📻 WSTYD DLA HOMO SAPIENS: Orangutany a olej palmowy

Masowe wycinki lasów oznaczają wyginięcie tych wielkich ssaków

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

Największą tragedią, jaką w ostatnich latach możemy zobaczyć, jest zabijanie żyjących w Indonezji orangutanów, a także innych zwierząt. A wszystko to dla oleju palmowego, który stanowi podstawę gospodarki tego kraju.

Olejowa gorączka złota

Olej palmowy znajduje się w wielu produktach spożywczych, konsumuje go połowa ludności świata. Co ciekawe, jedna czwarta jego produkcji trafia do kosmetyków, środków czyszczących oraz biopaliw. Olej ten stanowi jedną trzecią światowej produkcji oleju roślinnego. Palmy, z których jest pozyskiwany, zajmują 10% gruntów przeznaczonych na uprawę roślin oleistych. Całkowity obszar prowadzonych na skalę przemysłową plantacji tego oleju liczy 18,7 mln ha, zaś plantacje drobnych producentów – 25 mln ha, co łącznie odpowiada blisko półtorej powierzchni Polski.

olej palmowy, który jest certyfikowany jako zrównoważony, pod względem wpływu na wylesianie jest na razie tylko nieco lepszy od innych olei.

Używanie oleju palmowego codziennie przez miliardy ludzi  niesie katastrofalne skutki dla dziko żyjących zwierząt. Zagrożone wyginięciem są m.in. orangutany i tygrysy. Opublikowany niedawno raport Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) pokazuje, że zastąpienie oleju palmowego innymi gatunkami olejów niestety nie jest wyjściem z sytuacji. Przeprowadzona przez tę instytucję analiza wykazała, że niszczenie lasów tropikalnych w celu zrobienia miejsca pod plantacje zagraża wymarciem ponad 190 gatunków zwierząt znajdujących się na czerwonej liście zagrożonych gatunków IUCN. Najbardziej narażone są zwierzęta żyjące w Indonezji i w Malezji. Ponadto agencja podkreśla, że olej palmowy, certyfikowany jako zrównoważony, jest na razie tylko nieco lepszy od innych olei pod względem wpływu na wylesianie. Tak naprawdę żadna plantacja nie niesie korzyści dla przyrody. Koniec końców, hektar dżungli idzie pod topór.

Orangutan borneański według biologów ma 97-procentową zgodność z naszym kodem DNA.

Cena chciwości 

To oznacza niechybną śmierć zamieszkujących tam zwierząt, które nie tylko tracą naturalne środowisko życia, ale są też celowo zabijane przez człowieka. W ciągu ostatnich 16 lat na Borneo – największej wyspie Indonezji – zginęło około 100 tysięcy orangutanów borneańskich. To jeden z trzech endemicznych gatunków zamieszkujących indonezyjskie wyspy, obecnie krytycznie zagrożony wyginięciem (podobnie zresztą jak jego dwaj kuzyni zamieszkujący Sumatrę). Według biologów orangutan borneański  ma 97-procentową zgodność z naszym kodem DNA. To inteligentne i dociekliwe zwierzęta, które podobnie jak ludzie umieją wyrażać emocje poprzez zachowanie i mimikę. Teraz na ich twarzach można zobaczyć strach.

A jeszcze kilkadziesiąt lat temu orangutanom dobrze się wiodło w nieprzeniknionych lasach tropikalnych. Wszystko zmieniła gospodarka i ludzka chciwość. Początkowo, w latach 60. ubiegłego wieku, zysk czerpano z wycinki cennych gatunkowo drzew, z których wyrabia się drogie meble i inne przedmioty. Dziś źródłem zysku jest wspomniany olej palmowy. Według prowadzonych obserwacji lasy w Indonezji znikają w tempie odpowiadającym jednemu boisku piłkarskiemu w niecałe 30 sekund.

orangutany olej palmowy
fot. pixabay.com, rmac8oppo

Oleje z soi, kukurydzy i rzepaku wymagają nawet dziesięciokrotnie większej powierzchni pod uprawę niż dające podobną ilość oleju plantacje palmy oleistej.

