Hubert Bułgajewski: Armia USA wytacza działa przeciwko mieszkańcom oceanu

Co roku ginie 12 milionów ssaków morskich

Używając pojęcia zbrodnie wojenne, mamy na myśli ludzi. Tymczasem zapewne mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że zwykłe ćwiczenia wojskowe na morzu oznaczają śmierć setek tysięcy delfinów, wielorybów i innych wodnych stworzeń. Co więcej, armia może to robić – i robi. 

Szokujące fakty

Stany Zjednoczone dysponują siłą technologiczną, rozwijaną każdego roku, utrzymując dobrze wyszkolony personel, który musi być gotowy w każdej chwili na wojnę z takimi państwami jak Rosja czy Chiny. To wymaga ogromu ćwiczeń, m.in. na przestrzeni Pacyfiku. Ofiarą tych ćwiczeń padają zwierzęta morskie.

Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych ma prawną zgodę na to, by dręczyć, ranić, a nawet zabijać około 12 milionów wielorybów, delfinów, morświnów, lwów morskich i fok na całym północnym Pacyfiku.

Skąd wiemy o zbrodniach przeciwko zwierzętom morskim? Międzystanowa grupa obywatelska Sojusz na rzecz Działania na Zachodnim Wybrzeżu (West Coast Action Alliance – WCAA) zestawiła w 2016 roku dane pochodzące bezpośrednio z orzeczenia wpływu środowiskowego Ćwiczeń i Testów Marynarki Wojennej na Północnym Zachodzie USA, a także z Listów Autoryzacji – wydawanych przez Krajową Służbę Rybołówstwa Morskiego Narodowej Służby Oceanicznej i Atmosferycznej  (NOAA) – o przypadkowych przejęciach ssaków morskich.

Na celowniku 

Czym są te przejęcia (w języku angielskim take)? To forma szkody wyrządzonej żyjącemu w oceanie zwierzęciu. Obejmuje ona dręczenie, zadawanie obrażeń i śmierć. Wielu biologów zajmujących się ochroną środowiska ocenia, że bardzo szkodliwe są nawet te przejęcia, które nie oznaczają od razu śmierci zwierząt, lecz prowadzą do zmian w ich zachowaniu. Jeżeli wskutek przewlekłego nękania w okresie żerowania lub rozmnażania zostaną zmuszone do opuszczenia kluczowych siedlisk, może to przyczynić się do ich śmierci. A to prowadzi do wymarcia gatunku, mimo że wojsko nie celuje do pływających w oceanie ssaków morskich.

Liczby są zatrważające – powiedziała Karen Sullivan, rzecznik WCAA, emerytowana biolożka gatunków zagrożonych i zastępca dyrektora regionalnego Służb ds. Ryb i Dzikiej Przyrody USA. – Kiedy uświadomisz sobie, że te same osobniki mogą być bez przerwy dręczone podczas migracji na inne obszary, to staje się jasne, że nie istnieje żaden środek zaradczy, który uzupełni straty, z wyjątkiem ograniczeń w stosowaniu sonaru i materiałów wybuchowych tam, gdzie usiłują żyć zwierzęta.

detonacje różnego rodzaju ładunków wybuchowych i używanie boi sonarowych odbywa się w ramach manewrów wojskowych, nawet w obrębie terenów uznawanych za chronione.

detonacje różnego rodzaju ładunków wybuchowych, używanie boi sonarowych, częste przemieszczanie się statków i łodzi podwodnych, a także przelatujących nisko nad powierzchnią wody samolotów. Te wszystkie działania odbywają się w ramach manewrów wojskowych, nawet w obrębie terenów uznawanych za chronione.

Niestety, te szacunki są zaniżone, bo odnoszą się wyłącznie do ssaków morskich, ignorując inne gatunki, jak chociażby coraz mniej liczne ławice ryb. Według WCAA dane nie obejmują zagrożonych wymarciem ptaków morskich, ryb, żółwi morskich i żyjących nad brzegami oceanu zwierząt lądowych, które również doświadczają aktywności sił morskich USA, takich jak: detonacje różnego rodzaju ładunków wybuchowych, używanie boi sonarowych, częste przemieszczanie się statków i łodzi podwodnych, a także przelatujących nisko nad powierzchnią wody samolotów. Te wszystkie działania odbywają się w ramach manewrów wojskowych, nawet w obrębie terenów uznawanych za chronione.

Boeing EA-18G Growlerg eneruje dźwięk wystarczający, by dokonać spustoszeń wśród pływających w zasięgu jego dźwięku zwierząt, szczególnie tych, które posługują się echolokacją.

