Jakub Wątor – szef działu technologii Gazety Wyborczej

fot. unsplash.com, Yiran Ding

Nowoczesność się nie zestarzeje. Modernizm, postmodernizm, neomodernizm – to pojęcia przygniecione dziesiątkami definicji, niewyraźne, niezrozumiałe. Zamiast sypać encyklopedycznymi słowami, lepiej napisać to wprost: większa część społeczeństwa polskiego i technologie są na dwóch różnych imprezach. Z tym że społeczeństwo popija w spelunie, a technologie balują na wytrawnym bankiecie.

Skupiam się na technologiach, bo to one dyktują tempo rozwoju świata i na polskim społeczeństwie, bo najlepiej je znam. Z oczywistych względów w poniższym tekście padnie kilka uogólnień, w związku z czym proszę o zrozumienie i odpuszczenie komentarzy w stylu a moja babcia to umie w Facebooka czy a Maniek z Pcimia to dziś jest dyrektorem w Netfliksie.

Z mojej, 30-latka, perspektywy starzy są śmieszni, a młodzi przerażający.

Skoro o nowoczesności mowa, nie obejdziemy się bez przytoczenia podziału na starych i młodych. Z mojej, 30-latka, perspektywy starzy są śmieszni, a młodzi przerażający. Bawi mnie, gdy moja ciocia powiela filmiki o tym, że tajemnicza pralka pożera skarpetki. – Widziałam w internecie! – wykrzykuje przy obiedzie, gdy tłumaczę jej, co to jest fake. Przeraża mnie, gdy 20-latkowie z superpłynnym angielskim opowiadają mi, że ich udział w konkursie Procter&Gamble CEO Challenge to kolejny z serii: wcześniej brali udział w podobnym konkursie (które są swego rodzaju rekrutacją do firm) Unilevera, wcześniej Pepsico, a jeszcze wcześniej jeszcze kogoś innego.

Niestety, sam nie widzę się ani w jednej, ani w drugiej grupie. Niestety wielu moich rówieśników ma podobnie. Swoje pokolenie – urodzonych mniej więcej między 1980 a 1990 rokiem – nazywam pokoleniem dziurawym. Gdy byliśmy dziećmi, Polska wchodziła w demokrację. Nasi starzy nie kumali, o co chodzi – my tym bardziej. Próbowali się odnaleźć, ale zwykle odnajdywali najpierw denko butelki. Nie rozumieli, że okradanie swojej firmy już nie jest czymś normalnym. Że słowa przepraszam czy dziękuję to żadna ekstrawagancja. Że podatków nie płaci się za karę. Siedzieli w mentalności ludzi PRL-u i tak nas wychowywali.

nagle, na początku lat 2000 zaczął upowszechniać się internet. To było uderzenie obuchem.

My, dzieci, nie rozumieliśmy z kolei, że jesteśmy w demokracji. Rodzice krzyczeli do telewizora, rzucali wyzwiskami, a potem wymądrzali się przed nami i kazali się uczyć, bo bez nauki nigdzie nie zajdziesz. No, chyba że masz znajomości – welcome in PRL again. W dzieciństwie trzymałem się z szóstką-siódemką bliskich kolegów. Żaden – podkreślam – żaden z nas, nie miał normalnej rodziny. Albo picie, albo bicie, albo wszystko na raz. Nie rozumieliśmy, czemu mielibyśmy słuchać rodziców.

I nagle, na początku lat 2000, gdy mieliśmy po 20-25 lat, zaczął upowszechniać się internet. To było uderzenie obuchem. My, niby młodzi, łapiący wszystko w mig, nie byliśmy w stanie skorzystać z niego – i w ogóle z technologii – tak, jak powinniśmy. Biernie konsumowaliśmy internet i nie rozumieliśmy zachodniego stylu życia, dążenia do doskonałości, ale przede wszystkim nie rozumieliśmy, jak otwarcie na świat (w tym na Unię Europejską) możemy wykorzystać. Dalej kontestowaliśmy samorozwój oraz obce nam formy przyjmowania rzeczywistości – tak samo, jak kiedyś, na początku lat 90-tych nasi starzy. W efekcie staliśmy się pokoleniem, jak to nazywam, dziurawym.

Nasi starzy dostali obuchem od demokracji, my od Zachodu. A dzisiejsi młodzi? To prawdopodobnie pierwsze pokolenie, które idzie do przodu w podobnym tempie, co nowoczesność. A więc na pytanie, czy nowoczesność już była, należy odpowiedzieć: nie, ona jest cały czas, tylko nie wszyscy mają tyle szczęścia, by ją zauważyć i zrozumieć. Co więcej, nowoczesność będzie jeszcze bardziej widoczna, bo obecni nastolatkowie (nie mówiąc już o dzieciach) rodzą się z internetem we krwi. Nie bez przyczyny XD zostało ostatnio uznane najpopularniejszym słowem młodzieżowym przez PWN. XD? Słowem? Nawet ja, nie taki stary przecież jeszcze, się temu dziwię. A więc wciąż jeszcze są we mnie resztki tego głupiego kontestatora, który się zaprze i nie otworzy oczu.

Główne pytanie powinno zatem brzmieć: jak być co najmniej na bieżąco z nowoczesnością, jeśli nie: jak ją dogonić?


 

Kuba Wątor

Jakub Wątor

Wybijający się – kilka lat temu – dziennikarz kieleckiego oddziału Gazety Wyborczej od kilku lat pracuje w warszawskiej centrali wydawnictwa Agora, a to w Internecie, a to w papierze. Jego ogólnokrajowa kariera dziennikarska związana była z serią tekstów na temat przestępstw internetowych, ze szczególnym uwzględnieniem przekrętów w e-handlu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here