Hubert Bułgajewski: Jedz i daj jeść innym

Mniej dwutlenku węgla, więcej lasów i zdrowsza gleba – dzięki... resztkom 

fot. unsplash.com, jon tyson

Zamiast marnować żywność, można wykorzystać ją ponownie. Na przykład do produkcji pasz dla zwierząt. Eksperci twierdzą, że dzięki temu możemy zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych z powodu działalności rolnictwa. I rozwiązać inne problemy.

Obecnie każdego roku około jednej trzeciej żywności na świecie jest marnotrawione. Źle zaplanowane zakupy, resztki wyrzucane przez restauracje – przyczyny są różne. W sumie według ONZ to 1,3 miliarda ton jedzenia, które trafia na śmietnik. – Marnotrawstwo i utrata żywności to także trwonienie zasobów, w tym wody, ziemi, energii, pracy i kapitału – powiedział profesor Montse Jorba Rafart, ekspert ds. technologii rolno-spożywczych z hiszpańskiego centrum technologicznego Leitat. Bo rolnictwo, tak samo jak przemysł, energetyka i transport, jest we współczesnym świecie źródłem emisji dwutlenku węgla, a także metanu, czyli gazów cieplarnianych przyczyniających się do wzrostu globalnej temperatury.

Niemarnowanie żywności oznaczałoby więc nie tylko rozwiązanie problemu głodu w wielu krajach, lecz także sporą redukcję gazów cieplarnianych i zmniejszenie powierzchni terenów rolniczych. Dziś jedna trzecia całkowitej powierzchni gruntów rolnych wykorzystywana jest do karmienia zwierząt gospodarskich. Z kolei produkcja, przetwarzanie i transport paszy przekłada się na około 45% emisji CO2 w sektorze hodowlanym.

Profesor Jorba nadzorował projekt NOSHAN, podczas którego naukowcy badali proces przetwarzania odpadów, m.in. owocowych i warzywnych, na paszę przeznaczoną dla trzody chlewnej i drobiu. Odkryto, że najbardziej wartościowe są resztki z dyń, rzepaku i serów, a nawet pozostałości jogurtów i oliwek. Naukowiec stwierdził, że na każdy kilogram paszy dla kurczaków powstałej z odpadów żywnościowych emisje dwutlenku węgla (w porównaniu z wytwarzaniem paszy mięsnej) spadłyby o 0,3 kilograma, gdyby stanowiła ona 10% udziału w ogólnej produkcji karmy dla zwierząt hodowlanych. A to oznacza redukcję CO2 o 6,2 miliona ton rocznie.

Wielce prawdopodobne, że rezultaty projektu NOSHAN zostaną wcielone w życie w ciągu najbliższych lat. Co więcej, jego założenia mogłyby przecież objąć cały sektor hodowlany. Znaczące redukcje emisji dwutlenku węgla byłyby jeszcze większe, gdyby paszą z opadów żywnościowych karmić też trzodę chlewną, bydło, a nawet owce i kozy.
Powierzchnia terenów rolniczych na świecie spadłaby o 12%. Mogłyby one ponownie stać się lasami, łąkami i bagnami, co w konsekwencji oznaczałoby większe pochłanianie emitowanego przez człowieka CO2 oraz przywrócenie bioróżnorodności tam, gdzie ona niemal całkowicie zniknęła. Co nie mniej ważne, produkcja paszy z opadów żywnościowych jest bardziej energooszczędna niż tradycyjnej, a to oznacza kolejną redukcję emisji gazów cieplarnianych.

W takiej sytuacji spadłoby zapotrzebowanie na paszę na bazie soi. Jako że roślina ta uprawiana jest w tropikalnych krajach (np. w Brazylii), spadek popytu na soję, w tym przypadku na paszę sojową, będzie oznaczać spadek powierzchni upraw. Miejsca, które zajmowały plantacje soi, zostaną ponownie zajęte przez pochłaniające CO2 lasy tropikalne. Ponadto, jak argumentuje profesor Jorba, spadek produkcji paszy sojowej przyniesie korzyści gospodarcze – zmniejszy uzależnienie wielu państw, także w Europie, od jej importu. To oznacza zmniejszenie kosztów utrzymania zwierząt i tym samym produkcji żywności.

Warto też zwrócić uwagę na nadmierną eksploatację gleb przeznaczonych na uprawy roślin na pasze dla zwierząt. Swoisty recykling żywności przekłada się na ograniczenie wyjałowienia ziemi, bo nie potrzeba już tak dużych ilości nawozów (a ich produkcja wiąże się też z niemałymi emisjami CO2).

Do produkcji nawozów sztucznych potrzebne są fosforany, a te mogą się szybko wyczerpać – szacuje się, że za 50 do 100 lat. Po drugie, wymagające intensywnej uprawy gleby opryskiwane są nawozami zwierzęcymi, czyli dobrze znaną gnojowicą. W samej Europie świnie i krowy produkują aż 1,27 miliarda ton nawozu rocznie, a to nie jest zdrowe dla środowiska naturalnego. Na marginesie warto dodać, że zwierzęce nawozy, poddane biorafinacji, mogą stać się bezpiecznymi dla gleby tak zwanymi zielonymi nawozami.

I druga uwaga: wielu ekspertów, w tym klimatologów, stwierdza, że spadek spożycia mięsa, wręcz jego eliminacja z naszej diety, przyczyniłby się nie tylko do redukcji emisji gazów cieplarnianych. Sporo obszarów wykorzystywanych pod uprawę roślin na paszę dla zwierząt mogłoby wrócić z powrotem do naturalnego środowiska.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here