NIE PRZEJMIECIE rzędu dusz za pomocą zdjęć na Twitterze

Mało europejskie manifesty polskich liderów

Najpierw Emmanuel Macron. Potem Annegret Kramp-Karrenbauer. A na końcu nawet Grzegorz Schetyna. Co ich łączy? Manifesty. Ściśle europejskie, wytyczające sposób myślenia o Unii na najbliższe pięć lat. Nawet jeżeli idealistyczne, to przede wszystkim – istniejące. I dające namiastkę realnej debaty o przyszłości integracji.


W obronie starego porządku

– Po 1945 roku Europa nie była w tak wielkim niebezpieczeństwie – rozpoczął złowrogo swój manifest Emmanuel Macron, Prezydent Francji. W opublikowanej niemalże we wszystkich krajach Unii deklaracji, apelu do obywateli Starego Kontynentu Macron przestrzega przed groźbą, krążącego niczym widmo, nacjonalizmu.

– Wolność, ochrona, postęp. Na tym musi oprzeć się nowa Europa – peroruje dalej Francuz. Najciekawsze w jego wywodzie wydaje się zagadnienie ochrony, bowiem Macron postuluje utworzenie Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, która miałaby bronić wspólnoty przed atakami hakerskimi, fake newsami i ingerencjami w wewnątrzunijny proces decyzyjny. W ramach postępu Prezydent Francji mówi o wpisaniu w traktaty unijne europejskiej płacy minimalnej czy utworzenie specjalnego banku klimatycznego, który miałby stać na straży realizacji pakietów klimatycznych i dbać o realizację postulatów ochrony środowiska w ramach unijnej dwudziestki ósemki (jeszcze).

Emmanuel Macron, fot. kremlin.ru

Konkluzja manifestu Macrona? To europejska cywilizacja czyni nas wolnymi. Nie możemy pozwolić sobie na kryzysy, na skrajnie prawicowych hunwejbinów. Koniecznym rozwiązaniem jest dalsza modernizacja i jedność. A także centralizm. Francuz na każde wyzwanie, stojące przed Unią ma w zanadrzu odpowiednią instytucję, komisję czy inny zespół urzędników do specjalnych poruczeń. W skrócie – plan Macrona to europejskie superpaństwo.

Mocarstwo? Tak. Centralizacja? Nie.

Wizja liderki niemieckiej CDU, następczyni kanclerz Angeli Merkel, ma wiele punktów stycznych z postulatami prezentowanymi przez Macrona. Jeżeli chodzi o politykę bezpieczeństwa trudno właściwie znaleźć różnice pomiędzy Kramp-Karrenbauer a lokatorem Pałacu Elizejskiego. Podobne wyzwania w kontekście rywalizacji z Chinami i USA czy konieczności zaangażowania się Unii Europejskiej w Afryce (bo to się nam zwróci ekonomicznie) zauważa zarówno Berlin, jak i Paryż.

Annegret Kramp-Karrenbauer, fot. Sandro Halank / wikimedia.org

Różnice pojawiają się w podejściu do superpaństwa. Kramp-Karrenbauer jest absolutnie sceptyczna, czy centralizm i dalsze wzmacnianie biurokratycznych mechanizmów w Brukseli może być jakkolwiek skuteczne. Liderka CDU nie omieszkała również wypłacić prestiżowego pstryczka w nos Francuzom, postulując, aby zlikwidować siedzibę Parlamentu Europejskiego w Strasbourgu, a także przyznać Unii Europejskiej stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. W domyśle – kosztem Francji.

Polski udział w dyskusji – tak, ale…

W jakikolwiek sposób nie skomentowalibyśmy merytorycznie obu propozycji, to Na rzecz europejskiego Odrodzenia (fr. Pour une Renaissance européenne) Macrona oraz Nadać Europie właściwy kierunek (niem. Europa richtig machen) Kramp-Karrenbauer opublikowały największe tytuły prasowe w całej Europie. I zaczęły o konkretnych postulatach debatować. W tej sytuacji wydawałoby się, że dyskusja powinna również zainspirować polskich liderów politycznych do zabrania głosu i przedstawienia swojej wizji Unii na najbliższe lata.

