Jakub Dymek: W spadku od podatników

„Spadek obywatelski” - rewolucja czy plaster?

Kto nie chciałby mieć hojnego wujka albo dobrej babci, którzy obdarują nas gotówką o równowartości małego samochodu, gdy tylko zaczniemy dorosłe życie? Kto nie chciałby dostać niespodziewanego spadku? Kto w ogóle pogardzi dobrą zaliczką na start? A do tego – gdy miałoby ją wypłacać państwo, i to punktualnie na urodziny oraz bez wyjątku dla każdego? Nad takim pomysłem dyskutuje się właśnie w Londynie.

Brytyjski think-tank Resolution Foundation proponuje, aby każdemu obywatelowi i każdej obywatelce Wielkiej Brytanii wypłacić jednorazowy grant w kwocie 10 tys. funtów po ukończeniu 25. roku życia. Organizacja zakłada, że plan miałby wejść w życie w pełni w roku 2030 – a jego wprowadzenie poprzedziłoby wypłacanie mniejszych kwot już od roku 2020 dla roczników, których sytuację na rynku pracy pogorszył kryzys gospodarczy. Ten grant – lub zasiłek – autorzy pomysłu nazywają spadkiem obywatelskim.

Te pieniądze jednak nie mogłyby zostać wykorzystane bez ograniczeń. Przeciwnie, lista wydatków, na jakie można by spożytkować ów spadek obywatelski, jest dość ograniczona: spłata czesnego, zaliczka na zakup mieszkania czy domu, opłacenie edukacji lub szkoleń czy inwestycja we własny start-up. Co ciekawe, pomysł, który polscy przeciwnicy socjalu nazwaliby rozdawnictwem, powstał w wyniku prac zespołu, którym kierowali były konserwatywny minister, szef związków zawodowych i przedstawicielka zrzeszenia prywatnego biznesu.

Logika, która stoi za tym pomysłem, nie jest nowa. Autorzy raportu Resolution Foundation przypominają, że to właśnie odziedziczony status klasowy i majątek wciąż w olbrzymim stopniu określają szanse powodzenia na brytyjskim rynku pracy i szerzej, w społeczeństwie w ogóle. Może wydawać się, że ma to wiele wspólnego z faktycznie głęboko klasowym charakterem podziałów w Wielkiej Brytanii – coś w tym rzeczywiście jest – ale analogiczne badania dotyczące na przykład USA przynoszą podobne wnioski. Do dziś, pomimo upływu trzech dekad bezkonkurencyjnej dominacji ideologii wolnorynkowej, w najzamożniejszych kapitalistycznych państwach świata wciąż liczy się pochodzenie, miejsce urodzenia i posiadanie (lub nie) odziedziczonego majątku.

W najbliższej przyszłości coraz częściej dzieci nie będą następcami rodziców, ale ich bezpośrednią – w sensie rynkowym, oczywiście – konkurencją.

Raport wskazuje także na ciekawą statystykę, które dobrze pokazuje nie dość jeszcze rozpoznany problem związany z coraz dłuższą średnią życia. Otóż, według szacunków badaczy, w Wielkiej Brytanii najwięcej osób może dostać spadek, gdy… sami będą już w wieku przedemerytalnym. W związku z tym, że żyjemy i pracujemy coraz dłużej, wymiana pokoleniowa: cykl awansów, dziedziczenia i tak dalej, również trwa dłużej. W najbliższej przyszłości coraz częściej dzieci nie będą następcami rodziców, ale ich bezpośrednią – w sensie rynkowym, oczywiście – konkurencją. I znów: uprzywilejowani są ci, których zamożniejsi rodzice mogli coś im oddać zawczasu lub zebrali w porę oszczędności, pozwalające wygodnie żyć im samym i wspierać kolejne pokolenia.

Pomysł, choć interesujący, nie jest jednak panaceum na problem z nierównościami, lecz raczej plastrem. Najpoważniejszy problem ze spadkiem obywatelskim polega na tym, że wszystkie wydatki, które miałby sponsorować – edukację, mieszkanie czy założenie biznesu – można właściwie zlikwidować za pomocą ulg lub zmian w polityce społecznej. Sens wypłacania zasiłku na pokrycie czesnego przy jednoczesnym przyzwoleniu na rosnące koszta edukacji jest ograniczony. Analogicznie jest z mieszkaniami: młodych ludzi nie stać na mieszkania w Londynie, bo ceny zostały niebotycznie wywindowane przez spekulantów. Zaś dla tych, którzy chcą założyć własny biznes – to zresztą niekoniecznie większość – już przecież istnieje rozległy system ułatwień, grantów i dofinansowania: zarówno krajowego, unijnego, jak i prywatnego.

powstaje już chyba nowa globalna moda na bezpośrednie świadczenia. Czego najlepszym przykładem jest polityka społeczna polskiego rządu.

Takie więc wsparcie – jednorazowy grant zamiast systemowych zmian – może cieszyć się popularnością dlatego, że powstaje już chyba nowa globalna moda na bezpośrednie świadczenia. Czego najlepszym przykładem jest polityka społeczna polskiego rządu. Mają one swoje zalety: są względnie proste do rozliczenia, efekty widać natychmiastowo, zaś ludzie widzą realne pieniądze. Zarazem jednak wprowadzanie dziś podobnych mechanizmów nie jest aktem szczególnej odwagi czy rewolucyjnego myślenia – raczej pokazuje, że wciąż daleko jesteśmy od kluczowych reform systemu podatkowego i systemu świadczeń społecznych, których wymagają nowe okoliczności.

A dlaczego piszę, że ta logika i spostrzeżenie nie jest nowe? Bo walka z przywilejami dziedziców i ludzi uposażonych od urodzenia, choć nigdy nie zmuszonych do pracy, jest tak stara jak europejski socjalizm. To nie gdzie indziej, jak w Wielkiej Brytanii Karol Marks pisał płomienne listy i artykuły, w których – jak wielu sobie współczesnych – piętnował niesprawiedliwość systemu, wynagradzającego nie za pracę własnych rąk, ale przywilej dobrego urodzenia. Jest pewną ironią, że brytyjskie elity właściwie powtarzają dziś myśl dziadka Marksa w dwusetną rocznicę jego urodzin.

 

Czas do następnego artykułu z tego cyklu

Dni
Godzin
Minut
Sekund

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here