Hubert Bułgajewski: Groźne ulewy z piorunami będą wiosenną normą

Burzliwe skutki globalnego ocieplenia

W Polsce padają rekordy temperatur, wiosna zmienia się w lato. Konsekwencje? Burze, których w kwietniu nie brakowało. A postępujące globalne ocieplenie oznacza, że nie będą to spokojne pomruki niebios, jak to bywało dawniej

Rekordowo ciepły kwiecień
Tegoroczny kwiecień w Polsce okazał się rekordowo ciepły. Doszło wręcz do drastycznego wzrostu temperatur. W ciągu kilku pierwszych dni kwietnia temperatury dzienne wzrosły z 2-3 st. C do ponad 20 st. C jeszcze w pierwszej dekadzie miesiąca. Szybko też pojawiły się burze. Czy takie ciepło, jakie było w kwietniu, i burze to coś normalnego?

I tak,  i nie. Kwietniowe przeplatanie pogody to rzecz normalna. Możemy mieć incydent zimowy, ale i też letni. Jednak notowanie wyjątkowo wysokich temperatur przez cały prawie miesiąc przestaje być normą. Tym bardziej że według danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej kwiecień w Polsce okazał się rekordowo ciepły. Średnia temperatura w Polsce była o 4,7 st. C wyższa od średniej z okresu 1981–2010, co jest wartością naprawdę bardzo dużą. Ostatni prawie tak ciepły kwiecień był… w czasie zaborów, w 1800 roku. Ale nawet wtedy średnia temperatura była o 0,62 st. C niższa od tegorocznego rekordu.

Możemy wręcz mówić o termicznym lecie w kwietniu, bo przez kilka dni pod rząd średnie dobowe temperatury w większości Polski minimalnie, ale jednak przekraczały 15 st. C. Całościowo rzecz jasna miesiąc ten nie był letni, lecz wyjątkowo ciepły. Najwyższą średnią temperaturę miesięczną w kwietniu 2018 odnotowano w Libertowie – 15 st. C, a w innych miastach na południu Polski było niewiele mniej. To wartości typowe dla drugiej połowy maja.[->]

Letnie burze wczesną wiosną
Kwiecień miał wiele cech przypominających bardziej lato niż wiosnę. Był też aktywny burzowo. Owszem, burze wczesną wiosną to nic nadzwyczajnego, o ile są w granicach normy. Tymczasem te z zeszłego miesiąca w ogóle nie różniły się od tych występujących w środku lata. Pierwsze z nich pojawiły się jeszcze przed 10 kwietnia i nie były silne. Gorzej zaczęło się robić w drugiej dekadzie miesiąca. Zjawiska te nabrały już typowo letnich cech: bardzo silny wiatr, intensywne deszcze, błyskawice i grad. W Koninie doszło nawet do lokalnych podtopień. Większej intensywności nabrały w trzeciej dekadzie kwietnia. Wtedy już w wielu miastach dochodziło od lokalnych podtopień i intensywnego gradobicia. Burzom towarzyszył także silny wiatr, który w wielu częściach Polski połamał drzewa. Wydarzenia te bardziej kojarzymy z latem niż z wiosną. Choć skala zniszczeń była oczywiście mniejsza niż latem, to miała jednak miejsce.[->]

fot. pixabay.com, sethink

w ostatnim 40-leciu wzrosła częstość występowania związanych z nawalnymi opadami powodzi błyskawicznych i liczba miejsc ich występowania.

Z punktu widzenia siły burz i liczby bardzo ciepłych dni, nie jest zwykła kwietniowa przeplatanka, lecz anomalia związana z globalnym ociepleniem. Sceptycy antropogenicznego ocieplenia podkreślają, że silne burze czy tornada zdarzały się w Polsce także w przeszłości. Burze kiedyś też występowały w kwietniu i mogły się zdarzać takie, które raczej pasują do letniej niż wiosennej pory. Jak wynika z monografii Klęski żywiołowe a bezpieczeństwo wewnętrzne kraju, opublikowanej w 2013 roku przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, w ostatnim 40-leciu wzrosła częstość występowania związanych z nawalnymi opadami powodzi błyskawicznych i liczba miejsc ich występowania.

W latach 1971–2002 na większości obszaru Polski obserwowano wzrost liczby dni z opadami powyżej 10, 20 i 30 milimetrów na metr kwadratowy, szczególnie wyraźny w 1991–2002. Coraz częściej występują także kilkugodzinne lub kilkudobowe okresy bardzo dużych prędkości wiatru. Wszystko to wiąże się z rosnącymi temperaturami z racji postępującego globalnego ocieplenia. Letnie burze, silne gradobicia czy nawet tornada będą wkraczać na wiosenne miesiące.[->]

Maj także letni i burzowy
Wygląda na to, że maj kontynuuje to, co zaczął kwiecień. A przynajmniej jego pierwsza połowa. Mieliśmy dobrych kilka dni z temperaturami, które z wiosną niewiele mają wspólnego. Kilkakrotnie w wielu miejscach Polski temperatury sięgały 25 st. C, a nawet 30 st. C. Już na samym początku maja na Śląsku osiągnięta została wartość 31,2 st. C. To bardzo dużo, gdyż jest to temperatura charakterystyczna dla bardzo ciepłego lipca.[->] Nie obyło się oczywiście bez burz, mających często dość gwałtowny przebieg. W wielu miejscach na terenie prawie całego kraju padał ulewny deszcz i grad. Pojawiły się nawet trąby powietrzne, na szczęście niewielkie, ale budzące grozę.[->] 11 maja burze przyniosły w Łodzi potężne opady deszczu, spadło 30 litrów wody na metr kwadratowy. W ich wyniku część miasta została sparaliżowana. Burze nie tylko przyczyniły się do licznych lokalnych podtopień. Towarzyszący im silny wiatr oraz ulewny deszcz utrudniał ruch lotniczy i drogowy.[->]

Maj jeszcze się skończył. Jego druga połowa może być taka, jaka być powinna, a być może będzie nawet zimno. Niezależenie od tego, co będzie się działo w kolejnych dniach, możemy już mówić o niezwykłej wiośnie. Bardzo skrajnej zresztą. To zasługa nie tylko splotu odpowiednich czynników w postaci wędrujących mas powietrza. Bo jeśli padają rekordy ciepła, to nie można zaprzeczać globalnemu ociepleniu i mówić, że to pogodowy kaprys. Na Ziemi robi się coraz cieplej, więc prawdopodobieństwo tak ciepłej wiosny będzie rosnąć.

 

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.