Jakub Dymek: Zuckerberg czuje się „bezpieczny”. To niebezpieczne

Z Kongresem Facebook zwycięża bez dogrywki

Politycy chcieliby regulacji – szkoda, że za bardzo nie wiedzą jakich i po co.

Przesłuchania Marka Zuckerberga w Kongresie – dzień drugi [relacja z poprzedniego ->]. Bohaterowie pierwszego planu: szef Facebooka i tuziny kolejnych polityków i polityczek w kolejce do zadania pytania. Bohaterowie drugiego planu: niebieski krawat, strategiczny kamuflaż Zuckerbega w postaci solidnej warstwy makijażu, poduszeczka pod warte miliardy pośladki 33-letniego absolwenta Harvardu.

Po drugim dniu i kolejnych pięciu godzinach przesłuchania w amerykańskim Kongresie – tym razem przed komisją w Izbie Reprezentantów – apetyt obserwatorów na żarty mimo wszystko zelżał. Wszyscy liczyli na – wreszcie – trudniejsze pytania, bardziej ofensywne podejście polityków i więcej konkretów. W pewnym, dość ograniczonym sensie, to się udało.

W jednym z bardziej pamiętnych momentów przesłuchania członkini Izby Reprezentantów z partii demokratycznej zapytała Zuckerberga, czy jego własne dane trafiły w ręce nieuczciwych podmiotów (czyli: Cambridge Analytica). Odpowiedź brzmiała: tak. Fakt, że prezes korporacji, będącej w posiadaniu intymnych i potencjalnie politycznie drażliwych informacji o miliardach ludzi, sam nie był w stanie uchronić się od tego, aby materiały o nim zostały przechwycone – to lodowaty prysznic.

A przecież jeszcze dzień wcześniej Zuckerberg, zapytany, czy uważa Fb za bezpieczną platformę, odpowiedział: Uważam, że Facebook jest bezpieczny. Ja go używam i używa go moja rodzina. Albo mówił nie do końca szczerze, albo jego definicja bezpieczeństwa – gdy ktoś może swobodnie przejąć nasze dane, nie wykorzystując nawet przestępczych metod – jest bardzo kuriozalna. W obu wypadkach to raczej niewesoła wiadomość dla użytkowniczek i użytkowników platformy.

Na innym odcinku zamęczali Zuckerberga konserwatyści. Kilkakrotnie pytali, czy Facebook oby na pewno jest politycznie neutralny, czy cenzuruje prawicowe treści i czy algorytmy oraz pracujący dla platformy ludzie w jakikolwiek sposób mogą wpływać na jej stronniczość. To oczywiście stały – mający za sobą kilka dekad historii – topos amerykańskiej prawicy: przekonywanie, że obywatele i organizacje o konserwatywnych poglądach są dyskryminowani i wykluczani przez media. Tym razem jednak politycy mogli bazować na słowach byłych pracowników Facebooka, którzy oskarżyli swojego ówczesnego pracodawcę, że dokładnie to im zlecił.

Bezpodstawne były jednak nadzieje – jeśli ktokolwiek je miał – że oskarżenia Facebooka o cenzurę przerodzą się w (ważną i potrzebną) dyskusję o algorytmach, ludzkich uprzedzeniach i przejrzystości. Republikanie chcieli tylko zaznaczyć swój sprzeciw i oburzenie, Zuckerberg jest zaś za słabym polemistą, żeby z kolei przenieść rozmowę na inny poziom. Szef Facebooka przepraszał i obiecywał zająć się rzekomą cenzurą – równie rutynowo, jak rutynowo był atakowany.

Pomimo bardziej chyba ostrego stylu przesłuchania wnioski i z tego starcia nie napawają wielkim optymizmem. Podczas kolejnych godzin regularnie wracał wątek regulacji, wprowadzenia prostych i zrozumiałych reguł dla użytkowników, którzy mieliby dzięki nim uzyskać faktyczną – a nie iluzoryczną – wiedzę i minimum kontroli nad tym, co dzieje się z informacjami o nich. Kongresmeni nie ukrywali, że ich komisje zajmują się właśnie tym: regulacją biznesu.
Facebook – to zdanie również padało często – do dziś funkcjonuje zaś w oparciu o samoregulację, czyli ma swobodę kształtowania zasad i mechanizmów działania, jakich nie mają tradycyjne korporacje czy media. Najpotężniejszą bronią w ręku Kongresu jest zaś wszczęcie postępowania antymonopolowego, które może w ostateczności doprowadzić do rozbicia firmy.

Tyle tylko, zdaje się, że mało kto w Kongresie ma jakikolwiek spójny pomysł na to, o jaką regulację tak naprawdę chodzi. Świetnie udało się podsumować ten problem Kevinowi Roose z New York Timesa:
Czy chodzi o to, że Facebook zbyt nonszalancko dzieli się naszymi danymi z podmiotami zewnętrznymi? Czy może Facebook w ogóle zbiera zbyt wiele informacji? Czy że promuje uzależniające aplikacje wśród dzieci? Czy że news feed Facebooka dzieli społeczeństwo i pcha użytkowników w kierunku ideowych skrajności? Czy o to, że jest monopolistą?
K
ażda z tych obaw podnoszonych przez członków i członkinie Kongresu w toku przesłuchań wymagałaby odrębnego i precyzyjnie skrojonego rozwiązania regulacyjnego.

Stuprocentowa zgoda. Aby możliwa była jakakolwiek regulacja, należy jeszcze wiedzieć, co konkretnie chce się uregulować, w jakim celu i jakimi środkami. A przecież – choć Zuckerberg wydaje się przed Kongresem łagodny jak baranek – każda taka ustawa musi jeszcze wytrzymać presję lobbystów, mozolny tryb wprowadzania poprawek i w końcu zdobyć poparcie większości. Kongresmeni, co nieczęste i przez to nawet zabawne, powtarzali, że Europejczykom się udało, nawiązując do Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych.
Tyle tylko, że RODO dotyczy obszaru ochrony danych – a nie wszystkich problemów z platformami społecznościowymi – i nie zostało wprowadzone z dnia na dzień. Tak wielka regulacja w Ameryce nie jest czymś niemożliwym, ale w niektórych scenariuszach jej projektowanie i wprowadzenie może ciągnąć się latami i być potem kontestowane w sądach.

Paradoksalnie: na część postulatów i zarzutów Facebook już zaczyna odpowiadać, więc może ostatecznie i tak zadziała samoregulacja.

Oczywiście jest inne pole, gdzie można by Facebooka uregulować szybciej i w bardziej konkretny sposób: to podatki i przejrzystość finansowa. Ale o tym rozgorączkowani niedawnymi skandalami Kongresmeni się nie zająknęli.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here