I rzeczywiście. Wywołany do tablicy poczuł się…

Grzegorz Schetyna. W swoim manifeście Demokratyczna Europo – wracamy!, odnosi się głównie do słów Emmanuela Macrona dotyczących obrony Unii przed zagrożeniami ze strony skrajnej prawicy, zgadzając się właściwie w pełnej rozciągłości z diagnozami francuskiego Prezydenta. Powołując się wielokrotnie na przykład wojny polsko-polskiej, co zresztą niezwykle zmniejsza merytoryczną wartość owej deklaracji. Tak jak bufonowate deklaracje, pod tytułem: Jestem liderem demokratycznej opozycji.

Grzegorz Schetyna, fot. KPRM

Ale warto dostrzec pozytywy. Schetyna notuje istotność problemu zaangażowania UE w Afryce, podobnie jak Kramp-Karrenbauer zakłada, że nadmiar centralizmu nie leży w naturze obywateli Europy, ale przede wszystkim zwraca uwagę na problem Ukrainy, który w agendzie Unii Europejskiej wydaje się być całkowicie zapomniany. I za ten wkład w dyskusję lidera Platformy Obywatelskiej warto pochwalić.

…tylko za pomocą infografik

Wydawałoby się, że skoro już nawet główny rywal zabiera głos i próbuje dołożyć swoje trzy grosze w debacie o przyszłości UE, to sprawa poważnego odniesienia się do postulatów Macrona i Kramp-Karrenbauer przez PiS jest tylko kwestią czasu. I rzeczywiście. Na konwencji 9 marca przedstawiony został program europejski rządzącej partii. Jednakże słowo program należy traktować w tym przypadku wyłącznie jako chwyt marketingowy. Bowiem z jakąkolwiek długofalową strategią nie ma on nic wspólnego.

Dwunastopunktowa Europejska Deklaracja PiS-u to zbiór kolokwializmów, w dodatku sformułowany na tyle szeroko i nieprecyzyjnie, że właściwie nie wiadomo, jakiej Europy chce PiS. Za szumnymi postulatami Europy Rodziny, Europy Wartości czy Bezpieczne Granice Europy stoją jednozdaniowe uzasadnienia, których politycy Prawa i Sprawiedliwości do tej pory nie potrafią rozwinąć. A jeżeli próbują to robić, to niezbicie udowadniają, że na realizację swoich dwunastu punktów Europejskiej Deklaracji nie mają żadnego pomysłu.

Jedno jest pewne. PiS chce Unii, takiej, w której my, Polacy dostajemy pieniądze. Budżet UE ma być korzystny dla naszego kraju, a dotacje mają płynąć szerokim strumieniem na polską wieś. I być może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie dojmujące poczucie, że traktowanie Unii Europejskiej wyłącznie jak udzielającego bezzwrotnych podwyżek banku, to obrażanie inteligencji swojego elektoratu.

Chcę być dobrze zrozumiany. Wcale nie uważam, że publikowanie jakichś szeroko pojętych manifestów czy deklaracji to rzecz niezbędna, aby skutecznie prowadzić politykę zagraniczną. Ale fakty świadczą przeciwko rządzącym. Polska nie potrafi nawiązać nici porozumienia z Brukselą, niejasno deklaruje i komunikuje swoje interesy. A te zdecydowanie łatwiej byłoby wytłumaczyć, gdyby w ogóle zostały wyartykułowane. W ambitniejszej formie niż kilkanaście infografik, zaprezentowanych na konwencji i w mediach społecznościowych.

Jeżeli rzeczywiście jest tak, jak mówią często i buńczucznie liderzy Prawa i Sprawiedliwości, że chcemy kontestować przywództwo i budować alternatywne rozwiązania dla niemiecko-francuskiego tandemu, nie da się tego robić za pomocą zdjęć na Twitterze. Brak jakiegokolwiek merytorycznego odniesienia się do wymiany manifestów, która odbyła się na łamach europejskich gazet pomiędzy Macronem i Kramp-Karrenbauer pokazuje, że forum europejskie dla PiS ma wartość drugorzędną. Polityka Warszawy, obecnego MSZ, poza populistycznymi deklaracjami i demonstracjami siły wobec Komisji Europejskiej czy Trybunału Sprawiedliwości UE, nie ma na razie nic więcej do zaproponowania. Szkoda straconej szansy.

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.