogi kupuje się głównie w sklepach zoologicznych, gdzie w miniaturowych klatkach kilkumiesięczne szczeniaki, w odosobnieniu od matki, czekają na nabywcę. Ceny sięgają nawet, w przeliczeniu, 30 tysięcy złotych za małego psiaka. Wbrew pozorom głównym kryterium nie jest rasowość, a uroda szczeniaka. Często najdroższymi zwierzakami są krzyżówki dwóch rożnych ras. O ile opowieści o jedzeniu psów przez Japończyków, nie mają nic wspólnego z prawdą, o tyle mieszkańcy czterech wysp raczej nie przejmują się dobrostanem zwierząt przygotowując potrawy. W restauracjach możemy znaleźć np. Odorigui (dosłownie: tańczące jedzenie) czyli owoce morza i narybek, które spożywamy jeszcze przed ich zabiciem lub zabijamy tuż przed skonsumowaniem (żywa rybka miota się na talerzu i w jamie ustnej, stąd nazwa tańczące jedzenie). Miałem też okazję obserwować smażenie żywego homara, który bezsilnie próbował się wydostać z płyty grzewczej teppan, na której był przyrządzany. Powoli zaczyna trafiać do Japończyków fakt, że ze względu na zbyt intensywne połowy, niektóre z ich ulubionych ryb mogą na stale zniknąć ze stołów. Np. populacja największego przysmaku w świecie sushi, czyli tuńczyka pacyficznego błękitnopłetwego spadła do 2,6% poziomu z początku pomiarów. Należy spodziewać się, że rząd powoli będzie wprowadzał regulacje, które będą normowały sytuacje. Wcześniej zakazano rytualnego podrzynania gardeł delfinom, w tej chwili zabijane są w sposób określany jako bezbolesny.

Japończycy zaczynają dostrzegać, że ze względu na zbyt intensywne połowy, niektóre z ich ulubionych ryb mogą na stale zniknąć ze stołów.

Przelewy, arbuzowe pieniądze i wideo na życzenie
Prawdopodobnie dla wielu Europejczyków szokiem mógłby być dosyć niski stopień cyfryzacji Japonii. Bardzo wiele restauracji nie przyjmuje płatności kartami kredytowymi. Moja japońska(!) karta debetowa nie jest honorowana praktycznie w żadnym sklepie i służy jedynie do wybierania pieniędzy z bankomatu. Zdobycie zaś karty kredytowej jest dosyć skomplikowanym procesem, szczególnie dla obcokrajowca. Co więcej, niektóre z bankomatów w Japonii zwyczajnie przestają działać np. po 23 godzinie. Przelewów Japończycy dokonują głownie z bankomatów (sic!) a nie przy pomocy bankowości internetowej, bo ta jest wciąż mało popularna i oporna w użyciu. Udając się do banku, żeby coś w nim załatwić należy przynieść ze sobą tsuuchou, czyli książeczkę bankową (coś na kształt naszej książeczki oszczędnościowej) oraz specjalną pieczątkę, która służy jako podpis. By wysłać pieniądze zagranicę, musiałem udać się do konkretnej jednostki bankowej, wypełnić szereg różnych druczków i dokonać dosyć wysokiej opłaty. Taki sam przelew w drugą stronę, w Polsce mogłem wykonać w kilka minut przy użyciu dowodu osobistego, w przypadkowej placówce banku. Japończycy zdają sobie sprawę z toporności ich systemu, ale bronią go, mówiąc że jest niezwykle szczelny i bezpieczny w użyciu. Role kart kredytowych używanych głownie do zakupów online, przejęły w jakimś stopniu specjalne karty noszące różne nazwy w zależności od regionu. W Tokio jest to suica (homofon słowa arbuz – suika) oraz pasmo. Karta służy głównie do korzystania z komunikacji miejskiej. Doładowujemy ją określoną kwotą gotówki i za każdym razem przechodząc przez bramki w metrze dokonujemy opłaty przykładając plastik do czytnika. Z kart można korzystać również w taksówkach, sklepach, niektórych restauracjach, automatach z napojami itd.

