Jakub Wiech – prawnik, dziennikarz

Dziennikazr energetyka24.com gościnnie w REO

Według mnie, teoria końca nowoczesności podzieli los teorii końca historii Francisa Fukuyamy.

Jakub Wiech

Nie tak dawno temu, Francis Fukuyama obwieścił światu, że historia zakończyła się w roku 1989, a globalna polityka zostanie spetryfikowana i okiełznana cuglami liberalnej demokracji. Dziś, w obliczu kryzysów migracyjnych, konfliktu na Ukrainie, nieustannego napięcia na Półwyspie Koreańskim i diametralnych zmian w elitach władzy poszczególnych państw, słowa te wywołują jedynie uśmiech politowania. Jednakże, dwie dekady temu teoria Fukuyamy miała całe rzesze zwolenników. Dlaczego naukowiec ten zyskał takie poparcie dla swych – logicznie i historiozoficznie rzecz biorąc – dość absurdalnych poglądów?

Teoria Fukuyamy była reakcją na gwałtowne zmiany zachodzące na świecie. Uporządkowała myślenie o rzeczywistości, z której nagle zniknęły elementy uważane za stałe i niezmienne, do których należały m.in. polaryzacja świata, walka dwóch państw i ideologii, klarowne podziały polityczne, gospodarcze i mentalne. Sukces bloku zachodniego, kładący kres groźbie wybuchu Trzeciej Wojny Światowej, otworzył przed ludzkością nowe perspektywy, a niektóre z nich wydały się wręcz pewnikami w zbliżającej się galopem przyszłości. Jednakże, historia zadrwiła z umysłu, który chciał zakończyć jej żywot i pognała własnymi ścieżkami. Okazało się, że triumf liberalnej demokracji był krótkotrwały, a nadzieje w niej pokładane – płonne.

Obecnie ludzkość również jest świadkiem gwałtownych i szeroko zakrojonych zmian. Człowiek nie oswoił się na dobre z potęgą mediów, takich jak radio czy telewizja, a postęp rzucił go na nowe, jeszcze głębsze wody informacji i technologii. Wynalazek Internetu zrewolucjonizował praktycznie wszystkie sfery życia, niosąc ze sobą tyle samo możliwości, co zagrożeń. Przed przeciętnym obywatelem świata otwarły się bramy zupełnie nowej cyberrzeczywistości, która rządzi się swoimi prawami.

Gigantyczne tempo produkcji informacji stało dla ludzkiej wiedzy prawdziwym sitem ze zbyt dużymi okami, nie potrafiącym odsiać ziarna od plew. Łatwość komunikacji z internautami całego świata sprzyja rozpowszechnianiu się sofizmatów i absurdalnych teorii naśladujących naukę. Odarcie elit intelektualnych i politycznych z nimbu wielkości i wyjątkowości – dokonane również dzięki cyberplatformom – oraz postępująca kompromitacja autorytetów postawiły część społeczeństwa w totalnej opozycji do całokształtu systemu państwowego i społecznego. Wszystkie te zmiany dokonały się w obrębie zaledwie dwóch dekad. Nic więc dziwnego, że pokolenia starsze nie mogą dotrzymać tempa tym metamorfozom, a pokolenia młodsze, zwane całkiem słusznie Kolumbami rocznik ’89, po omacku starają się uporządkować chaos, w którym anachroniczne prawa i nauki rodziców nie znajdują zastosowania.

Jednakże, stan ten jest stanem przejściowym, tak jak przejściowy był triumf liberalnej demokracji. Historia się nie skończyła, nie skończyła się także nowoczesność. Ba, nowoczesność jeszcze się nie zaczęła. Ona najprawdopodobniej dopiero się rodzi – a poród zwykle bywa przeżyciem dość bolesnym i wszystkie wymienione powyżej plagi współczesności są takimi właśnie bólami porodowymi. Dopiero, gdy ludzkość okrzepnie wśród swoich nowych zdobyczy; dopiero, gdy Homo sapiens nauczy się korzystać ze swych świeżo wytworzonych narzędzi; dopiero, gdy człowiek złapie na powrót powietrze po zachłyśnięciu się falą innowacji; dopiero wtedy rozpocznie się nowe oświecenie, nowoczesność. I dopiero wtedy będzie można debatować o jej ewentualnym końcu.


 

Jakub Wiech

Prawnik specjalizujący się w tematyce prawa energetycznego, dziennikarz. Absolwent Szkoły Prawa Amerykańskiego Uniwersytetu Florydy. Redaktor serwisu Energetyka24. Doświadczenie zdobywał m.in. w Urzędzie Regulacji Energetyki, Ambasadzie Królestwa Norwegii oraz w prestiżowych kancelariach prawnych. Zainteresowany nowoczesnymi formami komunikacji, mechanizmami budowy wizerunku politycznego, technikami propagandowymi oraz dezinformacją.