Jakub Dymek: Innowacja zwana rowerem

Polityka publiczna bywa mądrzejsza niż geniusze z Doliny Krzemowej

fot. unsplash.com, alessandra caretto

Jakiż to jest najbardziej szpanerski i ekscytujący środek transportu przyszłości? – zapytuje magazyn technologiczny Wired. I przynosi odpowiedź: ma dwa koła, kierownicę i nazywa się rower.

Święte słowa. Podpisuję się w całej rozciągłości. Ale zarazem odkrycie i takie postawienie sprawy przez Wired kusi, żeby przez chwilę pobyć złośliwym. Oczywiście, że rower jest dla miliardów ludzi na świecie bardziej innowacyjnym rozwiązaniem niż samochód, motor czy nawet transport publiczny. Z najróżniejszych powodów: od prostej kwestii budżetowej, przez uniezależnienie się od korków i natężenia ruchu w mieście, przez mobilność i oszczędność na parkingach i ubezpieczeniach. I to tym bardziej – nie mniej – im większa konkurencja na rynku taksówek, Uberów, usług z dowozem i wypożyczalni samochodów na minuty. Opcji na rozplanowanie swojej codziennej – lub niecodziennej – trasy po mieście jest po prostu więcej i rower zaczyna odgrywać jeszcze większą niż w przeszłości rolę jako publiczny środek transportu.

Współczesna technologia zmieniła skromne dwa kółka, czyniąc model bike-share (roweru współdzielonego) możliwym. Możesz wypożyczyć rower ze stacji, korzystać z niego godzinę lub więcej, po czym zwrócić. Oczywiście, dla kogokolwiek mieszkającego we Wrocławiu, Warszawie czy jakimkolwiek innym mieście, gdzie idea roweru miejskiego jest już tak zadomowiona, że nie pamięta czasów, gdy go nie było, nie jest to żadne odkrycie. Wired jednak – jak na ten technooptymistyczny tytuł – przypomina uparcie, że wszystko to zawdzięczamy nowym technologiom, mikropłatnościom et cetera.

techniczne możliwości rozwiązania problemów, które stały na przeszkodzie rozwoju bike-sharingu, przestały być przeszkodami już ponad 20 lat temu.

To jednak połowa prawdy. Rzeczywiście, dwa pierwsze eksperymentalne programy wypożyczania roweru – jeden w Amsterdamie w latach 60., a drugi w Kopenhadze w 90.[->] jeden w Amsterdamie w latach 60., a drugi w Kopenhadze w latach 90. – rozbiły się o niemożliwość identyfikacji użytkowniczek i użytkowników, co skutkowało kradzieżami i niszczeniem rowerów. Pierwszy system wypożyczania, który korzystał z karty magnetycznej przypisanej do nazwiska i konta wypożyczającego, rozwiązał ten dylemat w 1996 roku, a dwa lata później został wprowadzony w wariancie publicznego roweru miejskiego we francuskim Rennes. A więc: techniczne możliwości rozwiązania problemów, które stały na przeszkodzie rozwoju bike-sharingu, przestały być przeszkodami już ponad 20 lat temu.

Olbrzymiego rynku na wypożyczane rowery nie byłoby, gdyby nie inwestycje miast.

To jednak oczywiste, że sama zmiana technologiczna czy innowacyjność w odosobnieniu od innych zjawisk nie przesądza o zmianie w zachowaniach konsumenckich i nawykach społecznych. Olbrzymiego rynku na wypożyczane rowery nie byłoby, gdyby nie inwestycje miast, które najpierw poczyniły inwestycje w infrastrukturę, przyjąwszy taki a nie inny model rozwoju, a następnie były early adopters, promując transport rowerowy i publicznie dostępne wypożyczalnie. To także miasta, samorządy czy władze lokalne – wespół z prywatnymi partnerami – zlecały opracowanie coraz to lepszych rozwiązań. Dziś w wielu miastach istnieją już konkurencyjne systemy – oferujące wypożyczanie imienne, w systemie miejskim, pozwalające wypożyczyć tandemy, rowery elektryczne i transportowe. Przykład? Warszawa. W Hiszpanii ponad 120 miast oferuje możliwość wypożyczenia rowerów, w Chinach zaś (co nie powinno dziwić) rowerów udostępnionych do publicznego wypożyczenia jest aż blisko 2,5 miliona.

Czasem technologii i rozwiązań, które dziś przynoszą miliardowe zyski prywatnym firmom, nie byłoby bez symbolicznego założycielskiego dolara (czy euro), które wyłożyło państwo, miasto czy publiczna instytucja.

O popularności rowerów miejskich przesądziły nie tylko techniczne udogodnienia, ale fakt, że byli chętni, aby w nie zainwestować i je promować. Słowem: istotną rolę odegrała polityka publiczna. Nie trzeba (choć można) przywoływać fundamentalnej pracy Mariany Mazzucato Przedsiębiorcze państwo, aby przypomnieć tę tezę: to, co uważamy za innowacyjne i za co gotowi chwalić jesteśmy przedsiębiorczego ducha wolnego rynku, często zostało sfinansowane i/lub wprowadzone do powszechnego użytku dzięki publicznym funduszom i mądremu planowaniu rozwojowemu. Czasem – jak przypomina Mazzucato – technologii i rozwiązań, które dziś przynoszą miliardowe zyski prywatnym firmom, nie byłoby bez symbolicznego założycielskiego dolara (czy euro), które wyłożyło państwo, miasto czy publiczna instytucja.

To z kolei nie jest odkryciem dla lewicowo czy socjaldemokratycznie nastawionych badaczy i badaczek usług publicznych. Dla Amerykanów zaś, którzy rewolucję rowerów miejskich odkryli stosunkowo późno, wciąż przynosi powody do zadziwienia. To symptomatyczne tak dalece, że aż stereotypowe: socjalnie nastawieni Skandynawowie czy Francuzi nie tylko eksperymentowali z rowerem miejskim wcześniej, ale i szybciej zaczęli postrzegać dwa kółka jako podstawowy element publicznej infrastruktury transportowej. W tym samym czasie Dolina Krzemowa przyniosła nam Ubera i rewolucyjny pomysł, aby dzięki nowej aplikacji przewozić naraz wiele osób po jednej trasie we wspólnym samochodzie. Tak, zazwyczaj nazywamy to autobus. Paradoksalnie, najbardziej innowacyjny ośrodek na świecie, czyli właśnie San Francisco (i Dolina Krzemowa), od dawna polegał na transporcie publicznym i rowerach, ale trzeba było najazdu geeków, aby ten system popsuć, a nie polepszyć.

Czasami najlepsze – cytując: najbardziej szpanerskie i ekscytujące – innowacje są banalnie proste. I wcale nie są innowacjami w tym płytkim, technocentrycznym sensie. Są po prostu dobrymi rozwiązaniami na skutecznie zdiagnozowane problemy, które wykorzystują siły przewidywalnych i sprawdzonych aktorów społecznych, wspólnie pracujących nad usprawnieniem jakiegoś wymiaru życia. I to zazwyczaj są te najcenniejsze z wynalazków. Niech żyje rower!

Czas do następnego artykułu z tego cyklu

Dni
Godzin
Minut
Sekund

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here