Myli się również ten, kto myśli, że przeciętny japoński nastolatek nosi grube okulary, świetnie zna się na komputerach i z zamkniętymi oczami potrafi włamać się do NASA. W moim odczuciu stan wiedzy komputerowej, szczególnie wśród młodzieży, jest znacznie niższy niż w Polsce. Być może jest to spowodowane tym, że Japończykom elektronicznej rozrywki od zawsze dostarczały inne urządzenia. Gdy moje pokolenie w latach 90-tych używało komputerów głównie do grania w gry, siłą rzeczy musieliśmy nauczyć się jak poskładać PCta czy przeinstalować Windowsa. W Japonii królowały wtedy konsole Nintendo, Tamagochi i salony gier. W XXI wieku filmy można oglądać na odtwarzaczu DVD lub konsoli, a internet przeglądać na telefonie. Komputer w zasadzie służy Japończykom głównie do pracy. Ściąganie filmów czy seriali z internetu jest bardzo mało popularne, wypożyczalnie płyt DVD są tu wciąż żywe i pełne klientów.

powstają banki, które systemem obsługi klienta starają się upodobnić do banków zachodnich, wybieranie pieniędzy przy użyciu polskiej karty nie stanowi już kłopotu, powoli popularyzują się też usługi typu PayPal.

Słynna japońska myśl technologiczna raczej przejawia się tam, gdzie mamy do czynienia z fizycznym urządzeniem, działającym mechanicznie. Automat do napojów nigdy nie zje nam pieniędzy, maszyny wydające bilety na stacjach wyglądają jakby nie były wymieniane od 30 lat (sic!), a wciąż działają sprawniej niż nasze, nowoczesne. Na cały świat znane są gramofony Technicsa, syntezatory Rolanda, aparaty Nikkona czy maszyny Komatsu. Jeżeli chodzi zaś o szeroko pojęty software i cyfryzację, to Japończycy mimo pewnych osiągnięć (np. w dziedzinie gier komputerowych) raczej pozostają za światem zachodnim w tyle. Wyraźnie widać jednak, że proces cyfryzacji postępuje dosyć szybko. Gdy po raz pierwszy odwiedzałem Japonię niespełna dekadę temu, pieniądze mogłem wybrać jedynie na poczcie, bo inne bankomaty nie dawały mi takiej możliwości. Dziś powstają banki, które systemem obsługi klienta starają się upodobnić do banków zachodnich (Shinsei bank), wybieranie pieniędzy przy użyciu polskiej karty nie stanowi już kłopotu, powoli popularyzują się też usługi typu PayPal.

Wśród Japończyków
Japońskie społeczeństwo również jest pełne kontrastów i można odnieść wrażenie, że stopniowo podąża w stronę zachodu. W opracowaniach przygotowanych przez słynnego holenderskiego psychologa Geerta Hofstedego, opisujących społeczeństwa poszczególnych krajów w czterech rożnych wymiarach, pojawia się współczynnik męskości lub kobiecości danego kraju. Japonia określona jest tam jako jeden z najbardziej męskich krajów świata. Oznacza to, że role społeczne są bardzo wyrazie zakreślone. Mężczyzna zajmuje zdecydowanie silniejszą pozycję w społeczeństwie, podczas gdy rola kobiety jest drugoplanowa. W Global Gender Gap Report przygotowywanym przez Światowe Forum Ekonomiczne, Japonia zajęła odległe 111 miejsce, co mogłoby sugerować dramatyczną sytuację kobiet w tym kraju. Choć Japończykom wciąż daleko w tej materii do europejskich standardów, wyraźnie widać jednak, że władze są świadome problemu i urzędujący premier Shinzo Abe niejednokrotnie zachęcał kobiety do wzmożonej aktywności zawodowej. Jedną z oznak nadchodzących zmian mogła być wygrana Yuriko Koike w październikowych (22.10.2017r.) wyborach prefekturalnych. Pani Koike została pierwszą gubernatorką Tokio w historii tego miasta i miała duże szanse, by powalczyć ze swoją nowo-założoną partią o zwycięstwo w wyborach krajowych. Męskie status quo wzięło jednak górę.

