📻 Jakub Dymek: Ołowiana kula. U nogi

Czy Dziki Zachód dla maniaków broni kiedyś się skończy?

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Bożena Sitek

 

1500 dolarów, tyle co komputer marki Macbook, kosztował karabin, przy pomocy którego 1 października 2017 roku w Las Vegas Stephen Paddock zastrzelił 58 osób w największej dotychczas masowej strzelaninie w USA. Była to – jakkolwiek groteskowo by to nie brzmiało – zaledwie jedna z 23 sztuk broni palnej, którą Paddock miał ze sobą w pokoju hotelowym. W ciągu roku poprzedzającego masakrę morderca kupił łącznie 33 pistolety i karabiny – średnio jeden na niecałe dwa tygodnie.

Przerażająca statystyka

Zwolennicy prawa do posiadania broni – przynajmniej amerykańskiego modelu – podkreślają, że to nie broń, a człowiek zabija. To prawda. Jednak właśnie łatwość, z jaką można kupić, zmodyfikować (co zrobił Paddock) i przewozić broń na terenie Stanów Zjednoczonych była czynnikiem, który umożliwił makabryczny sukces pomysłu zamachowcy z Las Vegas.

wg Washington Post w usa KAŻDEGO TYGODNIA ma miejsce blisko 1200 incydentów z użyciem broni palnej.

Co więcej, strzelanina w Las Vegas nie była odosobnionym wydarzeniem. W tym samym 2017 roku w Southerland Springs w Teksasie z ręki uzbrojonego zamachowca zginęło 26 osób. Fanatyk Omar Mateen zamordował 49 ludzi w klubie w Orlando na Florydzie rok wcześniej. W 2018 roku 17 osób – głównie uczniów – zginęło w masowej strzelaninie w Parkland, również na Florydzie. Jak podkreślają eksperci: obserwujemy tendencję wzrostową, w wydarzeniach takich jak te pojedynczy zabójcy mordują coraz więcej osób. Z pięciu najbardziej krwawych strzelanin w ciągu ostatnich trzydziestu lat, aż trzy wydarzyły się na przestrzeni jednego roku – od Orlando do Las Vegas.

To tylko masowe zbrodnie. Z broni palnej ginie 276 ofiar, 439 samobójców, a ranionych bądź zadających sobie czy innym uszczerbek na zdrowiu jest kolejne 400 osób… tygodniowo. Jak liczy Washington Post, incydentów z bronią palną można doliczyć się Ameryce blisko 1200 każdego tygodnia. Do dnia, w którym opublikowany zostanie ten tekst – pisany 5 lipca 2018 – od początku tego roku z broni palnej zginęło w Stanach Zjednoczonych ponad 7 tysięcy osób, 13 tysięcy zostało rannych. W tym zginęły trzy setki dzieci lub nieletnich, a ponad tysiąc odniosło obrażenia. Postrzelono lub zabito 137 funkcjonariuszy policji, a ponad 800 osób zostało rannych w wyniku przypadku.

Labilność polityków i mediów

Dużo liczb, prawda? Ale skala przemocy z użyciem broni jest monstrualna, z którejkolwiek strony nie spojrzeć. Jednak, jak na taką skalę problemu, dyskusja o dostępie do broni, prewencji czy choćby lepszym monitorowaniu broni już znajdującej się w obiegu, jest boleśnie przewidywalna. Po każdej masowej strzelaninie głos zabierają demokratyczni czy lewicujący politycy oraz organizacje broniące praw człowieka, wspierani zazwyczaj przez rodziny i bliskich ofiar. Początkowo każdy bez wyjątku prezydent wygłasza obowiązkowe kondolencje i wydaje się zdecydowany podjąć jakieś kroki, aby zapobiec kolejnej podobnej tragedii. Kongres – niezależnie, czy zasiada w nim większość republikanów, czy demokratów – gotów jest wysłuchać propozycji i przygotować jakiś raport albo wytyczne. Po kilku tygodniach sprawa ucicha, werwa polityków maleje, propozycje reformy utykają na jakimś etapie procesu legislacyjnego. Bliscy ofiar zostają sami ze swoim bólem, gdy zgaśnie ostatnia kamera i reporterski mikrofon.

Branża rozkwita

A sprzedaż broni rośnie – choć nie ma dokładnego, centralnego rejestru wszystkich zakupów, szacunki podają, że lata 2016 i 2017 były jednymi z najlepszych w branży. Paradoksalnie sprzedaż broni… rośnie po masowych strzelaninach. Dopiero masakra w szkole w Parkland i odważny oraz głośny medialny sprzeciw młodych ludzi wpłynął na (przynajmniej część) opinię publiczną. Wydaje się, że w 2018 sprzedaż broni rok do roku będzie już mniejsza. Co wcale nie zmienia faktu, że broni na rynku i w domach Amerykanów przybywa. W jej posiadaniu jest mniej niż połowa gospodarstw domowych, ale statystycznie sztuka broni przypada prawie na każdego obywatela, wliczając w to dzieci. A próby zahamowania czy ograniczenia dostępu dalej grzęzną.

Dlaczego tak jest?

Odpowiedzi jest kilka, ale można pochylić się nad jedną, którą przynosi cytowany powyżej Washington Post. Jest ona dość intuicyjna, ale dotychczas nie próbowano zmierzyć skali podziału regionalnego i społecznego, jaki przekłada się na tak odmienne podejście Amerykanów do broni oraz na wewnętrzny polityczny konflikt o jej dopuszczalność. Bo właśnie o podziale politycznym – the gun divide – wokół kwestii broni mowa. Amerykanie, udowadnia badanie przeprowadzone przez Washington Post, nie tylko mają odmienne zdanie na temat broni – czy powinna być dostępna, czy jej sprzedaż należy ograniczyć – ale także inne doświadczenie życiowe i szanse na zetknięcie się z przemocą.

Tam, gdzie broń postrzegana jest jako ryzyko, a szanse zostania ofiarą są większe, częstszy jest sprzeciw wobec powszechnego dostępu do broni.

Decyduje geografia

Wyłania się czytelny schemat – piszą autorki i autorzy badania. W demokratycznych regionach kraju, które zazwyczaj są miejskie, ludzie mają większą szansę zostać zamordowani przy użyciu broni, a mniejszą popełnić przy jej użyciu samobójstwo. W regionach kraju, gdzie wygrywają republikanie, a są to najczęściej regiony wiejskie i małe miasta, jest na odwrót. Tam, gdzie broń widziana jest jako ryzyko, a szanse zostania ofiarą są większe, częstszy jest sprzeciw wobec powszechnego dostępu do broni. Tam, gdzie broń trzyma się dla samoobrony i mniejsze są szanse śmierci z cudzej ręki, przyzwolenie na powszechny dostęp i liberalne prawo jest większe. I to pomimo tego, że to wciąż w tych hrabstwach, gdzie wygrywają republikanie statystycznie więcej osób ginie od kuli niż tam, gdzie dominują demokraci.

Coś się jednak, mimo wszystko zmienia

W 2018 roku, po raz pierwszy w XXI wieku, zanotowano przewagę osób niezadowolonych z dotychczasowego prawa regulującego dostęp do broni. Choć te wieści nie dotarły jeszcze ani do Białego Domu, ani do zwolenników prezydenta. Po strzelaninie w Parkland Donald Trump zaproponował, żeby uzbroić nauczycieli. I choć klimat dla broni się ochładza, za tą propozycją jest blisko 70%  wyborców republikanów. Tak wygląda the gun divide w praktyce.