Ile Niemcy rzeczywiście dopłacą do OZE w 2013 r.?


W przeciwieństwie do polskich odbiorców prądu Niemcy wiedzą dokładnie, ile kosztuje ich wsparcie “zielonej” energetyki. W 2013 roku będzie to 5,21 centa w cenie każdej kupionej kilowatogodziny. To spory skok tzw. dopłaty OZE z tegorocznego poziomu 3,59 ct/kWh.

Dla przeciętnego gospodarstwa domowego, zużywającego w Niemczech niespełna 3500 kWh rocznie (dla porównania w Polsce to ok. 2000 kWh/rok), oznacza to koszt 15 euro miesięcznie. Jednak tylko niecała połowa tej kwoty (2,26 ct/kWh) trafi do producentów “zielonej” energii.

Pozostała część to w dużej mierze koszty wyłączenia z systemu przedsiębiorców energochłonnych. Gdyby przemysł (a nawet niektóre usługi, jak pola golfowe) dokładał się do rozwoju energetyki odnawialnej (OZE), wówczas niemieckie rodziny oraz mały i średniej wielkości biznes płaciłyby o 1,29 ct/kWh mniej. To niemal jedna czwarta “dopłaty OZE”.

W pozostałej ćwiartce “dopłaty OZE” identyczny udział (po 0,69 ct/kWh) mają dwie pozycje: niedoszacowanie dopłaty z tego roku oraz koszty spowodowane malejącą ceną hurtową energii. Niedoszacowanie wynika z szybszego, niż zakładano, rozwoju fotowoltaiki. Malejące ceny paneli słonecznych sprawiły, że Niemcy masowo zaczęli je instalować na dachach swoich domów i w pobliżu biur. Koszty zwiększonego wsparcia, które zaczęło do nich płynąć już w tym roku, odbiorcy będą zatem musieli ponieść w kolejnym.

Natomiast koszty malejącej ceny hurtowej prądu, które dolicza się do “dopłaty OZE”, to efekt pewnego paradoksu. Chociaż energetyka wiatrowa, czy słoneczna, jest droższa od tradycyjnej (ze względu na wysokie koszty inwestycyjne), to jednak powoduje spadek cen energii na rynku hurtowym. Tak zwany efekt merit order polega na tym, że hurtowa cena energii (bez jakichkolwiek dopłat i podatków, za wyjątkiem kosztów emisji CO2) spada tym bardziej, im więcej “zielonego” prądu trafia na rynek. Cena na giełdzie energii ustalana jest bowiem według kosztów zmiennych najdroższej elektrowni produkującej w danym momencie. W Niemczech są to zwykle bloki gazowe (mają wysokie koszty paliwa). Na drugim biegunie rankingu cenowego elektrowni znajdują się OZE, których koszty zmienne produkcji są niemal zerowe. Właściciele wiatraków nie ponoszą bowiem właściwie żadnych kosztów zmiennych produkcji prądu. Wraz z rozwojem OZE najdroższe elektrownie gazowe produkują energię coraz rzadziej, a wiec coraz rzadziej cena rynkowa osiąga pułap ich kosztów zmiennych. Dzięki temu od kilku lat średnia cena prądu na niemieckiej giełdzie maleje. To oznacza natomiast, że operatorzy systemów przesyłowych (rozliczają system wsparcia OZE) mają coraz mniej pieniędzy ze sprzedaży “zielonej” energii na wypłaty gwarantowanych stawek za odbiór prądu z OZE i potrzebują większych dopłat.

Ostatnie dwie pozycje “dopłaty OZE” to koszt wsparcia tych nielicznych źródeł OZE, które nie korzystają z gwarantowanych cen zakupu energii (0,14 ct/kWh) oraz tzw. rezerwy płynnościowej (0,13 ct/kWh). Ta ostatnia to efekt nauczki, jaką niemiecki rząd (to on ustala wartość i składniki “dopłaty OZE”) wyniósł z lat ubiegłych, gdy niedoszacowano części kosztów wsparcia “zielonych” elektrowni.

Łączna wartość niemieckiego systemu wsparcia energetyki odnawialnej wyniesie w 2013 roku ok. 20 mld euro. Koszty podzielą między siebie po równo trzy grupy odbiorców: najwięksi odbiorcy (z wyjątkiem firm uznanych jako energochłonne), mikro-, małe i średnie firmy oraz gospodarstwa domowe.

 

Redakcja reo.pl

W przeciwieństwie do polskich odbiorców prądu Niemcy wiedzą dokładnie, ile kosztuje ich wsparcie “zielonej” energetyki, fot. Brad.K/CC BY 2.0

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here