Jeśli zaś chodzi o słynną pracowitość Japończyków, to rzeczywiście spędzają oni w pracy długie godziny, jednak nie zawsze jest to praca wydajna. Firmy wyraźnie cierpią tu na rozdmuchaną biurokrację, każde nawet najmniej istotne działanie należy udokumentować oficjalnym raportem. Często pracownicy po zakończeniu obowiązków nie mogą opuścić pracy przed szefem, bo byłoby to nietaktowne. By zademonstrować podwładnym pracowitość, szef nie chce wyjść równo o 6:00 więc spirala się nakręca. Nie oznacza to jednak, że Japończycy siedząc w pracy czytają gazety. W zależności od firmy – bywają bardzo zapracowani.

Czasem problem stanowią wyjścia z szefem po pracy na kolację zakrapianą alkoholem czyli tzw. nomikai (nomi – pic, kai – spotkanie). Szefowi nie wypada odmówić, więc często (w przypadku mojej firmy jest to raz lub dwa w tygodniu) po pracy przełożony zabiera wszystkich na piwo, które czasem zamienia się w pięć lub sześć piw. Wracając na pociąg przed północą łatwo zaobserwować zataczających się roześmianych panów w garniturach, którzy właśnie wracają z nomikaia. Mało kogo stać na mieszkanie w centrum, a więc dojazd do domu zajmuje zazwyczaj około godziny. Pracownik wraca z takiej przyjemności po północy, idzie spać, wstaje rano zmęczony o 7:00, w pracy jest na 9:00, potem znowu możliwe, że będzie musiał pić do późnych godzin. Z perspektywy czasu uważam, że takie spotkania mają swoje zalety, bo oczyszczają atmosferę w firmie i konsolidują zespół, jednakże zbyt częste, mogą spowodować zmęczenie wśród pracowników. Śpiący na chodniku biznesmeni, którzy nie mają siły iść, nie są w Japonii rzadkością.

Mało kogo stać na mieszkanie w centrum, a dojazd do domu zajmuje zazwyczaj około godziny.

Poświęcenie dla firmy, na które musi być gotowy pracownik to jednak tylko jedna strona medalu. Jednocześnie należy pamiętać o tym, że w Japonii bardzo trudno zwolnić pracownika zatrudnionego na czas nieokreślony (seishain). Poza bezpieczeństwem zatrudnienia większość pracodawców oferuje tzw. bonusy, czyli premie wydawane dwa razy w roku. W zależności od wyników firmy, pojedyncza premia może być nawet trzykrotnością comiesięcznej pensji (zazwyczaj jest to jedna lub półtora pensji). Co więcej, szef ma niejako obowiązek dbania o pracowników, przez co spoczywa na nim obowiązek płacenia za wszystkich, gdy wybiera się z pracownikami na lunch czy kolacje, przynoszenia drobnych prezentów pracownikom itd. 

Japonia jest krajem pełnym skrajności i próby opisania go – używając uniwersalnych określeń – zazwyczaj kończą się krzywdzącym, bądź nobilitującym uogólnieniem, dalekim od prawdy. Z jednej strony mamy energię odnawialną, recykling i elektryczne samochody, z drugiej rzezie delfinów i osiedla bez dostępu słońca przez cały dzień. Z jednej niezwykle bezpieczne ulice, brak wandalizmu i przyjazne społeczeństwo, z drugiej szerzący się w miejscach pracy power harassment. Roboty podające jedzenie w restauracjach, a naprzeciw nich książeczki oszczędnościowe rodem z poprzedniego stulecia. Pora chyba już porzucić dawne stereotypy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here