Według Erika Meijaarda, autora raportu IUCN, nie ma łatwych rozwiązań, mimo iż istnieją kontrowersje dotyczące oleju palmowego. Cytując jednak amerykańskiego pisarza Henry’ego L. Mackena, dla każdego złożonego problemu istnieje rozwiązanie, które jest jasne, proste i… złe. Bo jak się okazuje, jeśli nie zamierzamy znacząco ograniczyć zużycia olejów, to na horyzoncie nie zobaczymy sensownego rozwiązania problemu oleju palmowego. Oleje z soi, kukurydzy i rzepaku wymagają nawet dziesięciokrotnie większej powierzchni pod uprawę niż dające podobną ilość oleju plantacje palmy oleistej. Rezygnacja z pozyskiwanego z nich oleju przyniosłaby więc jeszcze większe straty w środowisku. – Biorąc pod uwagę katastrofalny wpływ oleju palmowego na różnorodność biologiczną, z perspektywy globalnej nie ma prostych rozwiązań – powiedziała Inger Andersen, dyrektor generalna IUCN. – Jeśli wprowadzimy na niego zakazy lub zbojkotujemy go, to inne oleje, dla których pozyskania potrzeba więcej miejsca pod uprawy, prawdopodobnie zajmą jego miejsce.

Andersen zaznaczyła, że pilnie potrzebne są skoordynowane działania, tak aby produkcja oleju palmowego była bardziej zrównoważona. Powinno się wymagać od rządów i producentów, by przestrzegali zobowiązań w zakresie zrównoważonego rozwoju. Obecnie, pomimo obowiązujących zakazów prawnych, wylesianie z powodu upraw oleju palmowego nadal postępuje. Dlaczego? Zwykle łatwiej jest wyciąć kolejne połacie lasu pod nowe uprawy, niż prowadzić je na już zdegradowanych terenach. Problemem jest też to, że najczęściej korzyści z plantacji odnoszą jedni, a inni ponoszą koszty wylesiania.

Należy dodać, iż plantacje oleju powstają często na złej jakości gruntach, przez co plony są niskie. – Trzeba naciskać na takie kraje jak Malezja i Indonezja, aby zaczęły się poważnie zastanawiać, jak zoptymalizować ten nieefektywny sektor – powiedział Meijaard.

Certyfikacja to za mało

W ostatnich miesiącach Unia Europejska uchwaliła zakaz stosowania oleju palmowego do produkcji biopaliw. Ma on jednak obowiązywać dopiero od 2030 roku. W reakcji na działanie UE, chcącej ograniczyć spalanie oleju, malezyjski minister ds. handlu olejem palmowym, Datuk Seri Mah Siew Keong, ostrzegł Unię przed wojną handlową, której koszty dla państw europejskich będą liczone w miliardach euro. – Nie oczekujcie, że [jeśli przestaniecie kupować nasz olej palmowy, to] będziemy dalej kupować europejskie produkty – zapowiedział. Malezja, która podobnie jak Indonezja czerpie zyski z produkcji oleju, skrytykowała kłamliwe w jej opinii doniesienia jednej z europejskich gazet na temat dramatycznego spadku liczebności orangutana na Borneo. Członkowie Malezyjskiej Rady ds. Oleju Palmowego widzą w Europie przeciwnika działającego jedynie na rzecz ochrony przyrody, a nie interesu ludzi i gospodarki. Nie ma co się dziwić takim reakcjom, skoro olej palmowy jest ważnym towarem eksportowym zarówno Indonezji, jak i sąsiedniej Malezji.

Certyfikacja zrównoważonych upraw ma na celu potwierdzenie, że uprawa oleju palmowego nie spowodowała wylesiania. Niestety, obecnie certyfikaty te są niewiele warte. By to zmienić, przyznające je jednostki powinny poprawić i usprawnić proces ich przyznawania. Rzeczniczka Okrągłego Stołu ds. Zrównoważonego Oleju Palmowego (RSPO), certyfikującego prawie 20% całego oleju, powiedziała: – Zdajemy sobie sprawę, że system certyfikacji nie jest doskonały, wniósł jednak istotny wkład w przeciwdziałanie wylesianiu. Dodała też, że RSPO będzie wzmacniać swoje standardy.

Wobec tych deklaracji słychać sceptyczne głosy. – Wielokrotnie przyłapywaliśmy członków RSPO niszczących lasy, w tym siedliska orangutanów, dla oleju palmowego. Jeśli RSPO chce mieć przyszłość, musi przyjąć standardy: bez wylesiania, bez torfu, bez wyzysku – i zapewnić ich rygorystyczne egzekwowanie – powiedział Richard George z brytyjskiego Greenpeace’u.

 

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.