Za zgodą władz

W ciągu ostatnich lat skala wojskowych ćwiczeń na północy Pacyfiku znacznie wzrosła – żyjemy w czasach, o których coraz częściej mówi się w mediach jako o nowej zimnej wojnie. Rosja i Chiny, dwa mocarstwa militarne, chcą mieć takie same wpływy jak USA. Zbroją się, prowadzą manewry i zawierają sojusze z państwami niechętnymi wobec Stanów Zjednoczonych. Te zaś muszą przeprowadzać działania, których celem jest umacnianie siły militarnej, po by zrównoważyć światową równowagę. Wojsko USA nie przejmuje się więc losem zwierząt, używając w ćwiczeniach niezwykle głośnych maszyn wojskowych, taki jak Boeing EA-18G Growler. Ten stosowany podczas manewrów marynarki z zakresu wojny elektromagnetycznej samolot jest najgłośniejszą maszyną powietrzną w dziejach lotnictwa. Generuje dźwięk wystarczający, by dokonać spustoszeń wśród pływających w zasięgu jego dźwięku zwierząt, szczególnie tych, które posługują się echolokacją.

Pewien będący w służbie czynnej pilot wyznał, że incydenty zrzucania paliwa do oceanu zdarzają się mniej więcej raz na miesiąc.

Przykładów szkodliwości, jaką niosą za sobą ćwiczenia wojskowe na morzu, można podawać wiele. Co je łączy? Przyzwolenie na takie działania. Marynarce udziela się zgody na przeprowadzenie każdego roku ćwiczeń, podczas których zatapiany jest statek. W trakcie używa się co najmniej kilkunastu bomb i rakiet oraz dziesiątków pocisków dużego kalibru, a nawet torped, które niszczą życie morskie w wyznaczonych do ataku lokalizacjach. Wojsku wolno również przeprowadzać w ciągu roku 30 bombardowań powietrze-woda i 160 ćwiczeń artyleryjskich. Pewien będący w służbie czynnej pilot wyznał, że incydenty zrzucania paliwa do oceanu zdarzają się mniej więcej raz na miesiąc.

Człowiek nie chce odłożyć broni

Zdaniem Emily Stolarcyk, kierowniczki programowej Rady Ochrony Eyak z siedzibą w Cordovie na Alasce, realia z pewnością są dużo gorsze. Rada jest organizacją środowiskową, zorientowaną na sprawiedliwość społeczną. Jej głównym zadaniem jest ochrona siedlisk dzikiego łososia. – Oburza twierdzenie, że ludzie oszacowali wszystkie skutki, jakie ich działania wywierają na środowisko morskie – powiedziała Stolarcyk. – Przy ograniczonych obserwacjach operacje Marynarki Wojennej okazały się śmiertelne dla dużych gatunków morskich. A co z nieznanymi następstwami? Rybami? Dolnymi ogniwami łańcucha pokarmowego? Znaczeniem długoterminowym?

Zwykle poruszając temat degradacji życia morskiego, o tym, że mamy do czynienia z masowym wymieraniem gatunków, mówimy o nadmiernych połowach, trałowaniu dna, zanieczyszczeniach lub ocieplającym się klimacie. Okazuje się, że problem jest dużo większy i nikt na wyższym szczeblu nie podnosi głosu sprzeciwu.

O ile jesteśmy w stanie ograniczyć spalanie paliw kopalnych, za 100 lat będziemy świętować koniec węgla. By pomóc zwierzętom morskim, jesteśmy też w stanie ograniczyć połowy, zmienić nieco naszą dietę, wprowadzić więcej terenów chronionych i farmy hodowlane. Jak jednak mamy ograniczyć manewry wojskowe w świecie, w którym pełza miniona ponad 30 lat temu zimna wojna? W świecie, który wydaje coraz więcej na zbrojenia?

Karen Sullivan, rzeczniczka WCAA, jest zmartwiona tym, że państwa mają już w posiadaniu technologię i broń umożliwiającą wielokrotne unicestwienie ludzkości i innych gatunków, w tym morskiego życia, oraz poczynaniami Marynarki, które potęgują ryzyko. – Potężna skala testów i manewrów wojennych przyczynia się do zmiany oceanów w pustynię – stwierdziła.


📻 Hubert Bułgajewski: Zostały tylko na zdjęciach

 


Źródło: https://truthout.org/articles/the-us-navy-s-mass-destruction-of-marine-life/

 

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.