REO ŚWIAT: Russia Today – najbardziej wyrafinowana propaganda XXI wieku

Jakub Dymek o imperium postprawdy

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito.

 



Gdy oglądam w 18. roku XXI wieku telewizję Russia Today, przechodzą mnie ciarki. Nie jestem nowicjuszem – jej różne produkcje widziałem nieraz: z poczuciem rozbawienia nieco surrealistycznym spektaklem na ekranie, z autentyczną ciekawością lub niesmakiem. Ale z dreszczem strachu – po raz pierwszy.

Często porównuje się współczesną propagandę do jej historycznego pierwowzoru. Mówi się zatem o Dzienniku Telewizyjnym i socrealistycznych produkcyjniakach, wyzywa przeciwników od małych Goebbelsów lub określa kogoś Leni Riefenstahl prawicy/lewicy, często wybrzmiewa też mocno już zużyte odwołanie do klasyków 1984 Orwella czy Nowego wspaniałego świata Huxleya. Nic bardziej mylnego. Obcowanie z najbardziej wyrafinowaną propagandą XXI wieku to nie wycieczka w przeszłość – to wehikuł czasu do przyszłości.

W filmowej trylogii dystopicznego science fiction Igrzyska śmierci istotnym motywem jest telewizyjna transmisja z tytułowych igrzysk. Odziani w ekstrawaganckie couture futuriste, ufryzowani i karykaturalni prezenterzy są niewolnikami konwencji, oswajający za pomocą przesady i absurdu brutalną rzeczywistość; zarazem pozornie zupełnie obojętni wobec tego, co na zewnątrz studia – świadomie odgrywają swoje teatralne role. To było moje pierwsze skojarzenie, gdy zacząłem się zastanawiać, czemu – mimo wszystko – dałem się Russia Today zaskoczyć.

Nowoczesna czołówka programu i atrakcyjne wizualizacje w studio, fachowa oprawa graficzna i profesjonalna realizacja – to jedno. Ale do tego wyskakujące na żywo na pasku informacje i statystyki, które mają potwierdzać obserwacje gości studia, jak gdyby rzeczywistość plastycznie naginała się do tego, co się o niej mówi – to już stosowany postmodernizm. A zarazem – zupełnie jak w Igrzyskach śmierci – uderzający kontrast między arcynowoczesną formą a antynowoczesnym przekazem. Program, o którym mówię, to publicystyczny blok Osobne Światy (Worlds apart) – swoją drogą, jakże sugestywny tytuł – z gościnnym udziałem Aleksandra Dugina: filozofa, geopolityka, dawnego ideologa narodowego bolszewizmu i najbardziej płodnego autora antyzachodniej propagandy na świecie.

Dugin ze swoim akcentem radzieckiego kosmonauty przekonuje, że liberalizm, prawa człowieka demokracja i całe dziedzictwo Oświecenia to tylko zachodnia fanaberia, nijak niepasująca ani nieznajdująca zrozumienia w Rosji. Jednocześnie – zauważmy – mówi to w języku angielskim, w arcynowoczesnym studio, w programie transmitowanym przez internet, realizowanym przy użyciu zachodniej technologii, promowanym przez Youtube’a i Twittera, adresowanym zresztą do nikogo innego, jak do Zachodu właśnie.

fot. en.kremlin.ru

I to wszystko śmiertelnie serio. A trochę może nie? Może właśnie sieriozny wydźwięk tego wszystkiego zdradza, że pomimo nowoczesnej fasady wcale nie do końca (jakby ze świadomością przesady i pewnego groteskowego komizmu) każe nam się w to wierzyć? Wszak – nie powinno wierzyć się w nic i nikomu. Question moreWięcej wątp! – podpowiada slogan Russia Today. Drugi mówi zaś, że każda historia może być zupełnie inna.

Co dzieje się, gdy zdławiona zostaje krytyczna strona postmodernizmu? – pytał krytyk kultury Mark Lipovetsky w 2015 roku, wciąż zresztą jeszcze przed najbardziej przejaskrawionymi i karykaturalnymi wybrykami świata postprawdy. Zostaje niepohamowany i niekontrolowany cynizm. Rosja jest imperium steampunku, pisał Lipovetsky – odwołując się do innego gatunku science fiction – w którym napędzany silnikiem parowym technologiczny postęp nigdy nie wyrwał społeczeństwa z XIX-wiecznych stosunków społecznych. Czy możemy mieć zdobycze nowoczesności bez nowoczesnych fanaberii – liberalnej demokracji, praw człowieka i politycznej poprawności? Oczywiście, że możemy – odpowiadają zwolennicy demokracji nieliberalnej i suwerennej. To prawda, steampunkowa wyobraźnia rządzi – nawet jeśli nie jest tak nazywana – w Polsce, Turcji czy Rosji. Ale to tylko połowa tej historii.

Niedawno agencje informacyjne doniosły, że Russia Today przestanie nadawać w Waszyngtonie. Czyżby efekt sankcji lub akt prewencyjnej cenzury ze strony administracji Trumpa? Nic podobnego. Za głośnymi nagłówkami kryła się dość nudna i zawiła historia o tym, jak z powodu kłopotów z koncesją, częstotliwością i fuzją kilku nadawców nie będzie można odbierać RT w kablówce i na satelicie w regionie Dystryktu Kolumbii, czyli właśnie w Waszyngtonie. Jak na ironię, tam też właśnie amerykańska edycja stacji – RT America – ma swoje studio.

To interesujące, bo nawet gdyby – co wcale nie jest takie oczywiste – administracja Trumpa lub Kongres znalazły i postanowiły wprowadzić w życie jakiś pomysł na ograniczenie, zablokowanie czy ocenzurowanie Russia Today w Ameryce, niewiele by to zmieniło. Choćby zniknęła ze wszystkich amerykańskich telewizorów, paradoksalnie tylko wzmocniłoby to jej przekaz.

Wystarczy choćby pobieżnie zapoznać się z twórczością zwolenników teorii spiskowych czy alternatywnych historii świata – ze skrajnej lewicy i skrajnej prawicy – w czeluściach anglojęzycznego YouTube’a, żeby zauważyć, jak mocne piętno strategia RT zdążyła już odcisnąć. A jej tożsamość – mówimy to, czego nie mówi główny nurt – jest tylko lepiej opakowaną, bardziej dynamiczną i profesjonalną mantrą wszystkich współczesnych kontestatorów. RT działa tak skutecznie i tak niektórych kusi, bo doskonale korzysta ze wszystkich najnowocześniejszych narzędzi i strategii medialnych. Nieskrępowana żadną zewnętrzną rzeczywistością – poza urzędową kontrolą Kremla – dostarcza więc spektaklu nawet ciekawszego, bardziej wciągającego i atrakcyjnego.

Russia Today nie wypełzła spod omszałego głazu sowieckiej propagandy – ona przyleciała z przyszłości, by podać pomocną dłoń wszystkim, którzy chcą kontestować nowoczesność w jakości HD.



REO POLECA

Ryszard Schnepf: Europa. Nadciągają chmury